Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granica serbsko-czarnogórska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granica serbsko-czarnogórska. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 sierpnia 2022

W wizytą u Boszniaków - Sandżak serbski i czarnogórski.

Sandżak to nazwa dawnej podstawowej jednostki administracyjnej Imperium Osmańskiego. Dziś określa się tak region położony na pograniczu Serbii i Czarnogóry (Sandžak), którego największym miastem jest serbski Novi Pazar. Sandżak Nowopazarski jako osobna jednostka powstał dopiero w XIX wieku, a na karty historii trafił dzięki kongresowi berlińskiemu, który w 1878 roku przyznał Austro-Węgrom prawo do jego okupacji wraz z Bośnią i Hercegowiną. W ten sposób Habsburgowie mogli wbić klin pomiędzy Serbię i Czarnogórę oraz uzyskać dogodną drogę do ewentualnych ruchów na południe, aż do Salonik. Formalnie jednak terytorium to pozostawało częścią Turcji i administrację cywilną sprawowali Turcy. W 1908 roku Austro-Węgry oficjalnie anektowali Bośnię i Hercegowinę, a z Sandżaku się wycofali, przywracając Osmanom pełnię władzy, lecz tylko na pięć lat - w wyniku wojen bałkańskich Turcja została prawie całkowicie wyparta z Bałkanów, a Sandżakiem Nowopazarskim podzielili się Serbowie i Czarnogórcy.

Region ten jest wyjątkowy, ponieważ największą grupę mieszkańców stanowią Boszniacy, czyli słowiańscy muzułmanie. Ci sami, którzy zamieszkują Bośnię i Hercegowinę. Dawni Serbowie, Chorwaci, Czarnogórcy, którzy z różnych powodów w czasie rządów osmańskich przyjęli islam. To dość ciekawa sytuacja, bo etnicznie nie różnią się oni od swoich serbskich czy czarnogórskich sąsiadów, wyznacznikiem jest religia (choć zdarzają się Boszniacy, którzy muzułmanami nie są). Biorąc pod uwagę spisy powszechne w obu krajach, to niemal połowa ludności deklaruje przynależność do tej grupy narodowościowej. Kolejni są Serbowie, następnie dużo mniej liczni Czarnogórcy, "muzułmanie" bez określenia narodowości, aż w końcu Albańczycy. Kiedyś dość powszechnie błędnie kojarzono wszystkich wyznawców islamu w Serbii jako Albańczyków, teraz to już się zmieniło - mimo bliskości Kosowa jest ich tu niewielu, a dodatkowo ponoć Boszniacy się z nimi nie lubią (delikatnie pisząc). Proporcje poszczególnych narodowości nieco się różnią w części serbskiej i czarnogórskiej, lecz wspomnę o tym później, żeby teraz za bardzo nie kręcić 😏.

Wymieszanie ludności różnych wyznań i narodowości zwykle oznacza na Bałkanach kłopoty i rzeczywiście tak tu było: w ubiegłym stuleciu przy każdej wojnie i każdym przejściu wojsk odbywały się regularne masakry. Przeważnie Serbowie mordowali muzułmanów, rzadziej muzułmanie Serbów, przy czym zazwyczaj dotyczyło to Albańczyków, a nie samych Boszniaków, którzy raczej do broni się nie garnęli. Przy okazji II wojny światowej wybito Żydów, a teren Sandżaku był w orbicie zainteresowań Niemców, Włochów, zwolenników Wielkiej Albanii, nawet ustaszy z Chorwacji! Można stwierdzić, że ziemia ta obficie zroszona była krwią niewinnych ludzi, lecz przecież w tej części Europy to nic nadzwyczajnego.

Serbowie zamiast określenia "Sandżak" wolą używać słowa Raszka (Raška), od nazwy swojego królestwa istniejącego tu w średniowieczu. I choć dzisiaj dominuje islam, to najcenniejszymi zabytkami są stare, prawosławne klasztory. Niektóre z nich wpisano na listę UNESCO; dwa z nich już odwiedziłem, tym razem postanowiłem zajrzeć do trzeciego, położonego tuż obok Nowego Pazaru.

Odbicia na skrzyżowaniach są kiepsko albo wcale oznaczone, ale sama droga jest porządna i szybko wynosi nas na wzgórza z widokami na okolicę.



piątek, 8 września 2017

Kierunek: Czarnogóra! A potem Adriatyk!

Góry wraz z wyżynami stanowią 70% terytorium Serbii, a południowo-zachodnia część kraju to właściwie jedno wielkie nieprzerwane pasmo. Całość należy do Gór Dynarskich (zwanych też Alpami Dynarskimi) ciągnących się wzdłuż Adriatyku od Słowenii po Albanię.

To raj dla miłośników wypraw górskich, ale ile trzeba by mieć czasu, aby je spenetrować? Mi pozostało symbolicznie nacieszyć się nimi podczas jazdy samochodem. A jak pisałem wcześniej: to zakręty, zakręty, zakręty i jeszcze raz zakręty!


Oprócz ciągłych zwrotów w lewo lub w prawo jazdę skutecznie spowalnia duży ruch i, oględnie pisząc, zawalidrogi. Już kiedyś wspominałem, że dla mnie Bałkany nie kojarzą się z piratami drogowymi ale kierowcami, których misją życiową jest tak wolna jazda, aby doprowadzić wszystkich innych do szewskiej pasji 😛.

Czasem zdarzają się zabawne sytuacje: gdzieś z bocznej drogi wyskakuje samochód z przyczepką, na której ulokowano dwie krowy. Serpentyny powodują, że mućki latają z jednej strony na drugą, rozpaczliwie próbując złapać równowagę. Może nie powinniśmy, ale kilka kilometrów zanosiliśmy się śmiechem, bo wyglądało to przezabawnie. Podziwiam, iż choroba lokomocyjna nie zakończyła się zanieczyszczaniem okolicy.


W jednej z wiosek samochód zjechał w bok na jakiś targ i już odetchnąłem z ulgą, a w tym czasie jego miejsce zajął inny wóz z przyczepką, a tam do dwóch sztuk bydła doszły... dwie owce 😁. Rezultat był ten sam: biedne zwierzęta latały po przyczepie jak pijany po autobusie, a ja ze śmiechu prawie puszczałem kierownicę 😆. Dobrze, że udało mi się w końcu ich wyprzedzić, bo nabijanie się z nieszczęsnych pasażerów mogłoby zakończyć się wypadkiem 😉.