wtorek, 29 października 2024

Zabytkowa Galicja: cerkwie w zachodniej części powiatu przemyskiego.

Początek września to u mnie tradycyjny okres zwiedzania zabytków - przeważnie sakralnych - województwa podkarpackiego. Tym razem przyjrzymy się świątyniom w zachodniej części powiatu przemyskiego. Niemal wszystkie przedstawione w tym wpisie obiekty to dawne cerkwie greckokatolickie, bo właśnie one interesowały mnie najbardziej. Niestety, od 1947 roku żadna z nich nie spełnia już swojej pierwotnej roli. Większość została przekształcona w kościoły rzymskokatolickie i mniej lub bardziej przebudowana, pozostałe zaś nie są używane do regularnych celów kultowych: część z nich została wyremontowana, inne natomiast z każdą wiosną coraz bardziej zbliżają się do stanu rozbiórkowego.

Pierwszy postój to wioska Wapowce (Вапівці), położona kilka kilometrów na zachód od Przemyśla. Dokładne ustalenie dawnego składu etnicznego jak zawsze może nastręczać problemy - polskie spisy powszechne bywały w tych przypadkach nierzetelne, z kolei Ukraińcy lubili zaliczać do swojej nacji wszystko co się ruszało i nie było endekiem ani żydem. Nie ulega jednak wątpliwości, że ta prawie tysięczna miejscowość w okresie międzywojennym była zamieszkana głównie przez Ukraińców wyznających grecką odmianę katolicyzmu. Pamiątką po nich jest cerkiew św. Mikołaja, dziś kościół filialny pod wezwaniem tego samego patrona. 


Cerkiew wybudowano w 1875 roku. Być może data nad drzwiami (1915) to rok remontu po zniszczeniach wojennych powstałych w czasie szturmowania Twierdzy Przemyśl. Obok stoi drewniana dzwonnica.


Na cmentarzu szaleje chłop na traktorku i przycina wyschniętą trawę w taki sposób, że w powietrzu zrobiło się zielono. Zachowało się kilkanaście starych nagrobków w cyrylicy, ale na grobie "księdza kanonika" napis wykonano po polsku.


Plac zabaw naprzeciwko OSP 😏.


W Korytnikach (Коритники) nie umiemy znaleźć świątyni. Zagadujemy jednego chłopaka.
- Na pewno chodzi o nasz kościół? - dziwi się. - Może ten w Krasiczynie?
Krasiczyn z położonym nad Sanem zamkiem to znana atrakcja turystyczna, zresztą jego właściciele Sapiehowie posiadali też dwór w Korytnikach. Chodzi nam jednak o tutejszy obiekt. W końcu udaje się do niego podjechać.


Cerkiew św. Dymitra pochodzi z 1886 roku, lecz jest tak przebudowana, iż  ciężko w niej rozpoznać wcześniejsze wyznanie. Z wyposażenia nie zostało nic.



Następny jest Reczpol (Речпіль) położony na zboczach Pogórza Dynowskiego. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich wiosek ta była z większością polską, choć żywioł ukraiński także był silny. W dole widać płynący San, tworzący przez dwa lata granicę niemiecko-radziecką (Reczpol leżał w Generalnym Gubernatorstwie).


Cerkiew Opieki Matki Bożej jest drewniana, z 1879 roku. W latach 70. ubiegłego stulecia przebudowano ją na kościół katolicki, usuwając przy okazji wieżę. A dwie dekady temu po wzniesieniu nowego murowanego kościoła cerkiew została upuszczona i widać, że się powoli niszczy. Ciężko ją ująć na jednym zdjęciu.



Krzywcza (Кривча) to siedziba gminy i dawniejsze miasto, więc można tu zobaczyć więcej interesujących obiektów. Wyjątkiem od tematyki cerkiewnej będzie barokowy kościół NMP.


W Krzywczej przed wojną mieszkało ponad czterystu Polaków, ponad trzystu Ukraińców i ponad dwustu Żydów. Taka mieszanka po 1939 roku rzadko przynosiła coś dobrego. Żydów wymordowali Niemcy. Niektórych Polaków zabili banderowcy. Z kolei w odwiedzanych wcześniej Korytnikach kilkudziesięciu Ukraińców uśmierciła polska partyzantka. Niektóre tragiczne wydarzenia upamiętnia pomnik na rynku ze słabo czytelnymi napisami.


Grekokatolicy swoją ostatnią cerkiew pod wezwaniem NMP poświęcili w 1911 roku. Okazała, bogato zdobiona bryła, z wejściowym portalem podtrzymywanym przez dwie kolumny. Od czasów akcji Wisła nie odbyła się tu już żadna uroczystość religijna, za to na jakiś czas zamieniono ją na magazyn. Nie da się ukryć, iż nie jest ona w pełni sił witalnych.


Na plus można zaliczyć, że przy furtce stoi tablica informacyjna z historią cerkwi. We wcześniejszych miejscowościach nie chwalono się przeszłością świątyń. Drugi plus: przez boczne drzwi udało mi się wejść do zakrystii, a potem do wnętrza. Nie był to przyjemny widok.



Po wyznawcach judaizmu pozostał kirkut, na nim zachowało się jedynie kilkanaście nagrobków i mogiła zbiorowa.


Krzywcza utraciła prawa miejskie w 1934 roku, lecz tę dawną małomiasteczkowość jeszcze widać: rynek, uliczki z drewnianą zabudową i zakrytym ziemią brukiem.



Z Krzywczy ciśniemy na południe i przekraczamy San. Jeszcze do niedawna pomiędzy dwoma brzegami pływał prom, taka przeprawa istniała już przed Wielką Wojną. Niestety dla turystów, na szczęście dla miejscowych, prom został zastąpiony mostem. Mostem bardzo nietypowym, bowiem posiada tylko jedną jezdnię dla aut, a druga to... ścieżka dla rowerów.


To zapewne efekt wpisania inwestycji jako "proekologicznej". To właściwie norma, że z tego powodu powstają krótkie kawałki ścieżek, buspasy dla nikogo, wycina się drzewa pod nasadzenia i tym podobne. W tym przypadku także owa "ścieżka" zaczyna się i kończy przed mostem, konieczne też było ustawienie świateł dla mijanki.


Wchodzę na most popatrzeć na rzekę. Po lewej III Rzesza, po prawej Związek Radziecki. I komu to przeszkadzało? Ciekawe do kogo należałaby wyspa?


Prom porzucono i ponoć już tu zostanie jako zabytek techniki.


Wioski na południowym brzegu Sanu to znowu osady, gdzie w II RP zdecydowanie dominowali Ukraińcy, względnie Rusini, a na pewno grekokatolicy. W najbliższej Chyrzynie (Хирина) było ich dziesięciokrotnie więcej niż rzymskich katolików. Chyrzyna tworzyła i formalnie nadal tworzy całość z malutką Chyrzynką (Хири́нка), choć tablica sugeruje, że to osobna miejscowość.


Prowadząca do niej droga to szutrówka, sama Chrzynka składa się dziś z zaledwie kilku domów, a przed maskę auta wskakuje stado kóz. Z jakiegoś powodu w XIX wieku przeniesiono do niej siedzibę parafii z większej Chyrzyny i wybudowano drewnianą cerkiew. Nie kierują na nią żadne znaki, więc początkowo wjeżdżam w las i zatrzymuję się pod szlabanem. Muszę się cofnąć kilkaset metrów na wstecznym i dopiero wówczas dostrzegam świątynię. Po wyjściu z auta w pobliskim gospodarstwie zaczyna się wielka wrzawa trzech wielkich psów, ale płot jest szczelny. Ścieżka wśród pokrzyw i ostów doprowadza mnie pod cerkiew Szymona Słupnika. Piękna sztuka w towarzystwie ceglanej dzwonnicy.


I tu jest tablica informacyjna, gdyż to część "Doliny Sanu, rowerowej trasy przydoniczo-edukacyjno-turystycznej". I ktoś miał niezły rozrzut: w polskiej wersji językowej przeczytamy, iż cerkiew wybudowano w XVIII wieku, a po angielsku stulecie później 😏. Ot, taki drobiazg.
Po wypędzeniach unitów pełniła zaszczytną funkcję owczarni. Jakiś czas temu naprawiono dach oraz ściany, w okna wsadzono szyby. W powietrzu unosi się zapach impregnowanego drewna. W środku znajdują się polichromie, lecz drzwi są solidnie zamknięte.



Wracamy na asfaltowe drogi, więc i świątynie są z bardziej trwałych materiałów. W Chołowicach (Холовичі, 1977-81 Nadbrzeżna) cerkiew Cudu św. Michała Archanioła spłonęła w 1941 roku, podpalona przez radzieckich pograniczników, którzy urządzili w niej posterunek. Odbudowano ją dopiero po upadku komunizmu jako Kościół Pojednania pw. Ducha Świętego. Teoretycznie nawiązano do pierwotnego kształtu i rzeczywiście sylwetka kojarzy się z cerkwiami.


Wzdłuż płotu ułożono kilka ocalałych starych nagrobków, są również pojedyncze powojenne i odnowione z cyrylicą.


Przy drodze zdarzają się drewniane domy, lecz zazwyczaj opuszczone.


W Mielnowie (Мільнів) kościół św. Michała Archanioła już mniej czytelnie przypomina swoje pierwotne wcielenie, czyli cerkiew św. Michała Archanioła, ukończoną na początku XX wieku. I w tym i w poprzednim przypadku brak tablic informacyjnych, najwyraźniej to już nie jest "Dolina Sanu", choć rzeka płynie dwieście metrów dalej.


W środku trwa msza (w Chołowicach było słychać próbę chóru), więc jedynie zerkam przez uchylone drzwi i obchodzę cmentarz. A na nim ciekawostka: oprócz ostatnich grobów ukraińskich jest też jeden czeski! Marie Chvapilova zmarła w 1907, a nagrobek wykonał kamieniarz z Ołomuńca. To rzadki przypadek - kilkadziesiąt tysięcy Czechów mieszkało co prawda na Wołyniu, ale w Galicji nie byli aż tak liczni. Być może ta pani to rodzina któregoś z czeskich urzędników albo wojskowych, bo ci najczęściej przybywali nad San w czasach Habsburgów.


A propos Sanu - na chwilę wracamy na północny brzeg. Rzekę przekroczymy konstrukcją wyglądają jak kładka dla pieszych, ale to jednak także most dla samochodów. 



W tzw. kolanie Sanu skrywa się nieduża wioska Krasice (Красичі), niegdyś licząca ponad czterystu mieszkańców, dziś cztery razy mniej. Most-kładka to dla zmotoryzowanych jedyna łączność z resztą świata. 


Na zachodnim krańcu osady przy stawach hodowlanych przyczaiła się drewniana cerkiew Michała Archanioła z 1899 roku. Nie została przekształcona w kościół, nadal należy do grekokatolików (parafia w Przemyślu), ale pół wieku niszczała, potem ponoć ją wyremontowano, jednak moim zdaniem stan zachowania niezmiennie jest kiepski. Murowana dzwonnica wygląda, jakby miała się rozpaść. Mam pewien problem, aby do niej się dostać, bo albo płot z kolczastymi krzewami albo ule z bzyczącymi mieszkańcami.


W końcu się udaje. Prosta, ale piękna świątynia. Zagaduje mnie facet z pobliskiego domu; myślałem, że ochrzani bo kręcę się po jego krzakach, lecz sam poleca kilka dawnych cerkwi, które mógłbym w pobliżu odwiedzić. 


Łapię za drzwi i te powoli się otwierają. W środku brak ikonostasu i większości wyposażenia, ale wnętrza nadal robią wrażenie, zwłaszcza kolorowa polichromia. Ponoć z rzadka odbywają się tu greckokatolickie nabożeństwa. 





Od momentu opuszczenia Krzywczy wszystkie odwiedzane miejscowości aż do końca II wojny światowej były zaludnione przede wszystkim Ukraińcami/Rusinami i grekokatolikami; Polacy/rzymscy katolicy stanowili nie więcej niż kilkanaście procent, do tego niewielkie ilości Żydów. Oczywiście zawsze trzeba brać pod uwagę pewne nieścisłości historycznych danych i politykę podkreślania polskości stosowaną przez sanacyjnych urzędników, a na przykład spis z 1931 roku w ogóle nie uwzględniał narodowości, jedynie języki i wyznanie. Władze państwowe z automatu za Polaków uznawały wyłącznie rzymskich katolików niezależnie od deklaracji zainteresowanych obywateli. Powtórzyło się to w czasie powojennych przesiedleń i wywózek: o deportacji decydowało wyznanie. Chołowice, Mielnów i Krasice należały do utworzonej w latach 30. gminy Olszany (Вільшани). W stolicy gminy skład narodowościowy i religijny był podobny. W marcu 1945 roku dwukrotnie doszło w Olszanach do masowych mordów: UPA zamordowała kilkunastu Polaków, natomiast "partyzanci" zabili co najmniej jedenastu Ukraińców i wrzucili zwłoki do Sanu "święcąc wodę". 
Olszańską cerkiew zauważyłem przypadkowo zatrzymując się na parkingu. Prowadziła z niego droga na pobliskie wzgórze, a tam musiała być jakaś świątynia i rzeczywiście. Cerkiew także nosiła imię Michała Archanioła, rok budowy 1924, obecnie kościół Narodzenia NMP.


Na cmentarzu zauważam dwujęzyczny nagrobek greckokatolickiego proboszcza.


Przy parkingu stoi replika moździerza Škoda 305 mm. Pełnowymiarowa, lecz z aluminium, więc lepiej na nią nie wchodzić 😏. Walki o Twierdzę Przemyśl odcisnęły mocne piętno na wiosce: w 1914 roku część zabudowy została zniszczona przez austriackie wojsko oczyszczające przedpola fortyfikacji. W czasie szturmów zniszczona została poprzednia murowana cerkiew, a dokładnie z tego miejsca Austro-Węgrzy ostrzeliwali najbliższy fort Prałkowce używając takich właśnie moździerzy. Było to w maju 1915, gdy armia habsburska odbijała twierdzę z rąk Rosjan.


Następuje krótka przerwa w zwiedzaniu cerkwi, musimy pokonać prawie dwadzieścia kilometrów drogą numer 28. Dla odmiany widoki Pogórza Przemyskiego z platformy ustawionej przy szosie w pobliżu szczytu o sympatycznej nazwie Mordownia 😊.


Wracamy do tematyki cerkiewnej. Za Birczą znowu skręcam w boczne drogi i zajeżdżam na obrzeża Kotowa (Котів), wioseczki na przysłowiowym końcu świata. Z pierwotnej osady praktycznie nic nie zostało, UPA spaliła większość zabudowań po wypędzonych mieszkańcach, resztę rozebrano. Przetrwała mała cerkiew św. Anny z 1923 roku, wzniesiona na planie krzyża greckiego w narodowym stylu ukraińskim. Po użytkowaniu jej przez PGR i pasterzy owiec została doprowadzona do ruiny w połowie pozbawionej dachu, widać to na zdjęciach sprzed kilkunastu lat. Na szczęście w końcu zdecydowano się na remont i dziś cieszy oko. Zastanawiam się tylko, który idiota wymyślił, aby tę białą tablicę zawiesić akurat na przedniej ścianie??!


W tym przypadku rozmaitych tablic akurat nie brakuje. O sponsorach (czyli o nas, bo z pieniędzy podatników), o historii (z błędami w przymiotnikach, bo przecież ciężko sprawdzić pisownię przed wykonaniem)... Wszystko obok drzwi, żeby nie można ich było przeoczyć w żadnym przypadku.
Patrząc na zdjęcia cerkwi sprzed remontu i na dzisiejszą, to można pomyśleć, że to wręcz inny budynek. Ja z jednej strony bardzo się cieszę, że uratowano obiekt przed całkowitą zagładą, z drugiej strony żal, iż de facto patrzę jedynie na formę rekonstrukcji z częściowym użyciem oryginalnych elementów.


W momencie budowy cerkiew stała wśród domów, wioska ciągnęła się jeszcze przez jakiś czas w stronę głównej drogi, a świątyni towarzyszył cmentarz. Dziś otoczona jest lasem.


I na koniec dnia Rudawka (Рудавка). Tutejsza świątynia ma prostą bryłę i niczym szczególnym się nie wyróżnia. Są dwie wersje jej historii: źródła internetowe twierdzą, iż powstała pod koniec XVIII wieku od razu jako cerkiew św. Sawy i została przejęta przez katolików około 1967 roku, natomiast tablica przy kościele uważa, że obiekt jest starszy i wybudowano go jako kościół katolicki, więc po ostatniej wojnie powrócił do macierzy. Ciekawe, kto mija się z prawdą? Faktem jest, że wierni kościoła rzymskokatolickiego prawie tu nie mieszkali.


Intrygujący jest pomnik Jana Pawła. Wygląda, jakby ktoś... nałożył sobie maskę papieża na twarz i machał w nieznanym kierunku 😛.


Po kilku dniach przerwy kończymy cerkiewną objazdówkę. Tym razem zaczynamy od Mrzygłodu (Мриголод). To jedyny wyjątek pod względem przynależności administracyjnej na trasie naszego zwiedzania, bowiem leży on już w powiecie sanockim, jednak będąc w nim rok temu przegapiłem pozostałości cerkwi. Świątynia z początku XX wieku pod wezwaniem Zaśnięcia NMP została po wypędzeniach tak przebudowana na magazyn, że ciężko ją rozpoznać. Oficjalnie jest na liście zabytków.



Do powiatu przemyskiego wracamy "drogą leśną udostępnioną dla ruchu publicznego". Posiada lepszą nawierzchnię niż normalne szosy, ale przecież leśnicy i drwale muszą mieć wygodny dojazd między drzewa.

Borownica (Борівниця) była miejscowością w większości polską. Zdaje się, że nie było tu cerkwi, a jedynie kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa zbudowany w 1892 roku na zboczu nad potokiem Borownicy.


Lata 40. przyniosły szereg tragedii. W 1944 zastrzelony został miejscowy wikary, ginęli również pojedynczy polscy cywile. Z kolei po wojnie stacjonujący we wiosce oddział Milicji Obywatelskiej dowodzony przez byłego partyzanta oskarżany był o zabójstwa i grabieże ludności ukraińskiej w całej okolicy. W kwietniu 1945 roku SKW (Samooboronni Kuszczowi Widdiły, ukraińska samoobrona związana z OUN) napadła na wieś i zamordowała kilkadziesiąt osób, głównie mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Ocalałym kobietom przekazano, że to odwet za działania MO (dowódca milicjantów zdołał po kryjomu uciec). Niedaleko kościoła, który nie został wówczas zdobyty, stoi pomnik. Przystrojony jest licznymi zniczami od kibiców rozmaitych klubów piłkarskich. Swoją drogą pomnik został już poprawiony przez IPN, najwyraźniej napis "Cześć ich pamięci" był nieodpowiedni.


Nieodległy Jawornik Ruski (Явірник-Руський, 1977-1981 Jaworowice) był, jak sama nazwa wskazuje, ruski: na ponad tysiąc mieszkańców Polacy i Żydzi stanowili niewiele ponad dziesięć procent. Znajdziemy w nim ładną cerkiew św. Dymitra z 1882 roku. Towarzyszy jej murowana dzwonnica parawanowa z pojedynczym dzwonem oraz kilka starych grobów; na jednym z nich wyrosło okazałe drzewo.
W cerkwi ochrzczono Mychajło Werbyckiego, twórcę ukraińskiego hymnu, a jego ojciec był tu proboszczem. Grób Werbyckiego odwiedziliśmy kilka lat temu w Młynach obok Korczowej.



O zwrot nieużytkowanej cerkwi stara się kościół greckokatolicki, natomiast rzymscy katolicy od pewnego czasu mają nową świątynię.


Zaglądamy na cmentarz. W górnej części biało-czerwona flaga powiewa nad grobem kilkunastu żołnierzy, którzy w 1946 roku zostali najprawdopodobniej zabici po wzięciu do niewoli przez UPA. W dolnej części skromny grób kryje szczątki kilkudziesięciu Ukraińców zabitych przez Armię Krajową w 1944 roku w czasie nieudanej próby odbicia swoich towarzyszy. Obok niego jest jeszcze kilka innych grobów z napisami w cyrylicy informujących o gwałtownej śmierci w latach 1945-1946.



Patrząc na pofałdowane i spokojne dziś tereny Pogórza Przemyskiego zawsze trudno jest człowiekowi uwierzyć, ile ludzkiej krwi się tutaj przelało...


Przez Żohatyn (Жогатин) tylko przejeżdżamy. Wioska była kiedyś siedzibą gminy i skład etniczny był podobny jak w Jaworniku. Cerkiew rozebrano w latach 60., a o powojennej przeszłości przypomina szary pomnik przy drodze.


Więcej szczęścia przydarzyło się drewnianej świątyni w Piątkowej (Piątkowa Ruska, П'яткова-Руська). Cerkiew św. Dymitra datowana bywa na rok 1732, można to przeczytać nad wejściem, lecz być może to moment przebudowy, bowiem konstrukcja wydaje się starsza. Ten obiekt jako jeden z nielicznych posiada nie tylko drogowskaz, ale i opis (leży na szlaku architektury drewnianej), którego fragment pozwolę sobie zacytować:
Architektonicznie bryła cerkwi archaiczna w stylu staroruskim. (...) należy do najcenniejszych zabytków architektury drewnianej, a jej bryła i rozplanowanie nie ma odpowiednika w Polsce.
Faktycznie to piękna świątynia, choć po ostatnim remoncie jeszcze się trochę świeci nowością.



Z pierwotnego wyposażenia ostała się tylko jedna ikona przeniesiona do Przemyśla. Szerokie soboty i ogólnie sylwetka przypominają mi cerkiew w Bruśnie.


Dookoła cmentarz z kilkudzięsięcioma grobami i podobno kryptami.


Tylko w Piątkowej spotkaliśmy innych turystów: dwójka osób przyjechała terenówką i z lustrzankami. Patrząc na dziurawy i sypiący się mostek nad potokiem trudno jednak przypuszczać, aby zjawiały się tu tłumy.


Wracamy na prawy (północny) brzeg Sanu. W Babicach (Бабичі) cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy nie zmieniła wyznania i chyba należy do kościoła greckokatolickiego, ale cóż z tego, skoro popada w ruinę. Nawet znalezienie jej nie jest łatwe, trzeba się przecisnąć wydeptaną ścieżką wzdłuż płotu gospodarstwa.


Zabite płytami okna sprawiają przygnębiające wrażenie. Obok cerkwi stoi dzwonnica, można do niej wejść, ale i tak nic w środku nie ma, podobnie jak w świątyni. Przynajmniej trawę wykoszono.
Same Babice były pod koniec czasów habsburskich mocno wielowyznaniowe: obok dominujących rzymskich katolików i unitów mieszkało w nich kilkuset żydów. Liczba ta jednak mocno się zmniejszyła w okresie Rzeczpospolitej.


Ostatnim punktem na trasie zwiedzania jest Skopów (Скопів). Charakterystyczną cerkiew Przemienienia Pańskiego wybudowano w 1900 roku, obecnie to kościół Matki Boskiej Częstochowskiej.


Ostatni greckokatolicki proboszcz nie doczekał wywózek, został zastrzelony w marcu 1945 roku. Mordu na osiemdziesięcioletnim kapłanie i co najmniej kilkudziesięciu innych osobach dokonał ten sam oddział partyzancki (powiązany z Batalionami Chłopskimi), który zabijał ukraińskich cywilów m.in. w Korytnikach, ale też w Bachowie i Olszanach.


Za Skopowem kończy się powiat przemyski, więc i kończy się nasze zwiedzanie. Dla zainteresowanych podsyłam linki do wcześniejszego oglądania cerkwi i innych zabytków w tej części województwa podkarpackiego:

Poniżej przybliżona trasa zwiedzania z poszczególnymi postojami (mapy.cz nie chcą wyznaczyć drogi między Uluczem a Borownicą, ale jest ona normalnie dostępna dla samochodów osobowych).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz