poniedziałek, 15 czerwca 2015

Morawy Środkowe - długi weekend z zabytkami

Tegoroczny długi weekend czerwcowy został spędzony, podobnie jak rok temu, na Morawach; tym razem jednak nie na południu, ale mniej więcej w ich środkowej części. Tam, jak wszędzie w Republice Czeskiej, co krok jakiś zabytek albo inne ciekawe miejsce...

Już od jakiegoś czasu prognozy zapowiadały piękną pogodę - czyżby szykowało się najładniejsze Boże Ciało od kilku lat? Czwartkowy poranek to potwierdzał...

Pierwszy krótki postój w wiosce Žerotín (Scherotei), w powiecie ołomunieckim. Przy drodze stoi barokowy pałac, którego ostatnim właścicielem byli Liechtensteinowie.


Ciekawe czy w ogóle w tym obiekcie przebywali - w końcu mieli masę innych posiadłości! Czy może mieszkał tutaj jakiś pośledni krewny, a może nigdy nie spędzili tutaj nocy, ale służba czekała zawsze w gotowości, jak w Cesarzu Kapuścińskiego? Albo pałac służył jedynie jako przechowalnia mebli?

W Litovelu (Littau) nad rzeką Moravą wznosi się kamienny most z XVI wieku - trzeci najstarszy w kraju. Z obudowaną górą nie prezentuje się jakoś specjalnie urodziwie.


Obok mostu kilku żuli obala butelki - jeden chce, aby mu zrobić zdjęcie, drugi kategorycznie protestuje. I jak tu takich zadowolić?

Litovel słynie oczywiście z produkcji napoju turysty z pianką, ale jakoś nie umiem znaleźć browaru. Krążę i krążę, ale żadnych znaków czy napisów... później się okazało, że przejeżdżałem tuż obok niego, lecz go nie widziałem!

W Chudobinie (Chudwein) - dziś dzielnicy Litovela - zatrzymuje nas jeden z wielu remontów dróg i dzięki temu mogę zlustrować nową cerkiew prawosławną... kawałek dalej stoi jeszcze kościół husycki i katolicki.


Z drogi po pofałdowanych wzgórzach Zábřežskej vrchoviny (czyli jeszcze krańców Sudetów) widać już nasz główny czwartkowy cel...


Jak może ktoś pamięta, hrad Bouzov (Burg Busau) odwiedziliśmy w grudniu, lecz oczywiście był zamknięty. Teraz nadarzyła się okazja, aby wejść do środka.

Przy parkingu (płatnym - to ostatnio w Czechach norma) ścisku nie ma. Spodziewałem się tłumów z Polski, ale jest tylko jedno auto i potem dojedzie autokar z PTTK Rzeszów. Płakać z tego powodu nie będę ;)

W kasie odbijamy się od zamkniętego okienka - jest przerwa posiłkowa. Tak, tak, w Republice Czeskiej pracownicy instytucji państwowych bardzo dbają, aby się prawidłowo odżywiać w regularnych porach dnia ;) Nasze szczęście było takie, że przyszliśmy akurat w trzy minuty po jej rozpoczęciu ;) W oczekiwaniu na skonsumowanie lanczu przez kasjera snuję się po pierwszym dziedzińcu i usiłuję złapać potężną bryłę zamku na zdjęciu.


Zamek Bouzov jest standardowym przykładem trzech zasad organizacji turystyki po czesku, które mnie bardzo wkurzają (a mało jest rzeczy wkurzających Pudelka w tamtym kraju):
1) obiekt zamknięty zimą. Jak wiadomo - zimą się nie zwiedza. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie zamykanie np. pałacu w Pszczynie wraz z końcem października i otwieraniem go ponownie w kwietniu.
2) zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem. Jak wiadomo - turyści to idioci i gdyby im nie opowiedzieć co jest w pomieszczeniu, to nie wiedzieliby nic. Ewentualnie to niemieccy wypędzeni, którzy bez pilnującego przewodnika wpadliby do tajemniczego przejścia i wynieśli ukryty w 1945 roku wielki skarb. W RP przymus przewodnicki w muzeach praktycznie nie istnieje.
3) całkowity zakaz robienia zdjęć we wnętrzach. Jak wiadomo... może jak ktoś zrobi fotkę to nie kupi pocztówki? Ewentualnie przyjdzie w nocy i wyniesie wielki kaflowy piec! I znowu trzeba napisać, że generalnie w państwie nad Wisłą nie ma obecnie problemów z robieniem zdjęć w państwowych muzeach i obiektach. Niemal wszędzie cyka się za darmo.

A wracając do samego Bouzova... zamek jak z bajki, "zagrał" w kilku filmach, m.in. Fantaghiro i kontynuacji Arabeli. Jego bajkowość to jednak efekt przebudowy z przełomu XIX i XX wieku - należał on wówczas do Krzyżaków i wielki mistrz Eugeniusz Habsburg, postanowił przywrócić mu hipotetyczny wygląd ze średniowiecza. Przebudową kierował Georg Joseph Hauberrisser, bawarski architekt, który "poprawiał" również pałac krzyżacki w Bruntalu.

Ślady obecności Zakonu Krzyżackiego są obecne niemal w każdym miejscu, dzięki herbom i innej symbolice (np. na tej studni na drugim dziedzińcu)...


Chichot historii dopadł Krzyżaków w 1939 roku - hitlerowcy, tak często nawiązujący do zakonnego Drang nach Osten zakon rozwiązali, dobra skonfiskowali, a wielu zakonników prześladowali. Zapewne przyczynił się do tego katolicki charakter zgromadzenia i wielowiekowe związki ze znienawidzonymi przez Adolfa Habsburgami.


Po wnętrzach oprowadza nas bardzo specyficzna przewodniczka. Co chwilę się zacina, myli i poprawia, jest wyraźnie speszona, a wchodząc do nowych pomieszczeń i myśląc, że nikt nie widzi - szybko czyta w smartfonie opis danej lokacji, aby go nam opowiedzieć :D Kuriozalność sytuacji potęguje fakt, że każdy w kasie dostał opis poszczególnych pokoi, bardziej wyczerpujący niż to, co duka pani przewodnik. Widać tutaj doskonale, że obowiązek poruszania się z oprowadzającym to pomysł kretyński, służący zapewne głównie do zwiększenia liczby państwowych etatów. Jeśli dodatkowo mamy jakąś polską rodzinę z głośno marudzącym małym dzieckiem (w niektórych zamkach jest zakaz wprowadzania małych bachorów - tutaj nie), czego efektem jest ciągłe larmo, zdenerwowanie pozostałych zwiedzających i jeszcze większe zamotanie pani oprowadniczki, to robi się mały komediodramat :D

Wnętrza są jednak bardzo ciekawe i świetnie udają średniowiecze oraz renesans.


Piękne te piece kaflowe!




Kapitularz, gdzie miała się zbierać rada Zakonu (w sumie nie wiem, czy rzeczywiście kiedykolwiek się zebrała, bo główną siedzibą był Wiedeń).


Bouzov stanowił główne danie dnia, ale pozostały jeszcze przystawki, również ciekawe.

W Biskupicach (Biskupitz) za płotem stoi zaniedbany pałac.


Lepiej prezentuje się ten w nieodległych Jaroměřicach (Jaromierzitz) - w renesansowym obiekcie pokrytym sgraffito mieści się przedszkole i urząd gminy.


Mijane pojazdy przypominają czasem Bałkany ;)


Do miasta Jevíčko (Gewitsch) prowadzi piękna, stara brukowa droga.


Nie ma porównania z dzisiejszym brukiem, kładzionym w retro-stylu w wielu polskich miastach - na niedopasowanych kamieniach często idzie połamać nogi. Tutaj - równiutko!

W Jevíčku jest kilka ciekawych obiektów, ale zaczynamy od najmłodszych - mostów na linii eksterytorialnej autostrady Wrocław-Wiedeń.


Budowę autostrady, łączącej Śląsk i Marchię Wschodnią (jak po anszlusie nazywano Austrię), wymógł po traktacie monachijskim Hitler. Rozpoczęto ją w 1939, po aneksji reszty Czechosłowacji, już w Protektoracie. Reichsautobahn 88 nigdy jednak nie powstała - po trzech latach prace przerwano, przestawiając produkcję zakładów na stopę wojenną. Zdążyły powstać dziesiątki obiektów, głównie wiaduktów i mostów.


Po wojnie w niektórych miejscach niedoszłej RAB 88 wybudowano drogi, a także odcinek ekspresówki. W przyszłości ma tutaj biec całkiem nowa droga ekspresowa - ciekawe, czy wykorzystają stare konstrukcje, które mimo upływu lat sprawiają wrażenie bardzo solidnych!

Obok jednego z mostów miał być kirkut - łażę i łażę pośród zieleni i w końcu widzę skupisko równo postawionych macew: to właściwie pamiątka po cmentarzu, bo ten w latach 70. został zamieniony w park. Komuniści pod względem usuwania żydowskich śladów byli godnymi naśladowcami hitlerowców...


Skoro był cmentarz, to musiała być synagoga - stoi w centrum miasta i dziś jest świątynią husycką.


Oprócz niej warto obejrzeć w Jevíčku wieżę miejską, pozostałość po murach obronnych...


...i renesansowo-barokowy pałac.


Wjeżdżamy do kraju południowomorawskiego i zatrzymujemy się w Velkich Opatovicach (Groß Opatowitz). Rzecz jasna i tutaj jest pałac - barokowa rezydencja z XVIII wieku.


Między głównym gmachem a zabudowaniami przypałacowymi stoi obiekt o szokującej w tym miejscu bryle!


Ta współczesna konstrukcja powstała w miejscu zniszczonej przez pożar i mieści Moravské kartografické centrum.

Obok pałacu Pomnik poległych z chłopcem w hełmie i mieczem.


Obok dworca kolejowego dzielnie rzucam się w zakurzoną drogę, upał i tysiące insektów, aby obejrzeć trzeci już most niedokończonej autostrady.


Sąsiednia wioska Borotín też ma swój pałac - niestety, jest obecnie remontowany i w dodatku zdjęcia są pod słońce :(


Na wschodzie zielenią się wzgórza Drahanskej vrchoviny (Wyżyny Drahańskiej), znanej ze swoich formacji krasowych (jej częścią jest słynny Morawski Kras).


U jej podnóża jeszcze jeden postój dzisiaj - w Šebetovie (Schebetau) na końcu długiego rynku różowieje neorenesansowa bryła, dzisiaj dom seniorów. Całkiem przyjemne miejsce zamieszkania na starość ;)


Z oczywistych przyczyn nie można go sobie ot tak zwiedzać, łazimy więc dookoła po parku i prawie nas tam zamknęli, gdy po ostatnich odwiedzających rodzinach przymknęła się brama ;)

Już na ostatnich kilometrach przed punktem końcowym dzisiejszego dnia mijam obok wioski Vážany (Waschan) fotogeniczny kościół (kaplicę) Zwiastowania NMP z XVII wieku. Kościół jest oddalony od miejscowości, obok brak też cmentarza, więc usytuowanie jest dość dziwne. Msze odbywają się w nim ledwie kilka razy w roku. Do 1994 roku w środku nie było zresztą elektryczności.


Pozostało jeszcze kilka kilometrów i po 18-tej osiągamy Boskovice (Boskowitz), nasz punkt wypadowy na następne dni. Wreszcie mogę zasiąść do oczekiwanego przez cały dzień napoju ;)

2 komentarze:

  1. Super że wreszcie udało Wam się zajrzeć do wnętrz zamku Bouzov. Brakowało mi tego po ostatniej relacji z tego miejsca, a jak widać jest tam co obejrzeć. Sam zamek bardzo lubię, może dlatego, że od zawsze jakoś przypominał mi naszą Czochę, którą też darzę dużą sympatią ;)

    Co do zasad organizacji turystyki w Czechach które wymieniłeś, to zgadzam się w 100% Są mocno irytujące. Zawsze też drażni mnie to, że niektóre lokacje otwierane są tylko na weekend i podróżując w tygodniu można niejednokrotnie "całować klamki". Cóż...co kraj to obyczaj. Miejmy nadzieję że u nas póki co, nie będą się na tym wzorować.

    P.S. Kupowaliście jeden bilet na cały zamek, czy może płaci się "segmentowo" za np. zamek wysoki, wieżę itd?

    OdpowiedzUsuń
  2. sorki, że odpisuję tak późno, ale byłem na wakacjach ;) Bilet kupowaliśmy jeden, na długą trasę. Niestety, nie obejmuje ona właśnie samej wieży widokowej, do której jest osobny bilet, ale uznaliśmy to za przesadę :P

    OdpowiedzUsuń