środa, 11 marca 2026

Cmentarze w Gliwicach: Hutniczy i Trynecki

Dawno nie pisałem o cmentarzach, zatem w tym wpisie będzie o dwóch wybranych nekropoliach staropolskich, piastowskich Gliwic (Gleiwitz). Zaczniemy od najstarszego obiektu tego typu - Cmentarza Hutniczego (Hüttenfriedhof). Założony został w 1808 roku przy obecnej ulicy Robotniczej (a dawniej Coloniestrasse i Kalidestrasse) przez zarząd Królewskiej Pruskiej Odlewni Żeliwa (Königlich Preußische Eisengießere). Odlewnia zwana była potocznie Hutą Gliwicką, więc i do cmentarza przylgnęła ta nazwa. 
Cmentarz z założenia przeznaczony był dla pracowników zakładu, w większości ewangelików, lecz nie miał on charakteru wyznaniowego, chowano zmarłych niezależnie od religii. Miał za to charakter w pewnym stopniu elitarny, przynajmniej do czasu - przez prawie półtora wieku grzebano tu przemysłową, polityczną i artystyczną elitą Gleiwitz, w kolejnych dekadach niekoniecznie związaną z hutą.



To, co możemy dzisiaj na nim zobaczyć, jest efektem wydarzeń tragicznego XX wieku. Najpierw przytrafił się tu... wybuch, o którym jeszcze wspomnę. Ostatnie pochówki odbyły się w latach 40. - miano na nim pogrzebać więźniów obozu koncentracyjnego, jeńców z Wehrmachtu zmarłych na choroby zakaźne, wreszcie pewną grupą cywilów przybyłych z Kresów. Potem nadeszło najgorsze, przecież niemiecki cmentarz nie mógł zostać pozostawiony w spokoju. W ramach odniemczania niszczono nagrobki, skuwano napisy, kradziono metalowe elementy, których było tu wyjątkowo dużo; te ostatnie znikały już po upadku komunizmu. Niestety, to typowy los niemal każdego śląskiego, zabytkowego cmentarza włączonego w 1945 roku w granice Polski. Różne były tylko skale zniszczeń, w przypadku Gliwic można napisać, że nekropolia prawie przestała istnieć.




Na początku XXI wieku zawiązało się stowarzyszenie, które rozpoczęło walkę o przywrócenie cmentarzowi resztek dawnej świetności. Rozpoczęła się żmudna praca, której efekty widać: cmentarz został odkrzaczony, ogrodzony, uporządkowany, niektóre nagrobki ustawiono do pionu, pojawiły się tablice informacyjne, czasem udało się zrekonstruować oryginalne napisy i umieścić je w pierwotnej lokalizacji, więc zmarli wrócili z niebytu.


Wchodzę przez dawne główne wejście od strony Robotniczej (dziś wejścia są dwa). Od razu po prawej rzuca się w oczy kapliczka nagrobna rodziny Brand, przypominająca antyczną świątynię. Przetrwała, choć po napisie pozostały tylko ślady. Tak bogaty grób nie dziwi, gdyż Carl Brand był dyrektorem Urzędu Górniczego, kierował hutami w trzech miejscowościach - w tym w Gliwicach - i parał się polityką (wiceprzewodniczący rady miejskiej).



Przykład działań rekonstrukcyjnych: nagrobek wraz z tymczasową tablicą. Nagrobek jest symboliczny, nie wiadomo kto pod nim spoczywa, nie wiadomo, gdzie pochowano państwo Beyerhaus (Louis był grawerem).


A tu grób oryginalny, ale z burzliwą przeszłością. Metalowe elementy przetrwały do sylwestra 2003 roku, ktoś je ukradł, lecz udało je się odnaleźć i odzyskać ze skupu złomu. Udało się też odnaleźć potomków rodziny Dowerg oraz odtworzyć tablicę.


Pomieszanie starego z nowym: symboliczny grób pastora Gottlieba Jacoba, w który wmurowano fragment oryginalnej tablicy.



Rodzina Lopatta oraz rodzina Furgoll. W pierwszym przypadku skuto niemieckie napisy oraz zniszczono łączący dwie tablice krzyż; całość została z powrotem połączona i wyprostowana. W drugim przypadku nagrobek ocalał w całości, ale leżał w ziemi, zakryty.  Anna Furgoll była jedną z ostatnich pochowanych gliwiczan czasów niemieckich (zmarła w lutym 1943 roku).



Znani i ważni albo przynajmniej majętni chowani byli zazwyczaj przy ogrodzeniu, więc przy południowym płocie jest kilka okazałych grobowców.
Gerhard Peschke był Królewskim Inspektorem Hutniczym, jak głosi napis na pieczołowicie odnowionym pomniku. Prawdopodobnie katolik, podobnie jak jego rodzina, też związana z hutnictwem. Za nim grób, który nie doczekał się tak kompleksowej renowacji, należący do Reinholda Arnsa, dyrektora hut w Ozimku i Gliwicach.


Rodzina Jüngst - w tym przypadku konieczne było odtworzenie tablicy z nazwiskami i imionami zmarłych. Karl Jüngst to kolejny dyrektor gliwickiej odlewni, pełnił tę funkcję przez trzy dekady, a za swoje prace naukowe dotyczące hutnictwa Technische Universität Breslau przyznała mu tytuł doktora honoris causa.


Na końcu głównej alei, która zaczyna się przy głównym wejściu, znajdowała się kiedyś kaplica Ferdinanda von Einsiedel, starosty górniczego dla całego Śląska. Wzniesiono ją w 1833 roku w stylu klasycystycznym. Można ją podziwiać na wielu archiwalnych zdjęciach cmentarza w towarzystwie dwóch żeliwnych lwów (źródło: fotopolska).


W dniu 9 kwietnia 1922 roku, a była to Niedziela Palmowa, okolicą wstrząsnął potężny wybuch: kaplica wyleciała w powietrze! Okazało się, że członkowie Selbschutzu schowali w niej zapasy broni i amunicji, która wybuchła podczas przeszukania kaplicy przez żołnierzy francuskich, stacjonujących wówczas na Górnym Śląsku (pojawiają się też opinie, że mógł to być zamach). Zginęło około dwudziestu Francuzów, budynek zniknął z powierzchni ziemi, zniszczona została także część cmentarza. Kaplicę odbudowano po trzech latach jako cmentarną i stała mniej więcej do lat 60., kiedy to zdecydowano o jej rozbiórce. Dziś o jej umiejscowieniu świadczy żeliwny krzyż, który przed nią stał - obecnie zobaczymy za nim tylko pustą przestrzeń.


Kaplica sięgała aż do murów zewnętrznych nekropolii; współczesną bramę od południowej strony zaprojektowano tak, aby mogła stać się częścią zrekonstruowanego budynku (do drugiej odbudowy nie doszło i raczej nigdy nie dojdzie).
Dodam, że sam krzyż też musiał być złożony na nowo, uzupełniony o odtworzone elementy i odwrócony w kierunku północnym.



Najsłynniejszym "lokatorem" cmentarza jest John Baildon, Szkot, uważany za twórcę współczesnego hutnictwa. Jego grób ulokowano w samym centrum nekropolii - przybrał on formę popularnego w połowie XIX wieku żeliwnego baldachimu nawiązującego do sztuki gotyckiej. Zdobiły go płaskorzeźby aniołów oraz popiersie zmarłego (źródło: fotopolska).


Na zdjęciach z lat 50. grób wygląda jeszcze przyzwoicie, choć napisy zostały już skute. Fotografie wykonane w kolejnej dekadzie ukazują dziury po skradzionych elementach, potem główna ściana została uzupełniona o tablicę z polskim napisem oraz niedokładną kopią popiersia Johna Baildona. W czasach Gierka konstrukcję przeniesiono na teren Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych, kontynuujących tradycje dawnej odlewni. Ta decyzja zapewne uratowała ją przed kradzieżą. Po renowacjach żeliwny baldachim powrócił w 2012 roku na swoje miejsce. 


Niestety, w tym jedynym przypadku nie zdecydowano się na przywrócenie stanu oryginalnego, zostawiając wersję z czasów komuny. Wygląda to dziwnie i niejako utrwala działania polonizacyjne z tamtego okresu. Na tylnej ścianie stowarzyszenie opiekujące się cmentarzem zawiesiło przeźroczystą, plastikową tablicę z tekstem psalmu kiedyś tam widocznym w wersji niemieckiej i polskiej.


Cmentarz hutniczy odwiedziłem w dniu Wszystkich Świętych. W wielu miejscach paliły się znicze, oprócz mnie spotkałem kilka innych osób spacerujących pomiędzy grobami, a także pewnego dżentelmena, siedzącego w rogu i wciągającego rozmaite substancje. Ogólnie obraz nekropolii, pomimo prowadzonych prac rekonstrukcyjnych, sprawia dość przykre wrażenie. Dodatkowo dowiedziałem się, że stowarzyszenie nim się zajmujące już tego nie robi albo przestało istnieć. Dlaczego? Nie wiem.


Symboliczny pomnik od współczesnych Gliwiczan dedykowany tym przeszłym i przyszłym.


Kolejny cmentarz nie jest tak znany jak ten hutniczy. Cmentarz Trynecki albo Tryński zgodnie z nazwą leży w dzielnicy Trynek (Trinneck), a konkretnie na jej północnych obrzeżach.


Niewiele znalazłem o nim informacji. Założony miał zostać w 1887 roku, w momencie przyłączenia wioski do Gliwic. Początkowo miał być katolickim i parafialnym (której parafii? Nie wiem), potem komunalnym. W pobliżu powstała kopalnia i osiedle górnicze, więc zapewne chowano na nim głównie okolicznych mieszkańców. Zamknięto go w 1948 lub w 1958 roku. Został tak mocno zdewastowany, że wielokrotnie przejeżdżając obok niego brałem go za las albo zdziczały park, a nie miejsce pochówków!


Dopiero wchodząc między drzewa można zobaczyć, że to jednak jest, a właściwie był cmentarz. Spotkamy zarysy grobów, resztki obramowań, dziury w ziemi. Czasem stoi przy nich znicz, zapalony albo pusty.





Groby, które dotrwały do XXI wieku w stanie nieco lepiej widocznym, policzyć można na palcach jednej ręki. Znalazłem takie cztery. Dwa z nich są bezimienne, w tym jeden posiadał nowy krzyż i obramowanie, a także świeże kwiaty.


Dwa inne mają ponad sto lat i oba posiadają polskie napisy, co zapewne spowodowało, że nie zostały zniszczone. W pierwszym pochowano Ewę i Jana Koik (?), zmarli w 1887 i 1897. W drugim Szymona Budę i Johannę Gruschka, daty śmierci to 1897 i 1913.



Podobno na cmentarzu są również groby zbiorowe gliwiczan pomordowanych w 1945 przez Armię Czerwoną, ale prędzej znajdziemy oponę, niż ślady po nich.


W latach 80. ubiegłego wieku Miejska Rada Narodowa postanowiła przekształcić cmentarz w park. Do realizacji tego planu nie doszło, ale w 2020 roku Rada Miasta ponownie zagłosowała za parkiem. Nie byłby to taki zły pomysł, ale jednocześnie wymyślono przeniesienie zwłok w inne miejsca. A to już jest idiotyzm. Można zrobić na cmentarzu park z zachowaniem jego charakteru, tym bardziej, że niewiele tu grobów zostało - tak zrobiono chociażby w Żorach przy setkach zabytkowych pomników. Tutaj dewastacje i natura zrobiły swoje: dawne alejki zmieniły się w wydeptane ścieżki, naprawdę nie trzeba byłoby robić wiele, aby Cmentarz Tryński zachował swój urok i nadal był cmentarzem. Ktoś miał jednak inny plan, który do tej pory na szczęście nie został zrealizowany i być może nigdy nie będzie. Tym bardziej, że mieszkańcy podejrzewają, że domniemana zamiana w park mogła być przygrywką do przekazania części terenu deweloperom, bo miejsce na inwestycje jest bardzo dobre. A deweloperzy nie lubią budować na trupach.


Póki co nadal można się tędy przechadzać w atmosferze zadumy. Na zdjęciu w tle budynek przy ulicy Pszczyńskiej (Preiswitzerstrasse), należący do dawnego osiedla górniczego.


-----

Kopalnią wiedzy o Cmentarzu Hutniczym jest strona Gliwickiego Leksykonu Historycznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz