piątek, 27 lutego 2026

Ze słonego stepu przez Dunaj nad Balaton - węgierska prowincja w pigułce

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, a może nawet po raz pierwszy w czasie wakacyjnych wojaży na południe, z pobytu na węgierskich basenach termalnych nie wracamy od razu na Śląsk. Tym razem zarezerwowałem jeszcze jeden nocleg po drodze, więc na spokojnie możemy sunąć przez madziarską prowincję.

Najpierw staję na granicy Parku Narodowego Małej Kumanii (Kiskunsági Nemzeti Park). To akurat nie jest pierwszy raz, choć nigdy nie zatrzymywałem się akurat w tym miejscu.


Park nie tworzy całości, składa się z dziewięciu odległych od siebie części. Przed nami jego fragment określany jako Miklapuszta. Są to dawne tereny zalewowe rzek, które po ich regulacji zmieniły się w słony step, największy na Węgrzech. Po większych opadach czasem zalega na nim woda, przyciągająca wiele gatunków ptaków, a w porze suchej pasie się bydło.



A po drugiej stronie drogi zupełnie inny klimat, przypominający kraje afrykańskie. Plus jedna z niewielu rzeczy, którą można zazdrościć Madziarom: świetne ścieżki rowerowe.




wtorek, 17 lutego 2026

Kistelek i Kiskőrös - ciepłe wody, muzea i pálinka

Węgrzy słyną z pomnikomanii i jest to niewątpliwie cecha, która łączy ich z Polakami. Niektóre egzemplarze pamięta się dłużej niż inne, na przykład pomnik... dyni. Stał sobie na środku ronda niedaleko Segedyna. Jak go zobaczyłem, to musiałem się zatrzymać i zrobić mu zdjęcie 😏.


W tym odcinku będzie o dwóch miejscowościach zaczynających się na K, a nawet na Kis (czyli "mały"). A właściwie o jednym, bo do tego pierwszego (Kistelek) zajrzeliśmy głównie w poszukiwaniu kantoru. Chciałem wymienić większą ilość waluty w centrum handlowym w Segedynie, ale oferowano tam tak skandalicznie niskie kursy i wysoką prowizję, że oznaczałoby to stratę kilkuset złotych.
W Kistelek kantoru nie ma, za to mają dwa kościoły, a na rondzie - zamiast dyni - fontannę. Nowsza świątynia należy do ewangelików.



Są też dwa Pomniki Poległych, po jednym dla każdej wojny światowej. Dla pierwszej ma klasyczną formę w postaci stojącego z karabinem żołnierza, dla drugiej rozrósł się do kaplicy z płaczącym umięśnionym osobnikiem.
A na deser wysublimowana architektonicznie brama wjazdowa na dworzec autobusowy z odpadającym tynkiem.



niedziela, 8 lutego 2026

Triplex Confinium - trójstyk w Banacie

Banat. Wielokrotnie pisałem o tej krainie historycznej i wspominałem, że to jedna z moich ulubionych. Wspominałem, że podzielny jest na trzy kraje: większość znajduje się w Rumunii, mniejszość w Serbii, a skrawek pozostał na Węgrzech. Zdarzało mi się odwiedzać jednego dnia Banat w dwóch krajach, ale jeszcze nigdy we wszystkich trzech - udało się to dopiero w lipcu 2025 roku, dzięki wejściu Rumunii do strefy Schengen. Ale po kolei.

Najpierw są ostatnie kilometry na serbskiej ziemi. Nagle na drodze wyrasta bela siana, która spadła z traktora pędzącego przed nami. Poluzowały się również inne, więc rolnicy próbują je jakoś zatrzymać.


Dwie ostatnie serbskie wioski to Majdan (Мајдан, węg. Magyarmajdány) i Rabe (Рабе, Rábé). Obydwie niewielkie, zamieszkałe niemal wyłącznie przez Węgrów i sprawiające ponure wrażenie z powodu opuszczonej i zniszczonej zabudowy. Już kiedyś przez nie jechaliśmy i nic się nie zmienia, chyba, że na minus.



Pojawia się węgierski płot antyimigrancki, to znak, że do przejścia coraz bliżej.


Przed nami trójstyk sebrsko-węgiersko-rumuński, zwany Triplex Confinium, reprezentowany przez biały obelisk z trzema stronami; każda zaopatrzona jest w herb odpowiedniego państwa.


Jeszcze dekadę temu pamiątkowy monument stał wśród pól, a jedyną infrastrukturą była tablica informacyjna i wiata w jednym z rogów, docierali tu jedynie rowerowi fanatycy. Jako pierwsi asfaltową drogę doprowadzili Rumuni, ale okazało się, że łatwiej było otworzyć przejście graniczne pomiędzy dwoma zaprzyjaźnionymi dyktatorami (Węgrami i Serbią) niż między krajami unijnymi. Przejście węgiersko-rumuńskie planowano na rok 2023 i znowu okazało się, że prędzej przyjdzie wstąpienie Rumunii do Schengen niż jego wybudowanie. Co prawda formalnie nie ma tutaj połączenia drogowego między Węgrami a Rumunią, ale... zobaczymy 😏 . Z boku widzę dwóch rumuńskich mundurowych stojących u siebie, za wsadzonymi w ziemię flagami.