Banat. Wielokrotnie pisałem o tej krainie historycznej i wspominałem,
że to jedna z moich ulubionych. Wspominałem, że podzielny jest na trzy
kraje: większość znajduje się w Rumunii, mniejszość w Serbii, a skrawek
pozostał na Węgrzech. Zdarzało mi się odwiedzać jednego dnia Banat w dwóch
krajach, ale jeszcze nigdy we wszystkich trzech - udało się to dopiero w lipcu
2025 roku, dzięki wejściu Rumunii do strefy Schengen. Ale po kolei.
Najpierw są ostatnie kilometry na serbskiej ziemi. Nagle na drodze wyrasta bela siana, która spadła z traktora pędzącego przed
nami. Poluzowały się również inne, więc rolnicy próbują je jakoś zatrzymać.
Dwie ostatnie serbskie wioski to Majdan (Мајдан, węg. Magyarmajdány) i Rabe (Рабе, Rábé). Obydwie niewielkie, zamieszkałe niemal
wyłącznie przez Węgrów i sprawiające ponure wrażenie z powodu opuszczonej i
zniszczonej zabudowy. Już kiedyś przez nie jechaliśmy i nic się nie zmienia,
chyba, że na minus.
Pojawia się węgierski płot antyimigrancki, to znak, że do przejścia coraz
bliżej.
Przed nami trójstyk sebrsko-węgiersko-rumuński, zwany
Triplex Confinium, reprezentowany przez biały obelisk z trzema
stronami; każda zaopatrzona jest w herb odpowiedniego państwa.
Jeszcze dekadę temu pamiątkowy monument stał wśród pól, a jedyną
infrastrukturą była tablica informacyjna i wiata w jednym z rogów, docierali
tu jedynie rowerowi fanatycy. Jako pierwsi asfaltową drogę doprowadzili Rumuni, ale okazało się, że łatwiej było otworzyć przejście graniczne pomiędzy
dwoma zaprzyjaźnionymi dyktatorami (Węgrami i Serbią) niż między krajami
unijnymi. Przejście węgiersko-rumuńskie planowano na rok 2023 i znowu okazało
się, że prędzej przyjdzie wstąpienie Rumunii do Schengen niż jego wybudowanie.
Co prawda formalnie nie ma tutaj połączenia drogowego między Węgrami a
Rumunią, ale... zobaczymy 😏 . Z boku widzę dwóch rumuńskich mundurowych
stojących u siebie, za wsadzonymi w ziemię flagami.





