sobota, 22 grudnia 2018

Zlín - robotnicze miasto idealne?

Zlín to miasto niezwykłe, ciężko mi znaleźć jego odpowiednik u Czechów albo w tej części Europy.

Jeszcze na początku XX wieku był niczym nie wyróżniającą się morawską miejscowością: rynek z kolumną, kościół, pałac. Wcześniej stanowił siedzibę szlacheckiego państwa feudalnego, lecz w tamtym okresie nie pełnił nawet funkcji stolicy powiatu, bo ten zniesiono. Liczba mieszkańców nie zdołała osiągnąć 3 tysięcy. Miasteczko leżało dokładnie na styku trzech regionów kulturowych - Valašska, Slovácka i Hany, ale najbliżej mu było do tego pierwszego.


W 1894 roku rodzina Baťa (Tomáš, Antonín i Anna - dzieci szewca) uruchomiła w Zlínie firmę obuwniczą, po tym jak nie dostali pozwolenia na swoją działalność w nieodległym Uherskim Hradiště. Początkowo była to manufaktura, w której pracowało 10 osób. Szybko znalazła się na granicy bankructwa, lecz wtedy po raz pierwszy objawił się geniusz lub (jak kto woli) instynkt handlowy najmłodszego z rodzeństwa - Tomáša. Wymyślił rzecz niby banalną, ale wówczas przełomową: buty można było szyć z płótna, a nie ze skóry, która była droga. W efekcie nawet niezbyt zamożni mogli wreszcie sobie pozwolić na założenie czegoś na gołe stopy!

Zakład Baťów nie upadł, ale zaczął się rozwijać. Przyczyniły się do tego także zamówienia od cesarsko-królewskiej armii, które zwiększyły się zwłaszcza w okresie wojny. Tomáš (który stał się jedynym właścicielem firmy) nie ustawał w kolejnych pomysłach usprawnienia produkcji i postawił na mechanizację - to był efekt jego wizyt incognito w Stanach Zjednoczonych, gdzie zatrudnił się jako zwykły robotnik m.in. u Henry'ego Forda. Po zakończeniu Wielkiej Wojny pracowało u niego już 4 tysiące ludzi.

Kolejne lata to pasmo sukcesów i niesamowity rozwój firmy, którego nie zahamował nawet światowy kryzys gospodarczy. Pomogły w tym odważne decyzje dyrekcji - np. w pewnym momencie obniżono cenę butów o połowę! Jeszcze tańszy towar znajdował rzesze nabywców, konkurencja upadła, a Baťa został czechosłowackim królem obuwia 😏. Rosła liczba pracowników, rósł Zlín, którego liczba obywateli zwiększyła się z 4,5 tysiąca w 1921 do... ponad 21 tysięcy w dziewięć lat! Zlín Bati w niczym nie przypominał starego - powstał jako nowoczesne robotnicze miasto idealne!


Tomáš Baťa od samego początku przykładał dużą uwagę do warunków życia swoich podwładnych - doszedł do prostego wniosku, że pracownik, którego potrzeby zostały zaspokojone, to pracownik szczęśliwy, a więc bardziej wydajny. Znowu niby banał, ale ilu współczesnych szefów lub menadżerów o tym pamięta?

Pierwsze osiedla robotnicze powstały już po zakończeniu wojny, lecz kiedy w 1921 roku Zlín zniszczył wielki pożar, można było dokonać całkowitej przebudowy. Starsze budynki, które nie padły ofiarą ognia, też rozebrano, jeśli nie współgrały z nowymi planami. Oprócz tego w mieście jak grzyby po deszczu wyrastały kolejne budynki przemysłowe o charakterystycznym wyglądzie - prostopadłościany z ceglanymi murami i oknami w metalowych ramach, o stałych wymiarach i z żelbetonowymi szkieletami. Architektura minimalistyczna, oszczędna i racjonalna jak polityka firmy - czysty funkcjonalizm.


Pracownicy otrzymywali domy na własność, a nie na wynajem! Czy w dzisiejszych czasach byłoby to możliwe?

Nieduże domy jedno-, dwu- i czterorodzinne pokryły okoliczne wzgórza - z daleka wygląda to jak pole klocków. Do początku lat 30. stanęło około półtora tysiąca "gniazd rodzinnych" - o wysokim standardzie (bieżąca woda, łazienka, elektryczność), ale dość skromnym metrażu. Zwłaszcza kuchnie były małe, ale zakładano, że pracownicy jeść będą wspólnie w stołówkach (szkoda czasu na poruszanie się między domem a zakładem pracy). Zakazywano stawiania płotów, aby sąsiedzi bardziej się ze sobą zżyli, a także wzajemnie kontrolowali. Domki posiadały ogródki, ale podobno nie można było w nich nic hodować.

Całe życie mieszkańców Zlína miało kręcić się wokół pracy. Do fabryki było niedaleko, w zasięgu spaceru. Po szychcie (i obiedzie w grupowej jadalni) dobrze widziany był powrót do domu, do rodziny. Stawiano na zwiększanie dzietności, bo odpowiedzialny ojciec to lepszy pracownik niż hulaka, który szlaja się z kumplami po knajpach 😛. Ogólnie to firma starała się zaspokajać wszelkie potrzeby ludności, a dobrze wyposażone sklepy należały oczywiście do Bati. Baťa budował obiekty społeczno-kulturalno-rozrywkowe (m.in. kino, basen, szkoły, domy handlowe) a nawet szpital, bo zdrowie i higiena to podstawa do wydajności. Przecież to oczywiste!

Mimo, że zarobki nie były wysokie, to raczej nikt się nie martwił o to, iż nie dożyje do następnej wypłaty: czynsze ustalono niskie, dofinansowano posiłki i wiele towarów. Dla większości pracowników (głównie dawnych chłopów) mieszkanie w Zlínie było dużym rozwojem cywilizacyjnym i mało komu przychodził do głowy pomysł, aby się buntować. Ponieważ miasto stało się de facto prywatnym przedsiębiorstwem Tomáša Bati (od 1923 roku piastował również funkcję burmistrza), osoby, które nie chciały się podporządkować, nie miały właściwie szans znalezienia innej pracy w okolicy. Robotnik miał być małym trybikiem w wielkiej maszynie - dobrze naoliwionym, bo wypoczętym i szczęśliwym. Korzystali więc na tym wszyscy, bo nawet koszty budowy domów dla pracowników musiały się zwracać, skoro ci całe swoje wypłaty przez wszystkie lata zostawiali u pracodawcy 😏.

Do tej pory trwają dyskusje, czy była to  kapitalistyczna filantropia czy zakamuflowany wyzysk? Prawda zapewne leży po środku - Tomáš Baťa był wymagającym i surowym dyrektorem, lecz próżno szukać w tej części Europy takiej - wręcz utopijnej - miejscowości, a warunki życia zlínskiego wyrobnika były zazwyczaj o niebo lepsze niż jego odpowiedników w innych miastach i państwach.


W 1932 roku Tomáš zginął w wypadku lotniczym. W tym momencie w jego firmach pracowało 31 tysięcy osób (2/3 w produkcji), a buty sprzedawano w 2,5 tysiącach sklepów (w tym 660 za granicą). Zlín rozrósł się do dużego miasta z ponad 20 tysiącami mieszkańców.

Firmę przejął jego przyrodni brat - Jan Antonín. Pod jego zarządem rozwinęła się jeszcze bardziej, zwłaszcza, że oprócz obuwia zaczęto też wytwarzać inne towary - opony, tekstylia, chemikalia, inwestowano w przemysł wydobywczy i transportowy. Punkty obsługi ze znaczkiem Baťa pojawiły się w 54 krajach świata na 4 kontynentach, a obok Zlína kilka innych miejscowości stało się satelickimi osadami-fabrykami. To właśnie w czasie jego rządów powstała większość charakterystycznych nowatorskich budynków, jakie możemy dziś oglądać w Zlínie. W 1938 liczba zatrudnionych u Baťy osiągnęła 67 tysięcy, w tym 25 tysięcy za granicą. Rocznie sprzedawano 60 milionów par butów!


Po rozbiorze Czechosłowacji Jan Antonín opuścił kraj, ale jego firma nie została przejęta przez Niemców. Próbowano to później wykorzystać przeciwko niemu, dorabiając łatkę kolaboranta współpracującego z III Rzeszą (jednocześnie Baťa potajemnie wspierał rząd emigracyjny, a wcześniej wysłał pracowników pochodzenia żydowskiego do bezpiecznych, zagranicznych filii). Straty przyniosły natomiast alianckie bombardowania Zlína.

Najgorsze miało dopiero nadejść wraz z ustaniem działań wojennych. W październiku 1945 Baťa, akciová společnost została znacjonalizowana bez żadnego odszkodowania, a następnie wydzielono z niej przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją pozaobuwniczą.

Komuniści, którzy potem przejęli władzę, Baťów nienawidzili, bo rujnowali oni propagandę o złych kapitalistach-wyzyskiwaczach. Chęć wymazania ich z historii była tak wielka, że z początkiem 1949 zmieniono nazwę miasta na Gottwaldov. Z tym wydarzeniem też związana jest ciekawa historia: na ten pomysł wpadł ponoć... brytyjski komunista Harry Pollit, który gościł w Zlínie dwa lata wcześniej. Stwierdził, że takie robotnicze miasto zasługuje na nową, odpowiednią politycznie nazwę. Klement Gottwald początkowo był temu przeciwny, ale potem uległ namowom towarzyszy. Faktem jest, iż ze Zlínem nic go nie łączyło, a w okresie swojej kilkuletniej prezydentury nie odwiedził go ani razu.

Przy okazji wykreślono z publicznej przestrzeni nazwę Baťa - zakłady odtąd produkowały jako Svit. Baťa nie przestała jednak istnieć w innych krajach - Jan Antonín, a potem jego następca, kontynuował działalność firmy, której główna siedziba mieściła się kolejno w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, a dziś w szwajcarskiej Lozannie jako Bata Shoe Organization.

Na szczęście czechosłowaccy komuniści ograniczyli się głównie do zniszczenia nazwy miasta (choć nie do końca konsekwentnie, bo nadal jako Zlín określano centralną dzielnicę Gottwaldova, a mieszkańcy z uporem używali starego nazewnictwa) i w okresie socjalistycznym kontynuowano plan rozbudowy osiedli oraz zakładów, pojawiło się wiele pionierskich jak na owe czasy obiektów.


(Powyżej pocztówka z lat 70. pochodząca  z mojej kolekcji).

Po upadku komunizmu na mapy wrócił Zlín, a nad Wełtawę firma Baťa, ale jako podmiot zagraniczny. Svit ponoć także jeszcze istnieje, ale jako niewielka spółka. W dawnych zakładach obuwniczych dzieje się wiele, ale już nic związanego z produkcją butów.

I po tym przydługim wstępie chciałbym przystąpić do meritum tego wpisu, a mianowicie zaprezentować przegląd architektury miasta Zlín 😊. Rzecz jasna będzie to spis tylko tych miejsc, które udało mi się sfotografować i obejrzeć w czasie weekendowej wizyty.

Postaram się trzymać chronologii, więc zacznę od najstarszego obiektu - barokowego pałacu. Jego historia sięga XV wieku, obecny wygląd to efekt późniejszych przebudów. Od 1929 roku należy do miasta (pieniądze na wykup pochodziły oczywiście od Tomáša Baťi), dzisiaj mieści się w nim galeria sztuki.



Przedstawicielem starego miasta sprzed pożaru jest dawna szkoła imienia cesarza Franciszka Józefa, a potem biblioteka - wybudowano ją w 1897 roku.


Jednym z pierwszych budynków postawionych po pożarze był ratusz - to rok 1923 lub 1924. Jest to chyba najciekawszy obiekt rynku (náměstí Míru), otoczonego z trzech stron przez modernistyczne kamienice (czwartej pierzei nie ma, znajduje się w jej miejscu park).


Na początku lat 20 zaczęły jak grzyby po deszczu powstawać osiedla dla pracowników. Poniżej widzimy wczesne budownictwo tego typu - czterorodzinne domki. Nietypowe - bo otynkowane i z dużymi kuchniami.


Standardem wkrótce stały się domy bez tynku - charakterystyczna odsłonięta cegła, jak te na ulicy Slovenskej - były przeznaczone dla jednej rodziny i posiadały garaże.



Istniało wiele ich wariantów. Część z nich później przebudowywano, niektóre nie zmieniły się z zewnątrz w ogóle.




W 1927 otwarto halę targową (tržnice). Jest to jedno z pierwszych zastosowań żelbetowego szkieletu dla budynku użyteczności publicznej.


W tym samym roku rozpoczęto budowę dzielnicy internatów przeznaczonych dla młodych ludzi ściąganych do pracy. Stoją one na zboczu wzgórza obok dużego parku ciągnącego się od głównej drogi.



Lata 30. to okres najbardziej płodny dla architektów Baťi. W 1931 roku przy nowo utworzonym náměstí Práce otwarto Dom Handlowy (Obchodní dům). Niedawno zakończono jego kompleksową rekonstrukcję.


W 1933 roku przy tym samym placu pojawia się hotel Společenský dům. W pierwotnej wersji miał być dość prymitywny, ze wspólnymi sanitariatami na korytarzach, ale ostatecznie Tomáš Baťa wybrał opcję "luksusową" (co wzbudziło wówczas zdziwienie, znając dotychczasowe podejście szefa).

Komuniści przemianowali go na hotel Moskva, po okresie zaniedbania posiada dziś 4 gwiazdki.



Po sąsiedzku uruchomiono Duże kino (Velké kino). Miało pełnić tę funkcję tymczasowo, a potem zostać Domem Kultury. Z 2270 miejscami na widowni było największe w kraju, a możliwe, że i w Europie Środkowej. W ostatnich latach mocno podupadło, ale nadal pełni swoją rolę, tyle, że filmy może oglądać o połowę mniej osób - mimo tego to nadal najbardziej pojemna sala kinowa w Republice Czeskiej.

Widać je za pomnikiem Tomáša i Jana Batów.


Data 1933 to także rok pierwsza rocznica śmierci Tomáša Bati - ku jego pamięci wybudowano na szczycie wzgórza mauzoleum (Památník T. Bati) w stylu określanym jako parafraza dojrzałego gotyku. Żelbetonowy szkielet, szkło i witraże.


Komuniści zmienili je na Dom Sztuki (Dům Umění) i filharmonię. Odbywały się w nim m.in. koncerty, co było idiotycznym pomysłem, gdyż szklana elewacja przepuszczała dźwięki i nie zapewniała wymaganej akustyki. W grudniu 2018 roku trwały ostatnie prace we wnętrzach przed ponownym otwarciem po przywróceniu budynku do pierwotnego stanu architektonicznego.


Obok wzniesiono kilka budynków Instytutów Naukowo-Badawczych (Studijní ústavy), a mauzoleum miało być pawilonem wejściowym do całego kompleksu. Obecnie podzielono je pomiędzy różnych gospodarzy, swoją siedzibę ma tu np. policja.


Widok z dolnej części parku przy náměstí Práce.


Stary Zlín od połowy XIX wieku posiadał kościół katolicki (stoi on niedaleko rynku). W Czechosłowacji zaczął się ruch odchodzenia od tego wyznania (m.in. z powodu jego powiązań z Habsburgami), a nowych wiernych zdobywały inne odłamy chrześcijaństwa, w tym ewangelicy. W 1936 roku wybrano działkę odpowiednią do budowy nowej świątyni ewangelickiej, a rok później zaczęto w niej odprawiać nabożeństwa. Korzystają z niej zarówno "zwykli" ewangelicy, jak i wierni z różnych odłamów husytyzmu. Na dachu umieszczono kielich charakterystyczny dla braci czeskich.


W 1938 roku miasto wzbogaciło się o swój najsławniejszy obiekt (a wówczas i jeden z najsławniejszych w Republice) - tzw. budynek nr 21, w którym umieszczono administrację i główne biura firmy (Správní budova firmy Baťa, a popularnie Baťův mrakodrap). Więcej napiszę o nim w następnym artykule.


W czasie wojny fabryki pracowały pełną parą, przez co stały się celem ataków aliantów. Najgorsze zdarzyło się 20 listopada 1944 roku - w wyniku nalotu na zakłady zniszczonych zostało 10 budynków, a prawie 40 silnie uszkodzonych. Ogólne straty wyniosły 60% powierzchni produkcyjnej i 90% zapasów magazynowych. Już po zagarnięciu firmy przez państwo i przejęciu przez komunistów, w miejsce poprzednich wybudowano nowe gmachy, które miały służyć teraz przedsiębiorstwu Svit.

Styl powojennych budynków nawiązywał do oryginalnej batowskiej architektury. Od poprzedników różniły się nieco zmienionymi wymiarami modułów, większą ilością przestrzeni i lepszym zapleczem socjalnym. Najlepszymi przykładem są budynki nr 14 i 15 (Budovy továrny 14 a 15) z 1947 roku mieszczące dzisiaj instytucje kultury, ale o nich także wspomnę więcej w kolejnym wpisie.


Inny modelowy obiekt to centralny skład obuwia (Centrální sklad obuvi) z lat 1949-1955. Cytując specjalistów od architektury: była to pierwsza czechosłowacka próba wykorzystania naprawdę nowoczesnej technologii składowania z maksymalną mechanizacją wewnętrznego transportu i wagonowania. Magazyn liczył 10 kondygnacji, a na dachu planowano umieszczenie... lądowiska dla helikopterów, z czego jednak zrezygnowano, bowiem było to w tamtych czasach kompletną abstrakcją.

Niestety, nie mogę zaprezentować pełnego zdjęcia magazynu, bo jakimś dziwnym trafem nie objąłem za jednym razem całego budynku 😛. Częściowo widać go poniżej oraz po prawej stronie kolejnej fotki.



Po demontażu komunizmu teren zakładów Baťa i Svit został podzielony między wielu różnych właścicieli. Być może część budynków stoi nieużywana, gdyż w XXI-cznym kapitalizmie nikt nie potrzebuje tak dużej powierzchni. W jednych nadal coś produkują, w innych magazynują, część pełni funkcje biurowe i urzędowe, pootwierano lokale i kliniki zdrowia. Konstrukcje przedwojenne mieszają się z tymi późniejszymi.






Schron przeciwlotniczy?


Dość obskurny dworzec autobusowy sąsiadujący z dawnymi zakładami.


Symbolem "dojrzałego komunizmu" stała się nowa brama wejściowa (Svitovská brána) z 1979 roku. Wybudowana w postmodernistycznym stylu miała być wizytówką zakładu, ale po nadejściu nowych czasów znajdujące się w niej pomieszczenia w większości stoją puste.


W okresie powojennym kontynuowano także rozbudowę rejonów mieszkaniowych, zmieniły się jednak priorytety: w miejsce domków dla 1-4 rodzin zaczęto stawiać bloki. Początkowo niskie.

Jako pierwsze powstało osiedle ceglanych bloków trzypiętrowych (tříetážové obytné domy) w dzielnicy Obeciny. Mieszkania w nich miały dość wysoki standard: 3 lub 4 pokoje, kuchnia, spiżarka, zsyp na śmieci, posiadają piwnice i balkony - każdy budynek w innym kolorze. Całość podłączona była do sieci ciepłowniczej.



Ciekawostką są płaskorzeźby nad drzwiami wejściowymi do klatek - nie ma dwóch takich samych.


Kolejne bloki były już wyższe. Interesujący jest samotny Dom Kolektywny/Zbiorowy (Kolektivní dům) ukończony w 1950 roku. Liczy 12 pięter. Miał zaspokajać niemal wszystkie potrzeby mieszkańców, więc na parterze umieszczono restaurację i pomieszczenia klubowe, a na górze taras i salę gimnastyczną. Działała pralnia, księgarnia i zakład krawiecki. W osobnym skrzydle ulokowano przedszkole i żłobek. Blok znajdował się blisko centrum, zakładów pracy, basenu i stadionu. Każde ze 102 mieszkań można było aranżować według własnego gustu za pomocą przesuwanych ścianek działowych. Brakowało w nich jednak normalnych kuchni, bowiem robotnicy znowu mieli spożywać posiłki wspólnie w restauracji.


Eksperyment społeczno - architektoniczny nie powiódł się, bowiem obywatele okazali się mieć większe lub inne potrzeby niż założyli projektanci. Restauracja okazała się zbędna (ludzie jedli albo w zakładowych stołówkach albo u siebie), zlikwidowano pomieszczenia klubowe. Nie przeszkodziło to wpisaniu bloku na listę zabytków już po 8 latach.


Widać, że przydałby się remont elewacji.


Dom Kolektywny wybudowano na żelbetonowym szkielecie jako jeden z dwóch w Czechosłowacji, natomiast w 1953 roku Zlín doczekał się pierwszego w kraju bloku z wielkiej płyty. Pionierski panelák otrzymał oficjalną nazwę G-40 (Gottwaldov, 40 mieszkań). Oczywiście nie mogłem sobie odmówić przyjemności jego zobaczenia 😉.


Nie przypomina on typowych dla późniejszych dekad bloków wielkopłytowych - to była jeszcze inna technika i staranne wykonanie. Przyjeżdżały go oglądać delegacje z zagranicy. Minusem był brak normalnych balkonów, a duchem czasów stalinizmu... schrony przeciwatomowe w piwnicach.


Nad dwoma klatkami umieszczono mozaiki - socjalistyczne w treści, narodowe w duchu.



W następnych dekadach miasto nieustannie zwiększało liczbę mieszkańców, bo wyrastały kolejne osiedla z wysokimi blokami nie wyróżniającymi się niczym szczególnym. Również zabudowa ulic z lat 60.  i 70. nie była w żaden sposób wyjątkowa.


Ostatnie lata to - jak wszędzie - wysyp mało oryginalnych i niezbyt ciekawych budynków "nowobogackich". Architektura współczesna rzadko kiedy potrafi mnie zachwycić. Jednym z bardziej interesujących młodych obiektów w Zlínie jest centrum kongresowe i uniwersyteckie z którego korzysta także filharmonia (Univerzitní a kongresové centrum). Wyróżnia się sylwetką, zwłaszcza ładnie wygląda po zmroku. Na dziedzińcu pomnik prezydenta Masaryka.


Owa rzeźba z brązu dużo się "nawędrowała" z powodów politycznych. Powstawała ona w bólach, bowiem pierwszy pomysł pojawił się w 1928 roku, prace zakończono 10 lat później, do miasta pomnik przywieziono pod koniec stycznia 1939 i prawdopodobnie nie zdążono ustawić przed rozbiorem Czechosłowacji. Udało mu się uniknąć zniszczenia przez Niemców, a w 1945 z wielką pompą oficjalnie odsłonięto. W 1959 został ponownie schowany, żeby powrócić w czasie "praskiej wiosny" i znowu wylądować w magazynie w lecie 1973. W 1990 roku pierwszy prezydent po raz trzeci stał się częścią krajobrazu Zlína, od ośmiu lat stoi przed widocznym u góry centrum.

Mniej się "nachodził" Klement Gottwald. W 1961 roku jego pomnik wybudowano na náměstí Práce obok Domu Handlowego. Kilka tygodni po upadku komunizmu i przywróceniu oryginalnej nazwy miasta odbył dokładnie odwrotną drogę niż Masaryk i zamknięto go w magazynie. Był nawet pomysł zniszczenia rzeźby, ale uratował ją status zabytku. Dziś nie bardzo wiadomo co z nią zrobić...

Drugi czechosłowacki prezydent - Edvard Beneš - został  upamiętniony popiersiem w małym parku niedaleko pierwszego paneláka. Określono go jako "budowniczego", choć ciężko mi przypomnieć, co właściwie w kraju mógł wybudować, a znany jest głównie z dekretów nazwanych od swojego nazwiska, dzięki którym po wojnie wypędzono Niemców i część Węgrów.


W centrum znalazłem jeszcze trzy ciekawe pomniki. Pierwszy znajduje się w parku Komenského przy głównym skrzyżowaniu. Pomnik Poległych to kompozycja z 1947 z rzeźbą partyzanta na środku.



Podobno pod spodem znajdują się zbiorowe groby żołnierzy radzieckich poległych przy zdobywaniu miasta. Z kolei na dwóch kamiennych stelach wypisano nazwiska mieszkańców Zlína, który zginęli w czasie wojny - na jednej widać głównie zagraniczne miejsca bitew, na drugiej nazwy obozów koncentracyjnych i zagłady: Breslau, Waldenburg, Auschwitz itp..


Z kolei zupełnie inny wydźwięk ma postać piłkarki ręcznej przed halą sportową - to już końcówka lat 70. XX wieku.


I na koniec pomnik o nietypowym kształcie przy jednej z alejek w sąsiedztwie pałacu. Początkowo myślałem, że to jakieś lampy albo dmuchawy. Moją uwagę przykuł jednak napis: Na památku Danka a Honzíka.


W styczniu 2009 roku dwóch jedenastoletnich chłopców zabiło w tym miejscu przewracające się drzewo! O ich przedwcześnie urwanym życiu przypomina ta... fontanna. Tak - w ciepłe miesiące tryska w tym miejscu woda, symbol życia. Upamiętnienie bez patosu, bez wciskania symboliki religijnej, ze smakiem (o ile można tu użyć takiego słowa). Tak na marginesie - podobno drzewo, które spadło na dzieci, już od 20 lat groziło katastrofą, a ostatnie 10 lat to było właściwie czekanie na kogo runie... Ewidentnie zawinili pracownicy odpowiedzialni za zieleń (potem przedstawiono im zarzuty).

I w ten sposób kończę "krótki" przegląd architektury Zlína z wyłączeniem kilku miejsc, o których będzie w następnym odcinku 😉.

-----
Bardziej zainteresowanym architekturą mogę polecić strony:

12 komentarzy:

  1. Znakomita notka! Bardzo ciekawe, tak jednolite i rozległe założenie urbanistyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać długoletnie planowanie, które właściwie zarzucono dopiero za komuny. Ponoć powstał też plan rozbudowy Zlina stworzony przez samego Le Corbusiera, ale z niego nie skorzystano, bo Tomas zginął w wypadku, a jego przyrodni brat tworzył po swojemu.

      Usuń
  2. Bardzo fajna fotorelacja, jak będzie możliwość, to wybiorę się do tego miasta. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis. Szkoda, że zerżnięty od kogoś innego ������. O, przepraszam, w dzisiejszych czasach to się inspiracja nazywa. ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jaki sposób zerżnięty? Myślisz, że historia Zlina i jego architektury znajduje się tylko na jakiejś jednej stronie??

      Usuń
  4. Ciekawa historia. Pewnie nie każdemu przypadną do gustu te modernistyczne eksperymenty w dziedzinie architektury, ale...no właśnie. Funkcjonalność przede wszystkim.
    A propos butów Baty. To obuwie rozpoznawalne było niemalże na całym świecie. Nawet w krajach arabskich i na dalekim wschodzie. Niektórzy nawet omyłkowo brali je za...polskie buty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwa mogła z daleka od Europy kojarzyć się z Polską. Zresztą w Małopolsce firma miała swoją fabrykę (i na niemieckim Śląsku też).

      Bata chyba nie lubił za bardzo zdobień czy upiększeń w architekturze - niepotrzebny wydatek i niepraktyczny ;)

      Usuń
  5. W Małopolsce, a konkretnie po sąsiedzku w Chełmku. Obecnie na tym terenie znajduje się strefa ekonomiczna. https://przelom.pl/22462-bata-w-polsce-to-nie-tylko-fabryka-w-chelmku.html
    Mama wspominała, że według pierwszych planów, polskie zakłady Bata miały powstać w Balinie (jej rodzinnej wsi leżącej przy trasie kolejowej Kraków-Katowice) ale były jakieś problemy ze sprzedażą ziemi, więc ostatecznie wybrano Chełmek.
    Odnośnie komentarza anonimowego, mało jest teraz oryginalnych wpisów w internecie. Nie czarujmy się, w zasadzie większość tekstów opisujących historię danego miejsca jest mniej lub bardziej udaną kompilacją tekstów wcześniejszych. Dobrze, jeżeli są podane źródła i nie jest to tekst na zasadzie copy&paste czegoś innego (głównie Wikipedii), a ponadto autor potrafi dodać coś wartościowego od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby napisać o historii danego miejsca coś nowego, to trzeba byłoby być badaczem, który coś wykopał w ziemi albo odnalazł jakieś nowe dokumenty, ewentualnie dotarł do jakiegoś cennego świadka...

      W artykule z Przełomu się machnęli, bo Otmęt do dzielnica Kędzierzyna, a więc żaden Dolny Śląsk, tylko Górny...

      Usuń
  6. Fajne to miasto, fajna relacja!

    OdpowiedzUsuń
  7. Drobiazg tylko taki, ale tu w tekście dwukrotnie jest Klemens Gottwald, a on był Klement.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawiam! Co prawda Klement to czeska wersja Klemensa, ale wypada stosować oryginalną nazwę!

      Usuń