czwartek, 2 sierpnia 2018

Rudośląskie impresje...

Ruda Śląska położona jest blisko mojej rodzinnej miejscowości, ale trudno napisać, że dobrze ją znam. Wielokrotnie bywałem w jej granicach, jednak zawsze były to odwiedziny u znajomych, wizyty na imprezach i tym podobnych. Z turystycznego punktu widzenia to nadal w dużej mierze terra incognita.

W ostatnią sobotę lipca w Rudzie organizowano wieczorne zawody biegowe, więc po rejestracji zgłoszenia skorzystałem z okazji i podskoczyłem na pobliski rynek. A właściwie plac pełniący taką funkcję, bo klasycznego rynku miasto nie posiada.


Osobom niewtajemniczonym muszę wyjaśnić, że na dzisiejszą Rudę Śląską składa aż jedenaście dzielnic, które (w większości) w przeszłości stanowiły osobne jednostki administracyjne. Współczesne duże miasto to totalny zlepek dawnych wsi i miasteczek nie mających kiedyś ze sobą zbyt bliskich związków.

Teraz znajdujemy się w dzielnicy Nowy Bytom, noszącej do 1922 roku nazwę Friedenshütte, a po śląsku nazywana Fryną albo Fryncitą. Leżała w granicach Bytomia, ale po podziale Górnego Śląska przyłączono ją do Polski (mimo, iż w plebiscycie wygrali w niej Niemcy). Dawna przynależność pozostała w nazwie, zresztą przejściowo określano ją jako Polski Bytom. Przez kilka lat dzielnica miała status miasta, w 1951 roku włączono ją do Wirka, a w 1959 stała się częścią składową Rudy Śląskiej.

Głównym placem Nowego Bytomia był plac Wolności, ale ponieważ ta źle się ostatnio kojarzy, więc jakiś czas temu zmieniono go na plac Jana Pawła II. Połączenie architektury z różnych epok wygląda dość surrealistycznie. Przed jego przebudową pełen był drzew, lecz przecież z obowiązującą modą zieleń ma znikać z takich miejsc, zastępowana przez patelnię.


Od północy zamyka go urząd miejski. Wybudowano go w 1929 roku w stylu nawiązującym do niemieckiego modernizmu.


Od wschodu rynek nie był kiedyś zabudowany i sąsiadował z parkiem, dopiero na początku lat 70. zablokowano go ścianą potężnego bloku.


Z kolei południowa strona to kamienice z początku XX wieku.



Na zachodzie w 1912 roku stanął kościół św. Pawła Apostoła. Jego budowa trwała ledwie rok; wysoka bryła neoromańskiej świątyni jest widoczna z daleka.


W dekoracjach można zauważyć nawiązania do różnych stylów, także bizantyjskiego i ottońskiego. Płaskorzeźby na ścianach kojarzą mi się z katedrami średniowiecznej Rzeszy.



Nad wejściem widnieją napisy po polsku i niemiecku. Ciekawe kiedy się tam znalazły? Podczas budowy? Wątpliwie, ale jednak możliwe, że władze pruskie się to na zgodziły. W okresie międzywojennym? Wtedy zapewne skuliby je hitlerowcy albo PRL-owcy.


Leżące na straży lwy świetnie odnalazłyby się np. w Wenecji, a napuchnięta twarz w tle ma należeć do papieża-Polaka. Autor nie dodał jej uroku.


Drzwi kościoła są zamknięte na głucho. Niewielka metalowa tabliczka zdradza producenta: "H. Sollors. Antonienhütte", a więc wykonano ją w Wirku.



Przed świątynią stoją dwie ogromne rzeźby - św. Floriana i św. Barbary. One również wzornictwem nawiązują do krajów śródziemnomorskich albo nadreńskich.


Dopełnieniem kościoła jest pobliska plebania.


Niedaleko rynku działał niegdyś wielki piec huty Pokój (Friedenshütte). Obiekt ten jest jednym z trzech wielkich pieców, które wybudowano w Polsce po 1945 roku. Ponad dekadę temu został wygaszony i stanowi zabytek techniki.


Nawiązując do zlepku dzielnic to w ramach zilustrowania prezentuję ujęcia z okolicy w której (lub blisko niej) krzyżują się Nowa Ruda, Wirek, Bielszowice (Bielschowitz), Czarny Las (Schwarzwald) oraz Ruda, od której miasto wzięło swą nazwę.

Budynki to w większości tradycyjna górnośląska cegła.



Boczne ulice zdają się szykować na nadchodzącą noc.




W niewielkim parku zamurowane wejście, podejrzewam, że do schronu przeciwlotniczego.


Nowsze bloki...


...i spojrzenie do wnętrza podwórek.



Na sam koniec przypadkowo zauważony schron wchodzący w skład Obszaru Warownego Śląsk. Wybudowany w Bielszowicach w latach 1937-1938, wyposażony w pancerną kopułę, 3 ciężkie karabiny maszynowe, 2 lub 3 mniejsze karabiny oraz w armatę przeciwpancerną.



Podobnie jak inne polskie fortyfikacje linia obrony na Górnym Śląsku nie została ukończona do czasu wojny i nie spełniła swoich założeń.

Schron przez długie lata był zarośnięty i obsadzony przez bezdomnych, ale dziś w pobliżu budowana jest trasa N-S, więc ładnie go odsłonięto i częściowo oczyszczono (a także zabetonowano wejście).




5 komentarzy:

  1. Jak ja dawno w Rudzie nie byłam. Muszę ją ponownie zobaczyć. Dziękuję za cudną relację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako Zabrzanin powinienem to miejsce znać, jest przecież tak blisko, ale tej części Rudy Śląskiej nie znam. Plac Wolności mi się spodobał, chętnie odwiedzę to miejsce.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, czasem sąsiadów znamy niezbyt dobrze ;)
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  3. W Kochłowicach miałam rodzinę (już się wyprowadzili) ale w inne części Rudy jeszcze mnie nie zaniosło. Masz talent do wyszukiwania ciekawostek w pozornie nudnych miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak człowiek poszpera to na wszystko (i na każdego) coś znajdzie, nawet ciekawostkę;) Kochłowic to nie znam zupełnie.

      Usuń