piątek, 3 stycznia 2020

Sancta sanctorum czyli jerozolimskie Wzgórze Świątynne: Ściana Płaczu, meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale.

Jednym z podstaw konfliktu o Palestynę jest religia. Jeśli to samo miasto lub miejsce jest uznawane za święte dla kilku wyznań i każde chciałoby je mieć na własność, to możemy być pewni, iż spotka się to z krwawą reakcją z drugiej strony. 

Jerozolima ma ten problem, że jest święta potrójnie, bo wśród Żydów i chrześcijan stanowi numer jeden, a dla muzułmanów numer trzy pod względem wagi. Z tego też powodu po II wojnie światowej ONZ przygotowała plan, który pozostawał miasto pod kontrolą międzynarodową, tak aby wszyscy wierni mogli do niej swobodnie pielgrzymować. Jak wiadomo - nie udało się tego zrealizować. Najpierw większość świętych miejsc zajęła Jordania, a w 1967 Izrael. Kiedy jedni się cieszą, drudzy rozpaczają...

Centralny punkt Jerozolimy to Wzgórze Świątynne, biblijna Moria. Na nim stała Świątynia Jerozolimska, w starożytności jedyne miejsce kultu w judaizmie. Ważna powinna być także dla chrześcijan, bo Jezus tu nauczał, a także wypędzał z niej kupców. Burzona i odbudowana, ostatecznie zniszczona przez Rzymian została kilka wieków później zastąpiona obiektami islamskimi.

Opis zacznijmy od najstarszego elementu układanki czyli Ściany Płaczu, nazywanej także Zachodnim Murem (Żydzi preferują tę drugą wersję). Często określa się ją jako jedyną pozostałość po Świątyni Jerozolimskiej.


To stwierdzenie bardzo nieścisłe. Po pierwsze, nie jest to resztka dawnej Świątyni, ale murów oporowych wielkiej platformy, na której stał świątynny kompleks. Wcześniejszy mniejszy obiekt znacznie rozbudował król Herod Wielki i właśnie taka ściana miała utrzymać nową konstrukcję. Po drugie - zachowało się kilka innych mniej znanych elementów z tamtych czasów. Jedną z nich jest krótszy odcinek tego samego muru, tzw. Mały Mur Zachodni. Tam nie dotarłem, ale na wschód od Ściany Płaczu przy odsłoniętych wykopaliskach z różnych epok możemy dojrzeć resztki tzw. łuku Robinsona. W czasach Heroda wchodziło się tu ogromnymi schodami i po kamiennym moście w kształcie łuku wchodziło się na teren Świątyni.

Najpierw rysunek jak mógł on wyglądać dwa tysiące lat temu (sam łuk został wytarty palcami turystów), a potem stan dzisiejszy na wysokości kilku metrów.



Wynika zatem, że dolne partie ścian to także pozostałości murów oporowych Świątyni dokładnie tak samo stare jak Ściana Płaczu. Z tego powodu wybudowano z boku niewielką platformę dla żydów, którzy chcieliby się tu pomodlić. Ja nie spotkałem żadnego, a zamiast nich natknąłem się na... płaczącą Azjatkę. Podejrzewam, że powody jej szlochu raczej nie były pochodzenia wyznaniowego.


Na południowej fasadzie murów podpierających Wzgórze Świątynne także istnieje około 80 metrowy odcinek, który prawdopodobniej jest antycznym oryginałem. Dlaczego w takim razie żydzi właśnie Ścianę Płaczu uważają za najważniejszą? Powody są dwa.
Pierwszy - prozaiczny: najłatwiej się do niej dostać. Drugi ma już podłoże religijne: otóż spod Zachodniego Muru blisko do wewnętrznego sanktuarium kryjącego Arkę Przymierza, miejsca najświętszego ze świętych (choć podobno jeszcze bliżej do niego z Małego Zachodniego Muru).

No dobra, to idziemy pod Ścianę Płaczu. Aby się pod nią znaleźć należy przejść kontrolę bezpieczeństwa w jednym z kilku punktów. Bramki jak na lotnisku, prześwietlanie bagażu dokonywane przez uzbrojonych strażników. Przy bramie od strony południowej jest nawet podział na kontrolę męską i żeńską, lecz nie przejmowano się nią za bardzo.


Ochroniarzom towarzyszą policjanci, straż graniczna, a czasem wojsko. Zawsze dużo tam mundurowych. Nikt też nie ma poczucia humoru w kwestiach bezpieczeństwa, nawet z pozoru błaha sprawa (jak zbyt długi postój taksówki) spowodowała natychmiastową interwencję gliniarzy: zatrzymano ruch i szybko sprawdzono powód zdarzenia.



O ile przy głównym, południowym wejściu przechodziło się sprawnie, o tyle przy mniejszych czasem potrafiły tworzyć się zatory. No, ale wiadomo - prawie każdy odwiedzający Jerozolimę chce tu zajrzeć.


Przed murem rozciąga się szeroki plac. Patrząc na niego trudno sobie wyobrazić, że do 1967 roku w jego miejscu gęsto stały domu dzielnicy marokańskiej. Wolna przestrzeń między budynkami i Ścianą Płaczu wynosiła jedynie kilka metrów. Jak już o tym pisałem - po zajęciu Starego Miasta władze Izraela wyburzyły ją robiąc miejsce dla spragnionych modlitwy. Wcześniej - w XIX wieku - Żydzi próbowali wykupić ziemię i nieruchomości spod muru od muzułmańskich właścicieli, ale ostatecznie nie zakończyło się to sukcesem - raz sprzeciwiali się temu Arabowie, raz sami wyznawcy judaizmu, a innym razem nie zebrano odpowiedniej sumy pieniędzy.




Ściana Płaczu podzielona jest płotem na dwie części: większa po lewej dla mężczyzn i znacznie mniejsza po prawej dla kobiet. Wspólne modlitwy obu płci są surowo zakazane, ponadto panie nie mogą tu podnosić głosu, śpiewać, zakładać strojów modlitewnych, czytać Tory i robić jeszcze kilku czynności zastrzeżonych tylko dla facetów. Za złamanie tego zakazu grozi areszt i groźba ataku ze strony ortodoksów. W judaizmie, jak w niemal każdej dużej religii na świecie, kobieta ma znacznie mniejsze znaczenie niż mężczyzna...




Odnośnie panów obostrzenie jest właściwie tylko jedno - należy posiadać jakiekolwiek nakrycie głowy. Przy wejściu znajduje się pojemnik pełen jarmułek do pobrania i można ją potraktować jako ciekawą pamiątkę z wizyty w Ziemi Świętej 😛.

Jak widać na zdjęciu poniżej kontakt pomiędzy płciami przez płot jest dozwolony.


Mur wystaje ponad powierzchnię na wysokość 19 metrów, natomiast 13 metrów znajduje się w ziemi - tak podniósł się poziom gruntu od czasów antycznych. Siedem najniższych widocznych rzędów to kamienie z kompleksu wybudowanego przez Heroda (czasem pojawia się informacja, że tylko cztery). Kolejne cztery dodali arabscy kalifowie w VII wieku. Następne czternaście rzędów to już 19. stulecie i panowanie tureckie. Końcowe trzy rzędy pojawiły się całkiem niedawno - w 1967 roku. Różnice pomiędzy nimi są łatwo zauważalne. Największe bloki ważą prawie 10 ton.


Nie wiadomo dokładnie od kiedy Żydzi się tu modlą. Niektóre źródła wskazują już na IV wiek - pozwolono im wówczas opłakiwać swą zniszczoną świątynię blisko miejsca, w którym stała. Inne, że tradycja ta zrodziła się dopiero w średniowieczu, przy czym czasem mowa o siódmym stuleciu, a czasem o wieku XVI, kiedy Jerozolimę zajęli Osmanowie. W kolejnych setkach lat Ściana stała się najważniejszym symbolem łączącym Żydów, zarówno tych religijnych, jak i świeckich, a jej odzyskanie w 1967 roku było zapewne jedną z najbardziej radosnych chwil w historii tego narodu.



Dostęp do Ściany Płaczu możliwy jest przez całą dobę i zawsze kogoś tu spotkamy. Oczywiście w szabat oraz w czasie świąt liczba osób gwałtownie się zwiększa. Wtedy obowiązuje zakaz robienia zdjęć pod murem (czynność mechaniczna, a więc zabroniona), w pozostałe dni nie ma z tym żadnych problemów.


Czytałem o niezwykłych odczuciach jakich doznawali przy murze turyści, o przypływach energii i tym podobnych. Nic podobnego mnie nie spotkało, ale niewątpliwie Ściana Płaczu ma w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala przejść koło niej obojętnie. Ilekroć byliśmy w pobliżu, to zawsze musiałem znaleźć chwilkę i podejść, dotknąć ogromnych kamieni, a i nie zapomniałem o włożeniu w szczelinę karteczki z modlitwą.



Żydzi cieszyli się ze swojej Świątyni do 70 roku naszej ery. W czasie powstania przeciwko Rzymowi została zniszczona w wyniku pożaru i nigdy już jej nie odbudowano, chociaż aż do dzisiaj istnieją takie pomysły...

Na Wzgórzu Świątynnym Rzymianie wznieśli swój dom kultu, w którym czczono Jowisza. Chrześcijanie prawdopodobnie za bardzo się Wzgórzem nie interesowali, chociaż są opinie, iż postawili na nim kościół. W VII wieku Palestyna została zajęta przez muzułmanów, którzy postanowili zagospodarować teren do swoich celów. W krajobrazie Jerozolimy pojawiła się Kopuła na Skale oraz meczet Al-Aksa. I, szczerze pisząc, zwłaszcza ta pierwsza była obiektem, który najbardziej mnie interesował w mieście!

W przeciwieństwie do Ściany Płaczu wstęp za mury, na właściwe Wzgórze Świątynne, nie jest taki prosty. Po pierwsze - niewierni mogą skorzystać tylko z jednej bramy. Po drugie - jedynie w wybrane dni i godziny tygodnia, a każda arabsko-żydowska ruchawka może spowodować brak możliwości odwiedzin. Po trzecie - chętnych do wizyty w tym miejscu jest tak wielu, że często trzeba stać w długiej kolejce i... nie zostać wpuszczonym.

Nam dopisało szczęście, bo dostaliśmy się tam szybko i to za pierwszym razem. Pierwszego dnia w Jerozolimie siedzieliśmy sobie niedaleko i nagle zobaczyłem zbierających się ludzi. Stwierdziłem - "a co tam, możemy spróbować!". Kolejka ustawiła się obok wejścia pod Ścianę Płaczu. Niby duża, ale szybko się posuwała.


Pierwszą kontrolę z prześwietlaniem bagaży dokonują Żydzi. Potem wchodzimy na długą rampę prowadzącą w górę... Paradoksalnie - właśnie z niej można najlepiej ogarnąć wzorkiem teren przy Ścianie Płaczu.







Widok na rampę z dołu oraz z rampy do tyłu, na odkrywkę archeologiczną.



Kolejna kontrola przeprowadzana jest przez Arabów. To nieuzbrojona ochrona, ale bardziej upierdliwa od żydowskiej i mało uprzejma. Osoby posiadające jakiekolwiek niemuzułmańskie symbole religijne mogą się liczyć z zawróceniem, nawet jeśli trzymają schowane w plecakach.

Na szczęście my takich problemów nie mieliśmy. Doczepili się jedynie do zbyt krótkiej kiecki Teresy, która sięgała... nieco powyżej kostki. Te nieskromne kawałki nogi musiała zasłonić dodatkową wypożyczoną spódnicą. Co ciekawe - nikt nie wymagał, aby kobiety zakrywały sobie włosy...

Kawałek za drugą kontrolą stoi meczet Al-Aksa. Po Mekce i Medynie najważniejszy w islamskim świecie, mieści 30 tysięcy wiernych. Wybudowano go prawdopodobnie w latach 660-691, jednak - jak to zwykle w Jerozolimie - nie jest to całkowicie pewne, gdyż część historyków uważa, że powstał on z przekształcenia wcześniejszego kościoła bizantyjskiego, co może potwierdzać jego architektura.



Meczet niewątpliwie jest ładny, ale nie dla niego tutaj przyszedłem...


Cykam foty jedną za drugim. W pewnym momencie podchodzi do mnie kobieta w chuście. Już myślałem, że zostanę opieprzony, iż uwieczniam ją na zdjęciach, lecz ona uśmiecha się i podaje mi smartfona.
- Może mi też zrobić zdjęcie na tym tle?
Zrobiłem. Ciekawe czy wykonane przez niemuzułmanina będzie ono bardziej czy mniej wartościowe? A może wzięła mnie za wyznawcę islamu, skoro przebywałem w towarzystwie tak porządnie ubranej towarzyszki? 😛


Złota kopuła przyciąga jak magnes...


Na schodach "działa" trzeci punkt kontrolny. Tym razem czepiają się facetów - kto wszedł w krótkich galotkach może zrobić zdjęcie i spadać z powrotem, dalej nie wejdzie. Przewidziałem to i mam eleganckie długie spodnie sięgające aż do stóp. Pocę się w nich jak cholera, ale warto było, gdyż Kopuła na Skale zachwyca!


Powstała w tym samym czasie co Al-Aksa, lecz nie jest meczetem, ale czymś w rodzaju obudowy położonej w środku skały. Na tej właśnie skale Abraham miał złożyć w ofierze swego syna, z kolei według muzułmanów Mahomet doznał wniebowzięcia. Dodatkowo pod ową skałą znajduje się Studnia Dusz - jaskinia, w której dusze oczekują na Sąd Ostateczny, a część żydów uważa, że ukrywano w niej Arkę Przymierza.

Pierwotnie zdobiły ją mozaiki, które w XVI wieku zamieniono na ceramikę z rozkazu Sulejmana Wspaniałego. Znalazłem jednak w internecie informację, że te piękne płytki to kopie z lat 60. ubiegłego stulecia, którymi zastąpiono oryginały. Także kopuła nabrała złotego koloru dopiero w drugiej połowie XX wieku - złota folia była darem od władcy Jordanii, który chciał pokazać, że troszczy się o rubieże swojego królestwa.





Nie zmienia to faktu, iż budynki na Wzgórzu Świątynnym to jedne z pierwszych konstrukcji architektury islamskiej, wzory naśladowane później w wielu miejscach. Początkowo zresztą muzułmanie modlili się twarzą w kierunku Jerozolimy, a nie Mekki.

Niestety, nie wejdziemy do wnętrz, dostępnych jedynie dla wyznawców Mahometa. Nie zawsze tak było - do wybuchu intifady w 2000 roku turyści mogli podobno zajrzeć i do Kopuły i w niektóre części meczetu Al-Aksa. Potem sytuacja zmieniła się tak dalece, iż przez kilka lat w ogóle nie wpuszczano niewiernych na teren Wzgórza i dopiero nacisk władz Izraela sprawił, że poluzowano ograniczenia.


Gdy w 1967 roku wojska izraelskie zajęły Stare Miasto od razu pojawiły się pomysły, aby muzułmańskie budowle na Wzgórzu zniszczyć i odbudować żydowską Świątynię. Barbarzyństwo, ale wcześniej Jordańczycy nie przejmowali się burząc zabytkowe synagogi na starówce. Na szczęście ówczesny dowódca izraelskiej armii nie zgodził się z ortodoksyjnymi rabinami i pozostawił budynki nie tylko nietknięte, ale też zgodził się na dalsze nimi zarządzanie przez Najwyższą Radę Muzułmańską. Stan taki zachował się do dzisiaj - w centrum stolicy Państwa Izrael istnieje autonomiczna islamska enklawa, w dodatku pod honorową opieką króla Jordanii. Rzecz jasna w razie potrzeby żydowscy funkcjonariusze wkraczają na Wzgórze i interweniują.


Głównym powodem podjętej w 1967 roku był zapewne pragmatyzm: zniszczenie muzułmańskich miejsc kultu mogło wywołać wojnę Izraela z całym światem islamskim, również z krajami do tej pory siedzącymi cicho. Warto jednak pamiętać, że odbudowie Świątyni Jerozolimskiej sprzeciwia się również część ortodoksyjnych Żydów. Nie wiadomo gdzie ona dokładnie stała (badań archeologicznych nie przeprowadza się), zatem nie można określić, gdzie znajdowało się Sancta sanctorum - "Miejsce Najświętsze" z Arką Przymierza, do którego mógł wejść tylko arcykapłan raz w roku. Wizyta innego śmiertelnika oznaczała świętokradztwo. Aby do tego nie dopuścić rabini zabraniają żydom wstępu na Wzgórze Świątynne (również w celach turystycznych), aby przypadkiem nie skalać świętego miejsca, o czym informują stosowne tablice umieszczone przy budce pierwszej kontroli. Nie jest to jednak zakaz prawny, a jedynie religijny.


Niespiesznie kręcimy się po wielkim placu przyglądając się detalom i ludziom. Palestyńscy ochroniarze są nerwowi i mają ręce pełne roboty: długo wrzeszczą na Hindusa/Pakistańczyka, który beztrosko zostawił torby i poszedł z rodziną na spacer. Każą mu szybko udać się do jednej z bram wyjściowych, lecz ten udaje, że... nie umie tam trafić. Reakcją jest jeszcze głośniejszy krzyk ochrony. Niezła komedia. Potem opieprzają turystkę, gdyż ta... uklękła robiąc zdjęcie partnerowi. Swoją rolę spełniają też liczni młodzi Arabowie przechadzający się niby bez celu, a co chwilę za kimś wołający:
- Popraw sukienkę, zakryj ramię, nie tak blisko mężczyzny!
Bliskowschodni maczo.


Kopułę na Skale otaczają liczne obiekty mniejszej architektury, pochodzące głównie ze średniowiecza. Arkady i grobowce świętych mężów to czasy panowania Mameluków, XIV wiek.





Po prawej niepozorna Kopuła Dusz z X wieku. Niektórzy badacze twierdzą, iż właśnie w tym miejscu znajdowało się "Najświętsze miejsce" Świątyni Jerozolimskiej, stąd druga nazwa (Kopuła Tablic) nawiązująca do Arki Przymierza. Inna sprawa to fakt, że za życia Heroda i Jezusa Arki w Świątyni już dawno nie było, gdyż zaginęła pół tysiąca lat wcześniej podczas najazdu babilońskiego. Odnalazł ją dopiero w XX wieku Indiana Jones, ale potem znów przepadła.


Kopułę Wniebowstąpienia wybudowali krzyżowcy i używali jako chrzcielnicy. Po utworzeniu Królestwa Jerozolimskiego przekształcili Wzgórze w sanktuaria chrześcijańskie. Kopuła na Skale stała się Templum Domini, "Świątynią Pańską" oddaną augustianom, a meczet Al-Aksa Templum Salomonis, "Świątynią Salomona". Jako swoją główną kwaterę używali jej templariusze (i już wiadomo skąd zaczerpnięto ich nazwę).


Kopuła Łańcucha stojąca blisko głównej i przypominająca jej miniaturę. Jedna z najstarszych na Wzgórzu, jej niektóre elementy mogą pochodzić z czasów przedislamskich.


Kopuła Jusufa to z kolei dzieło powstałe na polecenie Saladyna, wyzwoliciela Jerozolimy z rąk krzyżowców w XII wieku. Nie wiadomo tylko kim był tytułowy Jusuf: albo gubernatorem Palestyny albo... eunuchem w pałacu sułtańskim 😛.


Nie orientuję się czy kogoś tutaj pochowano, ale również ładne. Natomiast z tyłu zdobiona kopuła wieńczy fontannę sułtana Kajtbaja z 15. stulecia.


O wiek młodsza fontanna Kasima Paszy.


Miłośnicy zabytków na pewno nie będą się na Wzgórzu nudzić. Do tego dodajmy widok na Górę Oliwną - m.in. najsłynniejszy na świecie żydowski cmentarz oraz złote kopuły rosyjskiej cerkwi.



Wzgórze Świątynne otacza mur z 12 bramami, do tego kolejnych 6 zamurowanych. Jak już pisałem niemuzułmanie mogą wchodzić jedynie przez jedną z nich - Bramę Maurów/Marokańską. Z wyjściem nie ma już takich problemów, skorzystamy ze wszystkich pozostałych. Za ogrodem mamy Bramę Ciemności, ewentualnie Fajsala I, bo król Arabii Saudyjskiej sponsorował kiedyś jej remont.


Wychodzimy przez Bramę Handlarzy Bawełną, jedną z najładniejszych. Ponieważ leży najbliżej dawnej Świątyni, więc w przeszłości modlili się przy niej żydzi.

Jeszcze ostatnie spojrzenie na Kopułę na Skale.


Za bramą ciągnie się zabudowany pasaż handlowy. Wejścia strzegą izraelscy policjanci. Na twarzach maluje się znudzenie, ale czujności nie powinni tracić: półtora miesiąca przed naszą wizytą dwóch palestyńskich nastolatków zaatakowało nożami funkcjonariuszy przy jednej z bram Wzgórza. Jeden policjant został ciężko ranny, napastników zastrzelono. Kolejne zmarnowane życia...


Wizyta na Wzgórzu, zarówno przy Kopule i meczecie Al-Aksa, jak i pod Ścianą Płaczu, były najciekawszymi momentami podczas pobytu w Jerozolimie. Piękna architektura, a wzajemna nienawiść i fanatyzm religijny to mieszanka, która co jakiś czas wybucha. Cieszę się, iż akurat wtedy był spokój...

Najświętsze miejsca żydów i muzułmanów dzieli od siebie w linii prostej mniej niż 100 metrów, ale to jednak dwa zupełnie inne światy. Tak blisko, a tak daleko...


----
Bardzo ciekawy tekst o Wzgórzu, ze szczególnym uwzględnieniem Świątyni Jerozolimskiej, znajdziemy na blogu Zeszyt Podróżny.

12 komentarzy:

  1. Świetna notka [oklasky], przeczytałem z dużym zainteresowaniem, wiele rzeczy było dla mnie nieznanych (prawda, że nigdy nie interesowałem się bliżej zagadnieniem Wzgórza Świątynnego).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kolejny cud (świątynny), że dotrwałeś do końca ;)

      A Wzgórze i związane z nią historie to faktycznie fascynująca sprawa :)

      Usuń
    2. Nie wiem czemu cud - ja zawsze doczytuję Twoje notki do końca. :-]

      Usuń
    3. No to cuda się mnożą, bo i ja dotrwałam, a na dodatek z przyjemnością. Masz rzadką umiejętność przekazywania sporej dawki wiedzy w lekkiej formie, przemycając przy okazji własne odczucia i spostrzeżenia. To się po prostu dobrze czyta. Dołączam do oklasków :-)

      Usuń
    4. Dzięki za docenienie :) Ale to chyba wyjątki, bo jednak większość osób czyta krótko i ewentualnie ogląda zdjęcia. W dzisiejszych czasach ludzie po prostu zatracili sympatię do większych ilości tekstu ;)

      Usuń
  2. Piękne miejsca z trudną historią i dniem dzisiejszym. Wielu nowych rzeczy się dowiedziałem - warto czytać relacje podróżnicze. Dzięki. Jak w takim kapeluszu wytrzymać w taki upał? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko wchodziłem do cienia to kapelusz zdejmowałem :D Zresztą w kolejne dni to samo robiłem z długimi spodniami - poruszałem się w krótkich, a długie miałem w plecaku na wszelki wypadek :)

      Usuń
  3. Ciekawe, jak dziś jest tam? Po zabiciu generała z Iranu i zapowiedzi irańskich o atakach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jest spokój i nie sądzę, aby się to mocno zmieniło. Gdyby Irańczycy byli w stanie zaatakować Izrael i spać później spokojnie, to by dawno to zrobili. Ale wiedzą, że po pierwszej rakiecie, która spadłaby na Tel-Awiw albo żydowską część Jerozolimy Teheran stanąłby w ogniu. Zresztą Izrael regularnie bombarduje irackie stanowiska w Syrii i poza groźną retoryką Iran nie odpowiedział niczym innym...

      Myślę, że ten "incydent" z Iranem rozejdzie się jak zwykle po kościach, choć na pewno jakieś ofiary się pojawią. I obym się nie mylił...

      Usuń
    2. Oby. Bo tam i tak już za dużo się dzieje. Tam - Bliski Wschód.

      Usuń
    3. Gdyby Żydzi mieli się przejmować każdą awanturą bliskowschodnią, to umieraliby masowo na zawały serca ;)

      Usuń
  4. Super fotorelacja. Mam nadzieję, że i mi się uda zwiedzić ten kraj.

    OdpowiedzUsuń