Przejeżdżając przez Cieszyn wielokrotnie mijałem wielki cmentarz z
ogromną, przypominającą pałac bramą. W końcu postanowiłem go odwiedzić. Termin
wybrałem niezbyt fortunny, bo Zaduszki, co powodowało spore ilości ludzi na
alejkach i zawalone samochodami ulice. Nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło: przystrojone i
udekorowane zniczami groby zawsze wyglądają nieco radośniej niż na co
dzień.
Mowa o cieszyńskim cmentarzu komunalnym, najważniej nekropolii
miasta nad Olzą. W XIX wieku funkcję tę pełnił cmentarz przy kościele św.
Jerzego (obecnie zamieniony w park). W związku z kurczącym się miejscem w 1891
roku otwarto nowy Zentralfriedhof przy ówczesnej Feldgasse. Obecnie to
ulica Armii Ludowej...
...ale tylko według starych tabliczek 😏. Od 1993 roku jest to ulica
Katowicka, władze w ten sposób skopiowały nazwę z czasów hitlerowskich
(Kattowitzerstrasse). Przed Armią Ludową (czyli przed 1962 rokiem) było to po
prostu ulica Polna.
Piękna brama wejściowa kojarzy mi nieco się z Hofburgiem przy Michaelerplatz i
jest w tym pewna racja, gdyż i ona i część cesarskiej rezydencji powstały w
tym czasie w podobnym stylu neobarokowym. Podczas mojej wizyty z powodu mnóstwa aut
nie dało się zrobić jej na spokojnie zdjęcia.
Cmentarz jest wpisany na listę zabytków, a ja byłem ciekaw ile zostało na nim z wielokulturowej przeszłości Cieszyna. Po wizycie stwierdzam, że wygląda on pięknie, ale jednocześnie strasznie, bo patrzyłem na dziesiątki albo i setki okaleczonych pomników! To oczywiście efekt powojennego "odniemczania", kiedy skuwano nieprawomyślne językowo napisy, imiona i nazwiska. Co ciekawe, nie czyniono tego na cmentarzach żydowskich, tam nie przeszkadzały. Tutaj wygląda to gorzej niż na wielu nekropoliach "czarnego" Górnego Śląska, a nawet Dolnego Śląska. Tylko, że tam za takie działania brali się ludzie z daleka, nie mający żadnych związków z okolicami w których się znaleźli, a tutaj czyniła to także ludność rodzima, własnymi rękami niszcząc część macierzystej historii.
Na cmentarzu nie znajdziemy mapy z położeniem najważniejszych (najciekawszych
lub najznamienitszych) grobów. Miasto raczej nie traktuje go jako
potencjalnej atrakcji turystycznej i nie zakłada, że ktoś będzie po nim
szwendał w celach czysto poznawczych. Zdani jesteśmy więc na samodzielne poszukiwania, które
niekoniecznie muszą zakończyć się powodzeniem. No to ruszamy!
Wkrótce za bramą centralną po lewej stronie wznosi się
Panteon Alei Zasłużonych. Kolumnadę utworzono w 1930 roku w miejscu
planowanej wcześniej kaplicy cmentarnej. O ile na początku wieku
Cieszyn/Teschen był miastem w większości niemieckojęzycznym, o tyle na
początku lat 30. już zdecydowanie polskim, więc i Aleja ma wyraźnie polskich
charakter: chowano w niej głównie polskich działaczy narodowych.
W centralnym grobowcu spoczywają Karol Miarka, Paweł Stalmach i ksiądz Ignacy
Świeży. Według napisu "mieli pieczę o lud i wiarę". Rzecz jasna katolicką,
choć Stalmach przez większość życia był ewangelikiem i dopiero niedługo przed
śmiercią przeszedł na stroną watykańską.
Ksiądz Józef Londzin był nie tylko burmistrzem Cieszyna, ale także senatorem.
Ciekawe ilu panów w kieckach pełniło by dzisiaj takie funkcje, gdyby pozwolono
im startować w wyborach?
Wyjątkiem narodowo - wyznaniowym jest Leonard Demel von Elswehr,
przedostatni austriacki włodarz miasta. Oryginalne napisy zostały usunięte,
więc cały grób wygląda jak ubogie rodzeństwo sąsiadów.
Płyta Gustawa Morcinka jest na tyle nieczytelna, że dołożono dodatkową
tabliczkę, aby szło rozpoznać gospodarza 😏.
Na przeciwko Panteonu stoi chyba najbardziej okazały grobowiec - w
kształcie katafalku, kryjący doczesne szczątki
Johanna Demela von Elswehr, który pełnił funkcję burmistrza przez
kilkadziesiąt lat. Oprócz tego był posłem do parlamentu wiedeńskiego i
krajowego. Za swoje zasługi Franciszek Józef nadał mu szlachectwo, a rynek
przemianowano na Demelplatz. Leonard Demel to jego syn.
Grobowiec ufundowało miasto, w tym celu ekshumowano zwłoki ze wspomnianego
cmentarza przy kościele św. Jerzego. Użyte materiały sprowadzono z Tyrolu. Na
obu bocznych ścianach pomnika znajdowały się niemieckie napisy pokryte złotem,
które po II wojnie światowej spotkał wiadomy los (ślady po nich są nadal
widoczne). Gdy skończył się PRL na przedniej stronie wykuto nowy, polski
skrócony napis. Z jednej strony fajnie, z drugiej znowu wygląda on
nienaturalnie. Próbuję sobie wyobrazić słynny pomnik Marii Konopnickiej ze Lwowa, który został odtworzony przez Ukraińców, ale zamiast polskiego napisu
widnieje tam Марія Конопницька. Średnio pasuje, prawda?
Cmentarz komunalny posiada jeszcze jedną Aleję Zasłużonych. Tym razem "socjalistyczną", założoną w czasie środkowego Gierka. Nie znaczy to jednak, że
pochowano tam działaczy partyjnych, po prostu ci zmarli mieli pecha umrzeć
zbyt późno, żeby znaleźć się w starszej Alei.
Żeliwne tabliczki sektorów pochodzą z okresu założenia cmentarza i wykonano je
w największej austro-węgierskiej hucie, czyli w Trzyńcu.
Równolegle do centralnego ciągu pieszego znajdziemy kwatery zakonnicze:
bonifatrów i elżbietanek. Uporządkowane, ukwiecone. Krzyże, jak wiele innych,
pochodzą z pracowni Johanna Swarowskiego.
Krzyż fundacyjny ma inne autorstwo: zakład Alberta Förstera aż z
Zuckmantla (czyli dzisiejszych Zlatych Hor). Po remontach nie ma jednak
żadnych tego śladów.
Zagłębiam się w uliczki przyglądając się poranionym grobom. Czasem usunięto z
nich wszystko, zostały jedynie dziury po dłucie. Niekiedy zadowolono się tylko
skuciem zwrotów dotyczących urodzenia i śmierci albo imienia. W skrajnych
sytuacjach z pomnika robiono "rewers", tzn. ustawiano go tyłem, aby na pustej
ścianie pojawiły się dane nowych lokatorów. W niektórych przypadkach rodzina
ratowała się takimi półśrodkami, aby zachować pamięć o przodkach.
Los historycznych grobów nie wszystkim jest obojętny. Autor strony
Stajnia Augiasza podjął próbę przywrócenia części zmarłych ich imion i nazwisk, a także innych
elementów życia na podstawie archiwów. Chylę czoła przed jego wysiłkami!
Rodzina Monczka (Karl i Kamilla) była właścicielami domu przy
Bielitzerstrasse.
Ludwig i Ida Pokorny mieszkali po drugiej stronie Olzy. Nazwisko, zwłaszcza
panieńskie żony (Nawratil), może świadczyć, iż byli niemieckojęzycznymi
Czechami. Ludwig pracował jako kasjer Korony Cieszyńskiej.
Eduard Kabelik, syn zawiadowcy stacji Kolei Koszycko-Bogumińskiej, zmarł
młodo w wieku dwudziestu lat. Obok grób z nową tabliczką rodziny Hostialek.
Doktor Karl Schmid, zastępca Szpitala Śląskiego, ginekolog i chirurg.
Często i archiwa były bezradne, zmarli są nadal anonimowi, choć tutaj wydaje
mi się, że widniało nazwisko Nawratil.
Grób z piękną rzeźbą. Zamiast skuwania odkręcono (oderwano?) "Familie" i
niemieckie (?) imiona, które później zastąpiono polską wersją (zastanawiam się
co przeszkadzało w "Rudolfie"?). Różnica w kroju liter jest wyraźna. Rudolf
Bukowski był przez cztery lata burmistrzem, pomiędzy starszym a młodszym
Demelem.
Różne były losy autografów zakładów kamieniarskich. U Bukowskich jest dobrze
widoczny (M. Becke, M[ährisch] Ostrau). Swarowskiego częściowo zatarł czas,
ale na dolnym zdjęciu widać, że degermanizacja dotarła i w to miejsce.
Zawsze się głowię, czy niszczenie grobów było przeprowadzane według jakiegoś
planu czy całkowicie na żywioł? Czy fakt, że niektóre groby nie zostały
dotknięte dłutem to tylko kwestia szczęścia, niechlujnie przeprowadzonej akcji
czy może jakiś koneksji? Znalazłem kilka pochówków, które wyglądały na
nieruszone. Możliwe, że pojedyncze z nich odnowiono, wiem, że w przypadku
niektórych zabytkowych nagrobków dokonano niedawno renowacji.
Interesująca secesyjna mozaika.
A tu przykład polonizacji nazwiska.
Jeśli chodzi o pochówki indywidualne, to kręcąc się alejkami zawsze zauważy
się coś ciekawego. Na przykład grób dyrektora szkoły w czeskiej części miasta.
Albo - umieszczona na odwrocie - rodzina "uczestnika obu polskich wojen".
Pierwszy raz spotykam się z takim określeniem.
Jeden z nielicznych grobów z napisami po czesku.
Pora na mogiły i kwatery grupowe. O zakonnikach i zakonnicach już wspominałem. Bonifatrzy prowadzą DPS, którego mieszkańcy spoczywają w ładnym dla oka grobie.
Na komunalnym znajdują się dwie kwatery żołnierskie: mniejsza i
większa. W przypadku mniejszej nie ma żadnego opisu, podejrzewam, że to okres
Wielkiej Wojny, tylko dlaczego jest ona wydzielona i odgrodzona od większej?
Obok jest kilka grobów indywidualnych, w tym jeden bezimienny z informacją, że
grozi mu usunięcie.
Na głównej kwaterze wojskowej stoją rzędy skromnych, szarych krzyży. Pochowano
pod nimi blisko tysiąc żołnierzy z czasów I wojny światowej (zmarli w
szpitalach i lazaretach), wojny polsko-czeskiej oraz z września 1939 roku. Jest też kilka sztuk z Polski Ludowej.
Obiły mi się o oczy informacje, że pochowano tu także żołnierzy
Wehrmachtu, ale jeśli byli, to pewnie ich już przeniesiono na któryś z
niemieckich cmentarzy wojennych.
Mija mnie grupa dzieciaków w odblaskach, prowadzonych przez wychowawczynie. Połączenie przyjemnego z pożytecznym.
Chciałem odszukać grób
cesarsko-królewskiego generała broni
Artura Pino, uszlachconego jako Ritter von Friedenthal.
Generał jest jednym z najwyższych stopniem oficerów austro-węgierskich
spoczywających na terenie obecnej Polski. Brał udział w wojnie
austriacko-pruskiej, potem pełnił różne kierownicze funkcje w Insbrucku,
Opawie, Wiedniu, Lwowie i Przemyślu, był również komendantem Kriegsschule w stolicy monarchii oraz pracował w ministerstwie obrony. W wojnie światowej
nie wziął już udziału z powodu zaawansowanego wieku, ale w 1920 roku został
przyjęty do armii czechosłowackiej w stanie spoczynku. Na starość osiadł w Cieszynie i zmarł w 1930 roku. Jego pogrzeb i grób był bardzo skromny, oprócz
niego znajdują się w nim prochy jeszcze dwóch innych osób, a dodatkowo do
niedawna groziła mu likwidacja. To, że miasto o pochówku nie wie lub się nim
nie interesuje, to mnie nie dziwi (choć z jednej strony promuje się na
habsburskiej przeszłości), natomiast trochę zaskakuje, że nie zajmował się nim
nikt ze strony Austriackiego Czerwonego Krzyża albo chociażby z czeskiej (w
końcu oficjalnie to był również ich wojskowym). Likwidacji zapobiegł kolega z
forum austro-węgierskiego zbierając pieniądze na prolongatę. Niestety, grobu nie znalazłem, bo...
zanotowałem sobie zły sektor! Ale przypadkowo spotkałem Adriana
(Cieszynioka), a raczej on spotkał mnie, bo widział jak się kręciłem po
cmentarzu tu i tam 😏. Adrian podesłał mi później zdjęcie grobu, umieszczam je
za jego zgodą.
Adrian poinformował mnie również, że ogrodzona kwatera wojenna nad którą się wcześniej zastanawiałem, zawiera szczątki milicjantów.
I jeszcze jedna pamiątka historyczna związana z wojną, tym razem tą drugą:
mogiła zbiorowa ponad osiemdziesięciu osób rozstrzelanych w 1944 i
1945 roku na cmentarzu żydowskim. Oprócz Polaków byli to Czesi i jeden Włoch.
Do niedawna pomnik miał nieco inną formę z orłem piastowskim bez korony,
opisem, iż "spoczywają tu męczennicy i ofiary faszyzmu hitlerowskiego" oraz
przypomnieniem, że ufundował go Związek Bojowników o Wolność i Demokrację.
Remont usunął nieprawomyślnych fundatorów, orzeł zmienił wygląd na państwowy,
męczennicy i ofiary zostały przekwalifikowane na więźniów, a faszystowscy
hitlerowcy na Niemców.
Cmentarz komunalny nie był jedyną cieszyńską nekropolią, którą odwiedziłem w
Zaduszki. Kilka ulic dalej na południowy - wschód znajduje się
cmentarz na Bobrku. Założono go w 1899 roku w samodzielnej wówczas wsi
Bobrek, przy kaplicy, którą jedenaście lat później rozbudowano do
postaci kościoła.
Obok kościoła stoi kaplica grobowa rodziny Pella. Tablice na lewo od drzwi są w języku niemieckim, na prawo w polskim.
Tutaj nie znalazłem zniszczonych niemieckich pomników. Możliwe, że było ich
niewiele, ponieważ w Bobrku przeważała ludność polskojęzyczna. Z
takich całkowicie zachowanych widziałem tylko jeden, należący do Marie Stonawskiej.
Na zdjęciu wygląda ona jak jakiś upiór!
A ten po lewej to najładniejszy nagrobek na całym cmentarzu.
Z wielu miejsc patrzą na nas ludzie, którzy odeszli z tego świata dawno temu,
podobnie jak odeszła ich epoka, których reprezentantem są noszone przez nich
stroje.
Nie zabrakło akcentu militarnego: w Bobrku pochowano Pawła (Paula) Lippę,
generała - majora armii austro-węgierskiej. Postać ta jest zupełnie nieznana,
a podobno nikt inny z austriackiego Śląska nie zrobił takiej kariery jak on: od syna
z chłopskiej rodziny z dziesięciorgiem rodzeństwa po stopień generalski. W
habsburskim wojsku nie było to niemożliwe, jeśli człowiek był zdolny i
pracowity. Generał Lippa zdążył po długiej służbie odejść na emeryturę, ale w
czasie Wielkiej Wojny przypomniano sobie o nim i z powrotem stanął w szeregach
wojska. Był komendantem obozu jenieckiego, ponoć wysłano go również na front
rosyjski (lecz nie wiem w jakim celu) i możliwe jakieś tamtejsze przeżycia
spowodowały, że po powrocie do Cieszyna ciężko zachorował. Zmarł w 1917 roku.
W przeciwieństwie do Artura Pino jego pogrzeb odbył się z pełnym ceremoniałem
należnym generałowi. Prawie w ostatnim momencie, można by napisać...
I na sam koniec, ale pozostając w tematyce: pomnik poświęcony Armii Czerwonej.
Miał on pierwotnie stać pod cieszyńskim zamkiem, więc być może to mogiła
symboliczna. Obok jest lista sowieckich żołnierzy, którzy stracili życie w
niewoli oraz podczas walk o Cieszyn.
Pomimo, że cmentarze nie napawają radością, to zmuszają do refleksji nad sensem życia oraz zastanowienia się jakim jestem człowiekiem i co mogę zmienić, aby pozostać w pamięci u innych jako postać, o której można coś dobrego powiedzieć. Bardzo ciekawe niektóre nagrobki i warto je zobaczyć. Ogólnie lubię Cieszyn i dość często tu bywam :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńCmentarze zawsze wywołują pewną refleksję, no i można ją połączyć z podziwianiem sztuki rzeźbiarskiej ;) Pozdrowienia
Usuń