piątek, 9 grudnia 2022

Kruszewo - najwyższe miasto, macedońska polityka historyczna i bałkański Elvis Presley.

Macedonia to drugie najbardziej górzyste państwo w Europie; drugie, bo pierwsze to Czarnogóra. W kraju nad Wardarem góry stanowią około 85% powierzchni. Nic zatem dziwnego, że pofałdowaną powierzchnię widać wszędzie, ba, trudno znaleźć kawałek płaskiego. Skoro niemal w każdym miejscu ziemia pnie się ku niebu, więc postanowiłem podczas tegorocznych wakacji zajrzeć do najwyżej położonego macedońskiego miasta. A jest nim Kruszewo (Крушево, Kruševo), leżące kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Prilepu. Jego centrum umieszczone jest na wysokości 1150 - 1250 metrów, więc auto znów się namęczy na podjazdach.
 

 
Oczywiście samo wysokie położenie nie mogło być jedynym impulsem do przyjazdu. Kruszewo, zbudowane na zboczach gór, jest bardzo malownicze, a i miłośnicy historii oraz architektury znajdą tu coś ciekawego. To będzie pierwsze z miast na K, które odwiedzę pod koniec wizyty w Macedonii, i - podobnie jak pozostałe - są one zazwyczaj ignorowane przez zagranicznych turystów. 

Ponieważ wiedziałem, iż dotrę tutaj pod koniec dnia, więc konieczne stało się załatwienie noclegu. Wyszperałem sobie pokój z tarasem! Oczyma wyobraźni już widziałem, jak siedzę sobie wieczorem z piwkiem na owym tarasie i obserwuję kładącą się do snu miejscowość. Po przyjeździe dostrzegam, że dom z pokojami na wynajem rzeczywiście stoi w miejscu gwarantującym ładne panoramy, choć sam taras bardziej nadaje się do stania niż siedzenia...


W środku nikogo nie ma, więc trzeba wydzwaniać do właściciela. Niestety, obecnie to taka przykra norma, że rzadko ktoś czeka na podróżnego, teraz podróżny czeka, aż go łaskawie przyjmą. Po pewnym czasie zjawia się kobieta z sąsiedztwa z niezbyt szczęśliwą miną, przysłał ją gospodarz. Mówi po angielsku mniej więcej na takim samym poziomie jak ja po macedońsku, ale do otwarcia wystarczy. Pokój okazał się całkiem sympatyczny, lecz... bez tarasu! Zamiast niego mamy okno z takim oto widokiem na kable 😏.


Akurat taras był podstawowym kryterium do wyboru tej właśnie lokalizacji, więc jestem trochę rozczarowany, ale szybko mi przychodzi, gdy wschodzimy pomiędzy wąskie, kręte ulice pełny domów nie pierwszej świeżości. To zdecydowanie nie jest miasto wypicowane pod turystów!




Wieczorem tylko krótki spacer, na dłuższy pora przyjdzie rano. Niedaleko noclegu znajduje się główna świątynia Kruszewa - cerkiew świętego Mikołaja, w obecnej formie z początku ubiegłego wieku.

Zwraca uwagę spora ilość bezpańskich psów. Wszystkie są zaczipowane i żaden nie jest agresywny. Raczej ospałe i zniechęcone, czasem zainteresują się sobą. No i oczywiście jedzeniem.


Siadamy w restauracji obok cerkwi. O dziwo, mają angielskojęzyczne menu, kelner mówi w języku Szekspira, a przy sąsiednim stoliku usiedli cudzoziemcy - Anglicy, a także jeden Niemiec. A więc jednak jakieś inne obce jednostki poza nami się zjawiają... Wkrótce otaczają nas pieski. Z błaganiem w oczach proszę o resztki, choć tak naprawdę na zabiedzone nie wyglądają. Stare i młode, rozmaite wzory i umaszczenia. Jedne nieśmiało czekają w pewnym oddaleniu, inne od razu kładą pyski na kolanach i dodatkowo domagają się miziania. Najstarsze czasem warkną na szczeniaki, ale generalnie panuje spokój i względna dyscyplina. Mi one za bardzo nie przeszkadzają, bo nie gryzą i nie porywają żarcia ze stołów, lecz obsługa przegania je polewając wodą, a niektórzy goście robią to samo w bardziej brutalny sposób. Pomaga to na kilkanaście sekund, chwilę po zajściu co najmniej jeden pies znowu siedzi pod stołem.


Spodziewałem się nieco niższych cen niż na Jeziorem Ochrydzkim, lecz te trzymają się twardo. Jedzenie nadal pychota, pozamawiałem tyle, że nie byłem potem w stanie wszystkiego przyswoić.


Po zmroku zaglądamy jeszcze w kilka uliczek, a także do spelunki, gdzie głównymi klientami są policjanci z pobliskiego posterunku. Oświetlone domy Kruszewa wyglądają naprawdę ładnie.



Górskie położenie przynosi przed snem jeszcze jedną niespodziankę: włażę pod prysznic, odkręcam wodę, a tam... wrzątek. I tylko wrzątek! Nie ma zimnej wody! O ile bez ciepłej się umyjemy, o tyle wrzątkiem ciężko, chyba, że ktoś lubi poparzenia. Znowu dzwonimy do gospodarza, może coś zepsuliśmy, może nie umiemy znaleźć jakiegoś przycisku?
- Tak bywa - informuje uprzejmym głosem. - Mamy tu duży problem z wodą, często jej brakuje. Ciepła jeszcze leci, bo została w bojlerze na dachu. Nie wiem kiedy pojawi się zimna, może rano?
Na szczęście nie trzeba było tak długo czekać, po dwóch lub trzech godzinach powróciła do kranów.

Kolejny dzień tradycyjnie wita piękną pogodą. Temperatura o tej porze i na tej wysokości jest bardzo przyjemna (około 24 stopni), lecz wiem, że wkrótce zacznie się upał.


Ruszamy na wycieczkę w górne dzielnice miasta (Горно Маало). Dla aparatu to ciekawa podróż, bo mija się mnóstwo interesujących obiektów i różnego rodzaju smaczków. Niestety dla mieszkańców - bieda albo bałagan zawsze są bardzo fotogeniczne. Czasem trafi się biały dom w "stylu kruszewskim", będącym współczesną wersją budownictwa ludowego.





Po prawej stronie cerkiew świętego Jana Chrzciciela, zwana "kościołem wołoskim", bo korzystają z niej głównie Arumuni, o których jeszcze za chwilkę wspomnę.


Podziwiam miejscowych kierowców! I za dbanie o swoje wozy i za wiarę w hamulce! Przy tak pofałdowanej nawierzchni i wąskich ulicach naprawdę ciężko tu manewrować; ja zostawiłem samochód pod wejściem do szkoły podstawowej, bo ponoć "wszyscy tak robią".



Spotykamy kilka starych fontann, najprawdopodobniej pochodzą jeszcze z okresu rządów tureckich.


I teraz nadchodzi moment, który lubię najbardziej, a więc opowieści z dawnych czasów 😏. Kruszewo jest uznawane w Macedonii za miasto bardzo ważne dla historii narodu macedońskiego. Powodem miało być powstanie z 1903 roku, zwane powstaniem ilindeńskim (Ilinden, Илинденско востание). Antytureccy powstańczy wyzwolili wówczas pewien teren wraz z miastem i utworzyli tzw. Republikę Kruszewską (Крушевска Република). Przetrwała ona tylko dziesięć dni, skończyła się krwawymi represjami, zniszczeniem Kruszewa przez Turków i całkowitym upadkiem powstania, ale, według Macedończyków, było to ziarno, które przyczyniło się do wykiełkowania w przyszłości niepodległej Macedonii. Tylko, że prawda jest trochę inna 😏.
Na zdjęciu pomnik Nikoli Karewa (Никола Карев), przywódcy Republiki Kruszewskiej.


Zacznijmy od podstawowej kwestii, czyli faktu, że na początku ubiegłego stulecia nie istnieli Macedończycy we współczesnym pojęciu narodowościowym. Nie licząc pojedynczych intelektualistów, słowiańscy mieszkańcy tych terenów generalnie uważali się za Bułgarów, podobnie było m.in. ze Słowianami zamieszkującymi tereny greckiej Macedonii. Powstanie w Kruszewie zorganizowała Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna (WRMO, ВМРО), która mimo nazwy była probułgarska, a "macedońska" ma znaczenie wyłącznie geograficzne. Początkowo celem działań WRMO nie miało być powstanie niepodległej Macedonii, ale nadanie tym rejonom autonomii w ramach państwa tureckiego, która z biegiem czasu mogłaby zostać przyłączona do Carstwa Bułgarii (analogicznie jak z w przypadku Rumelii Wschodniej). Dopiero później, zwłaszcza po upadku powstania, organizacja jawnie postawiła na aneksję całej Macedonii przez Bułgarię. Próby rozciągnięcia granic aż do Jeziora Ochrydzkiego były podejmowane przez Sofię już w XIX wieku, europejskie mocarstwa torpedowały je z powodów politycznych, a nie etnicznych. Z kolei w okresie międzywojennym władze serbskie stosowały w Macedonii politykę serbizacji, lecz ona się nie powiodła i w 1941 roku wojska bułgarskie były tu witane jak wyzwoliciele, a nie okupanci.
Wszystko zmieniła klęska Państw Osi oraz zwycięstwo komunistów. Partyzanci spod czerwonych sztandarów deklarowali odrębność Macedończyków od Bułgarów, mimo, że jeszcze kilka lat wcześniej wiedziała o niej jedynie garstka ludzi. Nowa Jugosławia pod rządami Tity utworzyła osobną macedońską republikę i zaczęła intensywnie promować świeżą macedońskość. Bułgarskość była zaciekle zwalczana, uwieziono za nią ponad sto tysięcy ludzi, a tysiące zabito (m.in. w górach Galičica oraz przy sąsiednich jeziorach). Ślady bułgarskości były usuwane z przestrzeni publicznej. Bułgarów opisywano w możliwy najgorszy sposób, wszystko co złe pochodziło z Bułgarii. Komuniści jugosłowiańscy potrzebowali w tej części państwa nowego narodu, aby się odciąć od dawnych czasów i związać z Belgradem, zamiast z Sofią, więc po prostu go wymyślili. Władze bułgarskie nie bardzo wiedziały co zrobić z działaniami za miedzą, więc zazwyczaj nie robiły nic.
Starania komunistów przyniosły skutek - dziś Macedończycy w zdecydowanej większości uważają się za Macedończyków. Słowo "Bułgar" długo uchodziło za ciężką zniewagę. Nowy naród potrzebował też nowej, odpowiednio poprawionej historii. Wydarzenia z Kruszewa określono jako promacedońskie, a nawet antybułgarskie, mimo, że nie było ku temu żadnych przesłanek. Co ciekawe - zaraz po wojnie sami komuniści twierdzili, że powstanie to był bułgarski spisek, lecz potem nagle zmienili zdanie 😛. Przywódców powstańczych mianowano Macedończykami, choć nimi nie byli. Ale może o tym po prostu nie wiedzieli, przecież późniejsi historycy i politycy nie mogli się mylić. Wszelkie związki z Bułgarią traktowano jako obce. To trochę tak jakby napisać, że powstania śląskie zorganizowali sami Ślązacy w celu utworzenia niepodległego państwa śląskiego i nie miało ono nic wspólnego z Polską, a nawet było antypolskie.


Macedonia ma dziś spory problem ze swoją historią i tożsamością. Pomijam przepychanki z Albańczykami i spieraniem się "kto był pierwszy", ale świadomość, że jest się narodem sztucznym albo wymyślonym ledwo kilkadziesiąt lat wcześniej na pewno dumy nie przynosi. Z jednej strony kłopotliwe komunistyczne autorstwo narodu macedońskiego stojące niejako w sprzeczności z nacjonalizmem, z drugiej nie można tego wszystkiego po prostu zamieść pod dywan, bo co by pozostało? Dlatego i niepodległa Macedonia od trzydziestu lat tłucze do głów specyficzną politykę historyczną, która pełna jest takich bzdur, że głowa boli. Znane są hasła o pochodzeniu Macedończyków od starożytnego ludu Aleksandra Wielkiego, choć idiotyzm tego stwierdzenia jest czytelny nawet dla kogoś, kto ledwo liznął historię. A przy okazji do tej pory władze macedońskie uparcie twierdzą, że na terenie ich państwa zawsze żyli Macedończycy, a nie Bułgarzy, nawet jeśli się za Macedończyków nie uważali lub, co bardziej prawdopodobne, nie wiedzieli kto to. Po prostu tak ma być i kropka. A choć tereny macedońskie przez długi czas były integralną częścią Bułgarii a nad Jeziorem Ochrydzkim istniała swego czasu jedna z najsłynniejszych bułgarskich szkół piśmienniczych, to Bułgaria miała zawsze być obca i zła. 
Nie trzeba być geniuszem, aby domyślić się, że takie hasła nie prowadzą do dobrych stosunków z sąsiadami. Konflikt z Grecją (gdzie sami Helleni mieli sporo za uszami) został niedawno uspokojony kosztem macedońskich ambicji i teraz na pierwszy ogień poszedł konflikt z Bułgarią. A nie są to jedynie marginalne sprawy honoru. Bułgarzy twierdzą, że władze w Skopje nie tylko fałszują historię, ale nadal wynarodawiają macedońskich Bułgarów, prześladują probułgarskie organizacje, utrudniają prowadzenie biznesów przez bułgarskich przedsiębiorców. Historycy podważający oficjalną macedońską historiografię są w najlepszym razie spychani na margines. Niedawno macedoński parlament przyjął ustawę zakazują tworzenia klubów sportowych z nazwami nawiązującymi do faszyzmu lub nawołujących do nienawiści narodowościowej, przy czym pod tymi hasłami kryją się nazwy lub patroni bułgarscy. Próby utworzenia takich klubów zablokowano, działaczy zaatakowano. W ramach rewanżu Bułgaria torpeduje rozmowy akcesyjne Macedonii z Unią Europejską...
A tymczasem Macedończycy wybierają narodowość portfelami. Co prawda w kraju jako Bułgarzy deklaruje się jedynie kilka tysięcy, ale już prawie sto tysięcy wybrało bułgarski unijny paszport, podpisując deklaracje, że są "Bułgarami z pochodzenia".

Wracając do lipca 2022 roku - największą atrakcją Kruszewa jest umieszczony na wzgórzu kompleks pomników upamiętniający powstanie z 1903 roku. Jego główną część stanowi przedziwna konstrukcja przypominająca kulę z wypustkami, o abstrakcyjnym "kosmicznym" kształcie.


Pomnik otwarto w 1974, choć planowano wcześniej. Władze chciały postawić coś stonowanego, a wygrała opcja bardzo futurystyczna, zaprojektowana przez architektów z przeszłością w komunistycznej partyzantce. Jego oficjalna nazwa to Ilinden (Илинден), od dnia świętego Eliasza, kiedy wybuchło powstanie, ale popularnie zwie się Makedonium (Македониум), od nazwy firmy go stawiającej. 
Niewątpliwie to jeden z najciekawszych, jeśli nie najciekawszy pomnik na terenie dawnej Jugosławii! Pomysłowości projektantom z tamtych lat nie można odmówić, a każdy może sobie znaczenie tego kształtu interpretować po swojemu.



O tej porze drzwi do środka są jeszcze zamknięte, więc pozostaje przyglądanie się od zewnątrz i patrzenie przez szyby na witraże (są one cztery, ponoć nawiązują do pór roku).



Oprócz "kuli" w skład kompleksu wchodzi amfiteatr z białymi siedzeniami i ścianami pełnymi kolorowych mozaik. Siedzenia są identyczne, jak te w czarnogórskiej Barutanie. Do tego kilka innych mniejszych pomników tworzących "park pamięci".



Formalnie Makedonium poświęcone jest i powstaniu z 1903 roku i walkom komunistycznych partyzantów w czasie II wojny światowej, lecz w praktyce skupia się na tym pierwszym wydarzeniu. 
Dodatkową plusem jest atrakcyjne położenie z widokami na miasto.


Pomysł budowy pomnika nie wszystkim mieszkańcom Kruszewa się podobał - ponoć wielu utyskiwało na "wyrzucanie pieniędzy w błoto" przy jednoczesnym zaniedbaniu infrastruktury miejscowości. Niestandardowy wygląd także nie przekonywał konserwatywnej społeczności. Teraz chyba już nikt na niego nie narzeka, bo dzięki niemu Kruszewo w ogóle zaistniało na mapie, choć wielki parking zapełnia się raczej rzadko...


Mnie do najwyższej położonego miasta Macedonii przyciągnęły pomniki, lecz wielu Macedończyków przybywa tu z zupełnie innego powodu. Z Kruszewem związany był Toše Proeski (Тоше Проески). Znacie go? Mi się coś tam kiedyś obiło po uszy, ale bez szczegółów. Tymczasem Toše stanowił połączenie popularności młodej Maryli Rodowicz z urodą Michała Żebrowskiego (broń Boże odwrotnie!). Był jednym z najbardziej popularnych artystów Bałkanów, a na pewno największym w Macedonii. Określano go "bałkańskim Elvisem Presleyem". Występował na Eurowizji (bez sukcesu), był artystą UNICEFu, słuchano go masowo we wszystkich krajach dawnej Jugosławii. Piękną karierę przerwała śmierć - wypadek samochodowy w Chorwacji. Miał ledwie 26 lat. W Macedonii ogłoszono żałobę narodową, pogrzeb przybrał charakter państwowy, a kult pośmiertny przypomina momentami religię. Nowy młody święty.
Obok parkingu działa nowoczesne muzeum poświęcone artyście, ale to dopiero początek.


Proeskiego pochowano na kruszewskim cmentarzu. Dostępu do niego broni zamknięta brama i mur, na szczęście dość niski, więc go przeskakuję. Obok bramy budka strażnicza - opuszczona, lecz to raczej rzadki widok przy miejscach pochówku. A zaraz za nią taki oto budynek:


To nie posterunek Imperium Zła, ale kaplica, a raczej mauzoleum, wznoszone w różnych etapach. W środku grobowiec godny prezydenta, kwiaty, laurki, zdjęcia, dziesiątki maskotek, wierszy, modlitw... On naprawdę dla wielu był Bogiem. Może się wydawać to dziwne, infantylne, spaczone religijnie, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że młode państwo nie ma zbyt wielu bohaterów w swojej historii, a już na pewno nie takich kojarzących się z czymś innym niż wojna i powstania.


Piosenkarz spoczął w bliskim sąsiedztwie partyzantów z lat 40. ubiegłego wieku. Sam cmentarz ogólnie jest bardzo ładnie położony, jak to w górach.



Czasem chodząc po ulicach można zapomnieć, że pod nami ponad tysiąc metrów do poziomu morza, ale przy kawałku wolnej przestrzeni widać. Góra z krzyżem to jedno, ale na polach za Makedonium panorama sięga ciut dalej, w kierunku północnej części pasma. Dodajmy, że pasma zupełnie mi nieznanego, noszącego nazwę Buševa Płanina (Бушева Планина).



W momencie proklamowania Republiki Kruszewskiej utworzono Radę Rewolucyjną, w skład której weszli przedstawiciele trzech głównych narodowości zamieszkujących miasto: wikipedia określa ich jako Macedo-Rumunów, Greckich Patriarchów i Bułgarskich Egzarchistów, co można przetłumaczyć jako Arumunów, Bułgarów i Greków. O Macedończykach ani słowa. Badania etnografów wskazują, że w tym okresie najwięcej było Bułgarów, następnie Wołochów (Arumunów) oraz mniejsza grupa prawosławnych Albańczyków, która w państwie osmańskim traktowana była jako Grecy z powodu specyficznego systemu prawnego milletów. Dzisiaj struktura etniczna jest zupełnie inna. Nikt się nie przyznaje do bułgarskości, komuniści skutecznie ją wyparli. Osiemdziesiąt procent deklaruje się jako Macedończycy, reszta jako Arumuni. Kim ci ostatni właściwie są? To część wielkiej społeczności Wołochów, mają więc wspólne korzenie zarówno ze współczesnymi Rumunami, jak i częścią ludności zamieszkującej Karpaty w Czechach, Słowacji, Polsce. W przeszłości ich drogi się rozeszły, gdy przodkowie Arumunów skierowali się w stronię Macedonii, a pozostali Wołosi na północ.
Liczebność Arumunów szacuje się na 200-250 tysięcy osób, najwięcej mieszka ich w Grecji i w Rumunii (gdzie traktowani są jako część narodu rumuńskiego). W Macedonii Północnej spis z 2021 roku wykazał niecałe dziesięć tysięcy, główne skupisko w okolicach Kruszewa (po arumuńsku Crushuva). Z tego też powodu w gminie Kruszewo język arumuński jest urzędowym i to jedyny taki przypadek w Europie, choć w przestrzeni publicznej go nie widziałem. Arumuńskiego nauczają w szkołach na poziomie podstawowym, istnieją arumuńskie media, ale nie zmienia to faktu, iż ta mała społeczność stopniowo asymiluje się. Najlepszy przykład to sam Toše Proeski. Pochodził z rodziny arumuńskiej, jako dziecko jeszcze śpiewał w tym języku, lecz dorosła kariera wymogła jego porzucenie.


Upadek powstania kosztował Kruszewo bardzo wiele. Znaczna część zabudowy spłonęła od ostrzału artyleryjskiego, resztę splądrowali Turcy i ich sojusznicy. Z tego powodu większość budynków w mieście ma maksymalnie sto lat, cerkwie również musiały zostać odbudowane. 


Patrząc na niektóre kominy zastanawiam się nie czy, ale kiedy runą 😏.


Idąc do samochodu zauważam, że wjazd na plac szkolny został zatarasowany przez dostawczak robotników, od wczesnego rana hałasujących niedaleko naszego noclegu przy pomocy betoniarki. Zapewniają, że jak będę wyjeżdżał, to oni się usuną.


Po spakowaniu idę ich szukać. Przy remontowanym domu wyłazi do mnie właściciel przybytku. Starszy człowiek, kompletnie nie umiemy się dogadać, mimo, że wszystko pięknie mu tłumaczę i pokazuję. Uśmiecha się tylko zakłopotany i kiwa głową. Wreszcie pojawia się jeden z robotników.
- Uno momento! - woła. - Deutsch? Ruski?
Nie, ruski na pewno nie.
Panowie przestawiają auto, a także niemal wyciągają bramę, bo wjechało się na plac łatwo, ale cofanie przy tak małej ilości miejsca to już wyższa szkoła jazdy. Przeciskam się na centymetry i po kilkunastu poprawkach udaje mi się wydostać.

Przemieszczam się kawałek za miasto pod wzgórze Mečkin Kamen (Мечкин Камен), liczące 1453 metry. W 1903 roku bronił się tu jeden z powstańczych oddziałów, zginęli wszyscy. Według legendy po skończeniu amunicji powstańcy rzucali w Turków kamieniami. Pierwszy pomnik postawili tu w czasie I wojny światowej Bułgarzy (Macedonia na krótko znalazła się pod ich kontrolą), ale zburzyli go Serbowie. Macedończycy wznieśli swoją konstrukcje w osiemdziesiątą rocznicę wydarzeń - to lekko przerażająca postać olbrzyma ciskającego ogromną kulę. Od razu miałem skojarzenia z Hobbitem lub ze skandynawskimi sagami...


Przestrzeń wokół pomnika służy jako teren różnego rodzaju imprez, i tych patriotycznych i tych nie bardzo. Nawet teraz na skraju lasu rozsiadła się obok auta rodzinka, wyciąga koce, stoliki, jedzenie... Od razu zjawił się też nie wiadomo skąd pies, który postanowił się z nami przespacerować.


Samochód zostawiłem kilometr wcześniej obok stanowiska startowego paralotniarzy. Stamtąd świetnie widać, że Kruszewo leży na samym skraju pasma górskiego; zaraz potem następuje gwałtowny spadek wysokości, poniżej znajduje się pas płaskiej ziemi i dopiero za jakiś czas wyskakują kolejne góry, ciągnące się w kierunku północnym.




Na sam koniec wizyty w najbliższym chmurom mieście Macedonii zdjęcie zrobione już po zjeździe na płaskowyż. To ponad sześćset metrów niżej niż centrum Kruszewa, widocznego po lewej. Natomiast po prawej stronie wystaje zza drzew biała kopuła Makedonium.

2 komentarze:

  1. Gocha Wiecznie Bazowa13 grudnia, 2022 08:48

    Pomnik prorok! Piszesz, że wybudowany w 1974 r. a to przecież covidek w pełnej krasie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko potwierdza teorię, że Chińczycy wymyślili go dawno temu!

      Usuń