poniedziałek, 26 marca 2018

Śląskie niedaleko: Skorogoszcz, Grodków i Kopice.

Dolnośląską część zaglądania w zakamarki województwa opolskiego zaczynamy w Skorogoszczy (Schurgast). Zawsze intrygowała mnie ta nazwa, bo można połamać sobie na niej język...

Wizyta będzie krótka, zatrzymujemy się na rynku. Opustoszały, pełen opadłych liści, jakby wspominał dawną przeszłość (do 1945 miejscowość posiadała prawa miejskie).


Dostrzegam bryłę niewielkiego pomnika. Z tyłu podziurawiony jest kulami, z przodu dwujęzyczna tablica. "Pomnik pamięci", a oryginalnie ustawiony po wojnie prusko-francuskiej 1870-71.


Na tyłach rynku neogotycki kościół Jakuba Apostoła. Odgrodzony płotem i zamkniętą bramą, może farosz boi się zamachowców?


Opuszczając wioskę przejeżdżamy mostem na Nysą Kłodzką. Gdyby pierwotne plany z czasów wojny się zrealizowały, to możliwe, że właśnie tu biegłaby granica polsko-niemiecka.


Dłuższy postój zaplanowaliśmy w Grodkowie (Grottkau). Chciałem głównie zobaczyć miejscowe Stonehenge, ale te już ordynarnie "zdekomunizowano".


Tuż obok kręgu stoi wiatrak typu holenderskiego z XIX wieku. Do niedawna służył jako restauracja, teraz zamknięty na głucho. W tle widać charakterystyczną wieżę gotyckiego kościoła Michała Archanioła.


Grodkowski rynek zdominowany jest przez duży ratusz. Wybudowano go w 1840 roku z wykorzystaniem fragmentów starszego obiektu strawionego przez pożar.


Po zachowanym gotyckim wejściu można wyobrazić sobie różnicę wzrostu pomiędzy ludźmi z późnego średniowiecza, a tymi z czasów rewolucji przemysłowej 😛.


Na rogu pierzei północnej zachowała się jedna z nielicznych kamienic, które przetrwały przejście frontu. Budynek sięgający korzeniami 16. stulecia jest mocno zaniedbany, lecz zwraca uwagę kartuszem herbowym nad drzwiami. Widać na nim stary herb miasta, biskupiego Księstwa Nyskiego (oba są do siebie podobne) oraz biskupa Jerina, władcy tego państwa.


Niedaleko wznosi się neogotycka bryła kościoła ewangelickiego. Świątynia, użytkowana po wojnie krótko także przez katolików, została opuszczona, gdy zabrakło wiernych.


Nasuwają się skojarzenia z Byczyną, jednak tam kościół był tylko nieco zaniedbany, a tutaj to już ruina: na ścianach ślady po kulach, zamurowane wejście z luterańską różą, a w środku rosną chaszcze.



W dodatku kościół znajdował się przy ulicy przed dekomunizacją!


Otoczenie to małe domki i zaniedbane podwórka.



Idziemy wzdłuż linii dawnych obwarowań, które w kilku miejscach jeszcze widać. Za nimi budynki pozostałe po browarze Maxa Schefflera.


Można je obejrzeć takie z drugiej strony, gdzie dziś kwitnie handel gumami.


Cmentarz komunalny wita klasyczną bramą z cegły...


Szukamy niemieckich nagrobków, ale prawie wszystkie usunięto. Jeden z nielicznych ułożono w taki sposób, aby nie szło z niego nic odczytać.


Inny kompletnie zarósł.


Patrząc na niektóre ze współczesnych zastawiam się "co autor miał na myśli?".


Wracamy do żywych: w Grodkowie dotrwały do dzisiaj trzy bramy miejskie, m.in. Ziębicka (Münsterberger Tor). Wybudowano ją prawdopodobnie w XIV wieku.


Mijamy wspomniany kościół Michała Archanioła ze strzelistą wieżą. Niestety, jest zamknięty, więc nie wejdziemy do środka.



Kręcę się jeszcze po kilku uliczkach utrwalając grodkowskie zakamarki...



Na koniec dnia zajeżdżamy do Kopic (Koppitz, Schwarzengrund). Tutejszy kompleks pałacowy jest wręcz standardową historią śląskich zabytków po II wojnie światowej. Ludzie z okolic wiedzą o co chodzi, dla pozostałych krótkie streszczenie: dawną rycerską rezydencję w XIX wieku kupił Hans Urlich von Schaffgotsch wraz z żoną Joanną, zwaną "śląskim Kopciuszkiem". Przebudowali ją i powstał reprezentacyjny zespół dworski. Jego potomkowie uciekli w styczniu 1945 roku tuż przed wejściem Armii Czerwonej, zostawiając pałac z prawie pełnym wyposażeniem. Zastanawiam się, czy nikomu nie przyszło na myśl, aby wcześniej ewakuować większą część swego dobytku? Wiem, że władze hitlerowskie zakazywały masowego exodusu ludności, ale arystokracji to chyba nie dotyczyło?

Same działania wojenne nie przyniosły większych strat, nie licząc kradzieży dokonanych przez żołnierzy radzieckich. Przez kilka lat odbywały się na nim różnorakie imprezy, ale potem zaczął się szaber autorstwa także nowych mieszkańców wsi. Dla zatarcia śladów w październiku 1956 roku pałac podpalili nieznani sprawcy. Kolejne dekady to kolejne zniszczenia i ogołacanie z resztek tego, co przetrwało niszczycielski żywioł. Słyszałem sporo opowieści o tym, że jakby zrobić przegląd domów w promieniu kilkunastu kilometrów, to mogłoby się znaleźć całkiem sporo przedmiotów należących kiedyś do Schaffgotschów. Jeszcze z dekadę lub dwie temu część Kopiczan bardzo niechętnie patrzyła na turystów kręcących się po "ich" ruinach i węszących po miejscowości...


Po upadku komunizmu rozpoczęła się era różnych prywatnych "wizjonerów", którzy mieli podnieść pałac z ruiny. Pierwszemu nowemu właścicielowi sprzedano posiadłość za sumę około 5 tysięcy dzisiejszych złotych i jeszcze rozłożono mu tę opłatę na raty. Krakowski "biznesmen" wziął dzięki Kopicom kredyt i zniknął. Znikały kolejne elementy, które można było jakoś sprzedać, a miejscowi urządzili sobie w murach wysypisko śmieci.

Potem wielką przyszłość obiecywała spółka z Chorzowa. Skończyło się na ogrodzeniu terenu i zatrudnieniu ochrony. Rok temu na horyzoncie pojawiła się firma z Luksemburga. Odbudowany pałac miał pełnić funkcje hotelowe i muzealne. Po kilku miesiącach od rozpoczęcia skromnych prac porządkowych wszystko jeb...o z hukiem: nie ma pieniędzy, są długi.


Przyszłość wspaniałej rezydencji wygląda tak samo optymistycznie, jak wysiłki tego mężczyzny w utrzymywaniu okna. To i tak cud, że nie rozpadły się same ściany.



Miejsce to działa na mnie wyjątkowo przygnębiająco, więc idziemy dalej parkową aleją. W pobliżu wznoszą się budynki dawnego folwarku i miały więcej szczęścia. Niektóre z nich jakiś czas temu nawet pomalowano, ale na tyle niechlujnie, że farba w kilku miejscach poodpadała.




Park pałacowy ma prawie sto hektarów, ale z racji zbliżającego się zmroku nie mamy czasu na długie włóczenie się. Prowadzę chłopaków do jednego z ciekawszych obiektów między drzewami, a mianowicie resztek pruskiej Kolumny Zwycięstwa, wzniesionej z okazji wygranej wojny z Francją.


Patrząc na jej wygląd można się zastanowić jakim cudem ona jeszcze stoi?



A kiedyś wyglądała tak:


Po bokach znajdują się fragmenty tablic, na których umieszczono m.in. nazwy i daty bitew. Dziś są słabo czytelne, ktoś niedawno wysmarował je węglem, aby coś odcyfrować.


Wracamy do wioski pod kościół, gdzie znajduje się ceglane mauzoleum Schaffgotschów. Do 1945 spoczywali w niej Joanna i Hans Urlich.


Nie wiadomo, kto pierwszy dorwał się do środka w celu rabunku: czy czerwonoarmiści czy dopiero nowa polska ludność Kopic? W każdym razie zmumifikowane ciała wywleczono z kamiennych sarkofagów i sprofanowano. Podobno szczątki walały się i poza budynkiem, dla zabawy topiono je w stawie, a nawet... ustawiono obok wejścia do knajpy! To musiała być radocha!

Splądrowano także drugi grobowiec rodzinny położony w parku, w którym chowano innych członków rodu. Dopiero w latach 70. XX wieku farosz złożył resztki Schaffgotschów z obu mauzoleów w skromnym grobie, który opłacił potomek ostatnich właścicieli Kopic. Grób istniał do ubiegłego roku, po czym zlikwidował go obecny ksiądz pod pretekstem... jego złego stanu technicznego. Widziałem go kilka lat temu, to był normalny, zwykły nagrobek, więc jakim cudem miał być zagrożeniem dla ludzi (a taki argument też się pojawił!)??

Dla lepszego zobrazowania moje zdjęcie z przedostatniej wizyty:


Ciał nie usunięto, zatem teraz chodzi się po nieboszczykach. Kolejnym smaczkiem w tej historii jest fakt, że o likwidacji nic nie wiedzieli Schaffgotschowie mieszkający dzisiaj w Niemczech.

Według planów mauzoleum ma zostać odnowione (jeśli zbiorą pieniądze) i wtedy arystokraci wrócą na swoje stare miejsce spoczynku. Ale chyba kolejność powinna być odwrotna, bo jak na razie wygląda to na kolejną profanację!



Jedyna pozytywna zmiana, jaką zauważyłem, to przeniesienie tablic poległych w Wielkiej Wojnie z wnętrza grobowca na ścianę zewnętrzną.


Samochód zostawiliśmy niedaleko świetlico-knajpy, w której trwa impreza. Czy to właśnie tutaj wystawiono mumie Schaffgotschów ku uciesze gawiedzi?


2 komentarze:

  1. Masakra, o Kopicach słyszałam bardzo wiele, ale o profanacji szczątków, pochowaniu ich, likwidacji nagrobka.. nic. Strasznie to przykre, że tak się u nas dzieje. Człowiek człowiekowi wilkiem, byle na siebie patrzeć..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi prawie jak "Opowieści z krypty". Niestety, ale takich przypadków było bardzo dużo, rzadko gdzie zmarli mogli cieszyć się spokojem...

      Usuń