wtorek, 27 lutego 2018

Zdążyć przed "dekomunizacją": nieprawomyślne pomniki na południe od Opola i nie tylko.

Wojna rządu z niewłaściwymi pomnikami weszła w końcową fazę: ich usuwanie ma się zakończyć do końca marca. Oczywiście i od tego będą wyjątki, ale generalnie taki jest nakaz wojewodów podpierających się ustawą.

Zostało zatem naprawdę niewiele czasu oby obejrzeć te złe obiekty na żywo, więc podobnie jak jesienią ruszyłem w teren. Tym razem w mroźną niedzielę na południe województwa opolskiego. Gdzie szukać takich miejsc podpowiedziała mi pewna prawacka strona, której intencje były dokładnie odwrotne: miała piętnować czerwone plamy, ale mi posłużyła jako znakomity przewodnik 😉.

Najpierw zatrzymałem się w Głogówku (Oberglogau). Wiedziałem, że pomnik znajduje się gdzieś w parku zamkowym, lecz nigdzie nie podano dokładnej lokalizacji. Przemierzałem kolejne ścieżki wypatrując swojego celu i potrząsając grabiejącymi rękami. Na parkowych mapach nic takiego nie zostało zaznaczone.

Stwierdziłem, że nie dam za wygraną i wreszcie go zobaczyłem! Okazało się, iż stoi w pobliżu zamku Oppersdorffów, a raczej tego, co z niego zostało.


Pomnik jest skromny: ot, kamienna kolumna zwieńczona rozkraczoną czerwoną gwiazdą. Gwiazda znajduje się również na powierzchni ziemi, coś w rodzaju postumentu. Całość ogrodzona niską metalową balustradą. Od strony wejścia wmurowano tablicę z napisem: CHWAŁA BOHATEROM POLEGŁYM O WYZWOLENIE MIASTA GŁOGÓWKA. WDZIĘCZNE SPOŁECZEŃSTWO MIASTA.


Oczywiście tekst to typowa propaganda, bo trudno aby Sowieci wyzwalali Niemców z niemieckiego miasta. Obok umieszczono niewielką współczesną tabliczkę wyjaśniającą historię monumentu.


Po przejściu frontu właśnie w tym miejscu pochowano czerwonoarmistów, ale w latach 50. ekshumowano ich i przeniesiono na cmentarz w Kędzierzynie. Pomnik stanął w dawnej nekropolii, niejako przypominając, że kiedyś tu istniała. Miejscowi nazywają go neutralnie Pomnikiem z Czerwoną Gwiazdą. Zgrabnie 😏.


IPN oczywiście nie ma wątpliwości i nakazał rozbiórkę. Chyba nikt się nie spodziewał innej decyzji, ale... No właśnie, jest poważne "ale". Park zamkowy jest wpisany na listę zabytków. "I co z tego?" - ktoś spyta. Ano to, że w artykule 5 ustawy o "dekomunizacji" jak byk pisze iż przepisów nie stosuje się do pomników wpisanych – samodzielnie albo jako część większej całości – do rejestru zabytków! Zatem zgodnie z prawem "dekomunizacja" w ogóle nie powinna go objąć!

Władze miasta miały wątpliwości i zasięgnęły opinii konserwatora zabytków. IPN się nie bawił w takie ceregiele, bo oni wiedzą swoje. Można więc zadać pytanie: czy pracownicy IPN-u nie znają przepisów, w których uchwaleniu brali aktywny udział czy celowo działają niezgodnie z nimi aby pokazać, że prawo i sprawiedliwość stoi poza prawem, które same wymyśliło??


Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie - hasło z nieśmiertelnej komedii jest aktualne jak nigdy dotąd, więc nie mam wątpliwości co do losu Czerwonej Gwiazdy. Burmistrz Głogówka zadeklarował, że przynajmniej część pomnika trafi do muzeum. Mają też już odpowiedniego następcę w to miejsce i na szczęście nie jest to żadna postać ze współczesnej polityki...

Kilkanaście kilometrów dalej w kierunku granicy czeskiej i jestem w Głubczycach (Leobschütz). Jeszcze do niedawna miasto posiadało dwa nieprawomyślne pomniki. Ten mniej znany, stojący w pobliżu szpitala, był w fatalnym stanie i nawet nie wiem, czy jeszcze istnieje. Większa konstrukcja znajduje się w Parku Miejskim: lokalizacja malownicza, pomiędzy resztkami murów miejskich z basztami i rzeczką o wiele mówiącej nazwie Psina 😛.


W 1882 roku Niemcy wybudowali tu Kolumnę Zwycięstwa, która upamiętniała zwycięstwo w wojnie z Francją oraz wcześniejsze z Danią i Austrią. Była ona znacznie bardziej zdobiona i zwieńczona Żelaznym Krzyżem.


Po II wojnie światowej kolumna zniknęła, ale cokół ocalał. Wykorzystano go do konstrukcji nowego Pomnika Wdzięczności. Nie do końca wiadomo jak wyglądał on na samym początku, ponieważ prawdopodobnie górna część z żołnierzem została we wczesnym PRL-u przeniesiona z drugiego obiektu obok szpitala.


Przyglądając się tej konstrukcji stwierdziłem, że ciężko ją uznać za element "propagowania systemu totalitarnego". Brak na niej jakiejkolwiek tablicy czy symboli, stoi jedynie żołnierz. Niby ma pepeszę i mundur zbliżony do radzieckiego, ale już hełm bardziej przypomina mi... brytyjskie 😛.


Kiedyś oczywiście widniała tu odpowiednia inskrypcja: CZEŚĆ I CHWAŁA ŻOŁNIERZOM BOHATERSKIEJ ARMII CZERWONEJ POLEGŁYM ZA WYZWOLENIE ZIEMI GŁUBCZYCKIEJ. SPOŁECZEŃSTWO POWIATU GŁUBCZYCKIEGO. Tą jednak zdjęto jakiś czas temu, a czerwonej gwiazdy lub sierpa i młota chyba nigdy nie było.

W ubiegłym roku miasto dostało dofinansowanie na rewitalizację parku i przy okazji wyremontowało sypiący się obelisk, co wywołało wściekłość określonych środowisk (zwłaszcza, że nie umiały się dogadać z władzami na temat swojej tablicy smoleńskiej 😛). Rządzący Głubczycami powoływali się na obecny wygląd pomnika: niczego on nie propaguje, nikogo nie czci, brak jakichkolwiek treści. Są nawet gotowi na usunięcie figury żołnierza i przemianowania resztek na Pamięci Ofiar Wojny. Ale raczej nic z tego. "Ustawa nie przewiduje takich działań, trzeba zniszczyć!".



Trzecią odwiedzoną miejscowością są Dzbańce (niem. Krug). Niewielka wioska licząca około 50 mieszkańców. Na skraju osady przy głównej drodze ustawiono pomnik poświęcony dwóm czołgistom, którzy 24 marca 1945 roku na śląskiej ziemi spotkali śmierć. Gdzieś przeczytałem, iż byli to dwaj młodzi chłopacy z Kazachstanu, ale nazwiska niekoniecznie to potwierdzają: Gienadij Wołkow oraz Nazip (Näcip) Hazipow. Pierwszy wygląda na Rosjanina, z kolei imię Näcip jest tatarskie.

Ze internetu dowiedziałem się, iż sierżanta Wołkowa i bohatera Związku Radzieckiego Hazipowa upamiętniono w 1976 roku. Tekst miał być w języku polskim (podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich brak inskrypcji po rosyjsku), nad nim umieszczono dwa szklane zdjęcia (jedno ostatnio częściowo uszkodzono) i czerwoną gwiazdę.

A na miejscu zdębiałem, bo najpierw nie poznałem, że to właśnie to!


Jacyś genetyczni patrioci zachlapali go farbami, obowiązkowo dorysowując kotwicę. Ten znak ostatnio wyjątkowo często jest stosowany jako symbol rozpoznawczy różnego rodzaju hołoty. U dołu jakiś krzyż z motywami narodowymi. Zgroza!


Jakimś cudem oszczędzili fotografie czołgistów. Z lewej sierżant Wołkow. Potłuczony Chazipow. Spod farby widać gwiazdę i napis, który na szczęście nie został zniszczony, tylko zamalowany.



Nie wiadomo jaki los czeka pamiątkę po czołgistach. Na razie nie znalazłem jej na liście do usunięcia, ale wiadomo, że IPN czuwa i nie śpi. Rok temu interesowało się nią Stowarzyszenie "Kursk" (te samo, które remontowało pomnik w Mikolinie), ale chyba nic więcej w związku z tym nie zrobiono. Generalnie pomnik był w niezłym stanie, dopóki nie wkroczyli tu farbiarze. Dla porównania zdjęcie znalezione w sieci na forum Eksploratorów.


A dziś... szkoda pisać!


Na sam koniec zaglądam na Anaberg, którą Polacy nazywają Górą Świętej Anny, a Niemcy Sankt Annaberg. Na skraju urwiska stoi słynny Pomnik Czynu Powstańczego autorstwa Xaverego Dunikowskiego.


Okej, ale co on ma wspólnego z "dekomunizacją"?! Ano ma i to bardzo wiele 😛! Czujne oko wojewody (który współcześnie jest jego właścicielem) nie zapomniało, iż powstał on we wrogim systemie i jest skażony komunistycznymi naleciałościami. Proszę się dokładnie przyjrzeć, na pewno je znajdziecie.



Na ścianach ludzie pracy, robotnicy, rolnicy. Fakt, mogą źle się kojarzyć tym, którzy sami nie pracują, a żyją na koszt podatnika, znaczy się wyborcy. W środku postacie górników hołubionych przez włodarzy PRL-u, ale dziś grubjorze także stoją w jednym szeregu z władzą, więc włos im z głowy spaść nie może...

Aby dojrzeć komunistyczne elementy należy spojrzeć od drugiej strony, znad hitlerowskiego amfiteatru, który rozciąga się poniżej zatopiony w śniegu i ciszy.



No dobra, to co tu mamy?


Pylony pomnika mają symbolizować najważniejsze wydarzenia w historii walki o polskość Górnego Śląska. Oprócz fikcji typu "bitwa pod Niemczą" czy "strajki szkolne" umieszczono scenę pokazującą wkraczającą Armię Czerwoną i Wojsko Polskie. O ile Polacy generalnie Śląska nie szturmowali, o tyle postać czerwonoarmisty jest tu jak najbardziej historycznie na miejscu.


No, ale obecnie moment wejścia Armii Czerwonej na Śląsk stał się elementem "propagandy systemu totalitarnego", więc i ta scena nadaje się do usunięcia. Ciekawe czy postacie żołnierzy też? A orzełek bez korony?


Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że sam Pomnik nie jest zabytkiem, ale otoczenie jak najbardziej tak i w ten sposób (podobnie jak w Głogówku) teoretycznie nie podlega pod przepisy nieszczęsnej ustawy. Znowu jednak strona rządowa jest kompletnie niekonsekwentna...  Uspokajano, że pomnik na pewno nie będzie zburzony, czeka go tylko "drobna przeróbka". Tymczasem w wielu innych przypadkach, gdy miejscowe władze chciały usunąć z obiektów część elementów, IPN stanowczo stwierdzał, że "ustawa tego nie przewiduje". Dlaczego więc tutaj można dokonać oczyszczenia, a w innych przypadkach nie?? Ostatnio rzecznik wojewody orzekł, że Pomnik chroniony jest jako zabytek (a jednak!), więc... nie zostanie zburzony, ale tylko przerobiony! Tylko jak to się ma do odpowiednich przepisów??

Faktem jest, że całe założenie wraz z amfiteatrem czeka w tym roku remont za grubą kasę, więc przy okazji będą mogli "poprawić" ściany Pomnika. Jak to zrobią? Wymienią płytki czy może tylko wyciągną czarne paski i zagipsują? Zapewne będzie widać efekt takich prac, więc i współczesnej cenzury...

Na sam koniec opuszczamy Śląsk i przenosimy się w odległy Beskid Niski, a konkretnie do Ujścia Gorlickiego (Uście Ruskie, Устя Руське). W centrum wsi stoi sześciostopniowy obelisk z wyrytym napisem: POLEGŁYM W WALCE Z OKUPANTEM PARTYZANTOM GL – AL OCHOTNIKOM ARMII RADZIECKIEJ I WOJSKA POLSKIEGO Z ŁEMKOWSZCZYZNY 1939 – 1945.


Był to prawdopodobnie jedyny taki pomnik łemkowski postawiony w okresie PRL-u. Na jego budowę zebrali składki sami Łemkowie w 1963 roku. Inskrypcja oczywiście mija się z prawdą, bo Rusinów do Armii Czerwonej czy Gwardii Ludowej brano z przymusu, a nie jako ochotników, ale co tam... W Wojsku Polskim także nie służyli w czasie wojny, ponieważ generalnie nie chciano ich przyjmować, nawet gdy się dobrowolnie zgłaszali.


Pomnik udało się Łemkom obronić, choć początkowo oczywiście miał zostać zniszczony. Zmieniona zostanie jedynie treść napisu. A więc jednak można? Można, tylko wszystko zależy od lokalnych IPN-owskich aparatczyków. A gdzie prawo i sprawiedliwość?

-----
Jesienna wyprawa po wrażych pomnikach z okresu PRL-u znajduje się pod tym linkiem.

22 komentarze:

  1. IPN chyba pomylił swoja misję :( O tym pomniku w Głogówku nie wiedziałem i chyba nie zdążę go zobaczyć :(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IPN nic nie pomylił, to jest instytucja polityczna :P Ich celem nie jest wcale dokumentowanie historii, ale propaganda dziejów zgodna z linią partii rządzącej, którą można potem wykorzystać w polityce wewnętrznej i zewnętrznej.

      Jak dla mnie instytucja do likwidacji; w ogóle uważam, że normalne (czytaj: demokratyczne i cywilizowane) państwo nie potrzebuje dyżurnych historyków na zawołanie.

      Usuń
  2. Nie wdając się w dyskusje co jest słuszne, a co nie. Wygląda na to że niszczymy kawałek historii na zamówienie. Takie działania zamazywania znane są z pewnych systemów totalitarnych. Zamiast budować świadomość obywateli na materialnych pamiątkach "niezbyt chlubnych czasów" (wg dzisiejszej oceny) to niszczy się je bezmyślnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkowitej dekomunizacji przestrzeni publicznej trzeba było dokonać ponad ćwierć wieku temu. No cóż, nastroje społeczne szybko się zmieniły i wybory wygrała lewa strona sceny politycznej praktycznie chwilę po upadku komunizmu. Większość tych pomników słusznie minionej epoki epatuje straszną brzydotą, więc nie jest mi ich specjalnie żal. Nie rozumiem też co takiego fantastycznego jest w tym, że symbole reżimu gorszego od niemieckiego nazizmu widnieją na cmentarzach wojskowych. Nie sądzę, żeby wszyscy ludzie walczący w Armii Czerwonej byli ideowymi komunistami i pewnie spora część nie chciałaby takiego symbolu reżimu na nagrobku, ogrodzeniach i innych elementach cmentarza, gdzie zostali pochowani. Odnoszę wrażenie, że taka czerwona gwiazda jest symbolem tego, że Ci ludzie byli własnością totalitarnego państwa - w zasadzie to obraza dla pochowanych. Oczywiście są pomniki socrealistyczne, które warto zachować w oryginalnej formie, ale nie jest ich tak bardzo dużo. Akurat za sprawę zabrał się po dłuuugiej przerwie PiS, bo żadna inna opcja polityczna nie miała wcześniej tyle ikry albo wręcz była wielbicielami PRL. Bardziej denerwuje mnie promowanie nowych bohaterów "poległych pod Smoleńskiem" oraz ekspansja szpecącej pomnikomanii, która trapi Mój Udręczony Kraj od końca lat 90 XX wieku. Cóż, ludzie tak długo żyli w brzydocie, że nowej nie zauważają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Abstrahując od polityki, to nie zauważanie brzydoty, to efekt ograniczenia lekcji plastyki w szkołach.

      Usuń
    2. Myślę, że nawet plastyka niewiele by tu dała, bo te wszystkie nowe "patriotyczne" pomniki motywowane są politycznie, a nie chęcią upiększenia przestrzeni publicznej.

      Usuń
  4. Generalnie historię i rzeczy z nią związane można oceniać, dyskutować o nich itd. Co jednak gdy materialnych śladów historii (tej złej i tej dobrej) zaczyna brakować w realnym świecie i wszystkiego dowiadujemy się z książek. Brnąc dalej to w ten deseń, za kilkadziesiąt lat znajdzie się jakiś mądrala, który powie że, sowietów u nas nie było, bo nie ma po nich śladu a książki kłamią.

    "Nie rozumiem też co takiego fantastycznego jest w tym, że symbole reżimu gorszego od niemieckiego nazizmu widnieją na cmentarzach wojskowych"
    - Przypominają czym kończy się system totalitarny dla przeciętnego obywatela w czasie wojny, każdy jest mięsem armatnim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czerwoną gwiazdę nawet Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa uznała nie za symbol komunistyczny, ale za symbolikę radzieckiej armii. Skoro nie sierp i młot ani ta gwiazda to jak oznaczać groby żołnierzy radzieckich? Może iksami? To tak jakby napisać, że orzeł biały na grobie świadczy o byciu własnością państwa polskiego.

    Owszem, na cmentarzach wojennych jest sporo nowych krzyży i obrazków religijnych, ale jakoś nie wpada na pomysł z ich krewnych, aby usuwać te sierpy i młoty i czerwone gwiazdy.

    Na razie cmentarze radzieckie są bezpieczne przed "dekomunizacją", a jeśli rząd się będzie próbował do nich dobrać, to jestem pewien, że Rosjanie odegrają się choćby usuwaniem polskiej symboliki np. z cmentarzy katyńskich. Nie da się ukryć, że dla wielu Rosjan, Ukraińców czy choćby Litwinów biały orzeł z koroną kojarzy się na tyle źle, że skorzystają z okazji aby się go pozbyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najlepiej bójmy się robić cokolwiek w swoim kraju, bo poradzieckie republiki usuną orzełki. A nie robiono tego wczesniej na cmentarzu Orlat Lwowskich? A niby nie robią tego teraz? Niedawno w Wilnie zrobiono to bez żadnych skrupułów przy remoncie jednego z budynków. Pomijam już kwestię traktowania mieszkających tam Polaków. Czerwona gwiazda, sierp z młotem to emblematy najbardziej zbrodniczych formacji na świecie.Skoro nie umieszczamy hakenkreuz na niemieckich grobach w Polsce, to czemu nie mamy być konsekwentnymi wobec bolszewickich symboli?

      Usuń
    2. Jeśli o mnie chodzi to na niemieckich cmentarzach mogą być nawet hakenkrojze, to jest element historii - niezależnie jak trudnej, to nie do przemilczenia. A cmentarz wojskowy to cmentarz. Domagając się szacunku dla swoich nekropolii za granicą to traktuj z szacunkiem te, które masz u siebie.

      Usuń
  6. Już to pisałem przy Twoim jesiennym wpisie na ten temat, ale powtórzę: te pomniki to nasza historia. Jeśli grupce oszołomów pozwala się na interpretowanie jej na swoją modłę, to mamy jasny przykład na to że nic się nie zmieniło, a monopol na prawdę pozostaje zawsze w rękach siedzącego wyżej.
    Przykład zaś Dzbaniec udowadnia, że dopuszczane są nawet jakieś zmutowane dzieła i twory, pod warunkiem, że tworzone w duchu "narodowym" oraz pod kuratelą najbardziej nieomylnych "historyków". Niestety to dopiero początek i obawiam się, że za jakiś czas cmentarze też zaczną im przeszkadzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że Dzbaniec to efekt jakiejś samowolki miejscowych (lub okolicznych) narodowców, takich co to jeżdżą i zamalowują dwujęzyczne nazwy miejscowości. Nawet jak na partię rządzącą takie posmarowanie jest zbyt idiotyczne i kiczowate :D
      Możliwe, że doczekamy czasów, że znów będzie potrzebny drugi obieg pozycji historycznych aby przełamywać ten "monopol" ;)

      Usuń
  7. Z rzeczy pozytywnych, kto by pomyślał, że z portalu prawicowego będzie jakiś pożytek? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie płata niespodzianki :D Portal co prawda jest mocno nieaktualny, ale mi kilka razy pomógł :D

      Usuń
  8. Mnie ta cała dekomunizacja trochę wkurza. W mojej opinii jest to brak szacunku dla naszej własnej historii, jakakolwiek by ona nie była. To co 45 lat naszej najnowszej historii po porostu wmazana gumką... Podoba mi się podejście Jugosłowian ze wszystkich byłych republik - tam bohaterów wojny z faszyzmem, czyli komunistycznych partyzantów nie usuwa się z przestrzeni publicznej. Od Słowenii po Macedonię pomniki, nazwy ulic, wieczny ogień w Sarajewie. Wszystko stoi. Powinniśmy się od naszych braci, południowych słowian, uczyć się szacunku do historii, jakakolwiek by ona nie była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę jednak usuwali, np. pomniki i nazwy z Tito z przestrzeni publicznej. Partyzanckie faktycznie stoją, choć często bardzo zaniedbane: no, ale to byli miejscowy, a w Polsce ciągle się mówi o eksporcie z Moskwy...

      Ci co usuwają zapominają, że ich też się usunie...

      Usuń
  9. Na szczęście w Macedonii, Serbii oraz Bośni Aleje Tita itp wszędzie się dobrze mają:) Heh a u nas wygląda na to, że historia lat 1945-90 zostanie wymazana na zawsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czarnogórskim Ulcinj główną ulicę z Tity przemianowano na Skanderberga. Podejrzewam, że decyzję podjęła rada miasta, czyli głównie Albańczycy - oni Titę i Jugosławię niekoniecznie mogą kojarzyć z sympatią ;) Natomiast co do reszty - to w sumie nie zwracałem uwagi na ulice, czy są nadal "marszala" ;)

      Usuń
  10. Tak, tak, Marsala Tita jest praktycznie wszędzie:) I bardzo dobrze, bo Marszałka uwielbiam tak jak moi znajomi Serbowie, Bośniacy i Macedończycy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż takim fanem Tity nie jestem :) Jugosławia od samego początku była tworem sztucznym, w którym trzymano poszczególne narody siłą. Przed wojną Serbowie, potem właśnie Tito. To się sprawdzało w ustroju dyktatury, natomiast potem szybciutko okazało się, że kilkadziesiąt lat współistnienia nie wypleniło demonów nacjonalizmu...

      Myślę, że nostalgia za Titą wynika głównie z kwestii ekonomicznych i prestiżowych: dawne lata kojarzą się z dostatkiem i regionalną potęgą. Od Triglava, przez Adriatyk po Ochrydę wszystko było w jednym państwie. A i tak taka Bośnia i Macedonia była biedna w stosunku do innych części kraju. W bogatej Słowenii i zamożnej Chorwacji raczej mało kto za marszałkiem tęskni, bo oni zawsze musieli dokładać do reszty...

      Usuń
  11. No you people who comment you have no right you know nothing and rewrite history to your own liking. Incredible the most of the ignorant decide to post their version but know absolutely nothing about the "Lemko"(Zakerzonnia) people and the fact that Poles, Hungarians, Germans, Muscovites, Czechs etc etc hatred of Ukrainians and the total attempt to destroy a nation and assimilate into especially Polish nation. Disgusting! more disgusting is that the Poles never admit to what they did to our people in history and never apoligize. Teach the children generation after generation lies to show superiority. MOscow and Poland together with their allies inclurding those from the Lemko lands Greek Catholic /Orthodox origin they continue to cause divides and turned thousands of our people , In America , into thinking their ancestry is Russian......

    OdpowiedzUsuń