czwartek, 17 grudnia 2015

Na północ od Hradca Králové


Grudzień. U mnie to czas jarmarków świątecznych

W tym roku długo nie było pewne czy w ogóle dojdzie do jakiegoś wyjazdu, dopiero tydzień przed terminem okazało się, że można jechać. I zaczęły się problemy... ale o tym w innym wątku, ostatecznie jako cel wybraliśmy bliskie Śląska okolice bo kraj Královéhradecký (po polsku zapisywany często jako hradecki). 

Tereny kraju są dość często przemierzane przez turystów - tędy prowadzi najszybsza z Wrocławia droga do Pragi, tutaj są miasta skalne i część czeskich Sudetów. Nie to nas jednak interesuje... 

Po zakupach w Nachodzie zatrzymujemy się na obrzeżach położonego niedaleko miasteczka Česká Skalice (Böhmisch Skalitz). W niewielkim zagajniku znajduje się cmentarz wojskowy z XIX wieku. 
 

Tereny na północny-wschód od stolicy regionu były miejscem bitew i potyczek podczas wojny austriacko-pruskiej w 1866 roku. Pamiątek po nich jest cała masa, w większości dobrze utrzymanych, co stanowi mocny kontrast z pozostałościami tego typu na polskich Ziemiach Wyzyskanych. 

W tym miejscu spoczywają austriaccy, pruscy i saksońscy żołnierze, którzy zginęli w bitwie pod Skalicą (Schlacht bei Skalitz) - było to boczne starcie kampanii, podobnie jak inne zakończone porażką i ciężkimi stratami wojsk Habsburgów oraz wspomagających ich Saksończyków. 
 

Specyfiką cmentarza (i innych tego typu miejsc) jest różnorodność pomników i krzyży - niemal każdy inny. Niektóre upamiętniają całe pułki, inne pojedyncze osoby, zwłaszcza oficerów (jest też generał). Napisy są głównie po niemiecku, gdzieniegdzie dodano czeską wersję, z rzadka tylko po czesku. 
 

Sama miejscowość ma średnio interesujący rynek, służący jako parking. 
 

Z ciekawszych obiektów - stoi tu pałac, wybudowany na ruinach dawnej twierdzy. 
 

Przy pobliskim barokowym kościele kolejna pamiątka po 1866 - grób żołnierzy z obu stron zmarłych w miejscowym lazarecie. 
 

Widać, że zima się zbliża ;) 
 

W Skalicy jest szkoła, do której uczęszczała kiedyś pisarka Božena Němcová. Jest też dawny hostinec, gdzie tańczyła podczas jakiegoś święta ;) 
 

Przy głównej ulicy drogowskazy na Wrócław :D 
 

Jadąc dalej co jakiś czas z okna widzimy coś interesującego - np. Pomnik poległych w wiosce Velký Třebešov (Groß Trebeschau) - na samym ostrym zakręcie. 
 

Albo dwujęzyczny kamienny drogowskaz; zastanawiam się z jakiego okresu, bo najpierw jest napis po czesku, ale z drugiej strony kieruje do Skalicy, bez przymiotnika "czeski", który, jak sądzę, pojawił się dopiero w XX wieku. Najprawdopodobniej pochodzi z połowy wieku XIX.
 

Dłuższy postój robimy w wiosce Kuks (Kukus). To ciekawe miejsce - nad Łabą wznosi się z jednej strony osada, a z drugiej potężny barokowy kompleks - hospital Kuks. Na początku XVIII wieku wybudował go pewien hrabia, jednocześnie zakładając uzdrowisko - liczył, że dzięki znakomitym gościom podniesie swoją rangę, gdyż szlachectwo otrzymał dopiero jego ojciec w wyniku nadania, a nie dziedziczenia. 

Na lewym brzegu powstał wspomniany hospital - dziwne, że Czesi używają tutaj nazwy z angielska, a nie jak zawsze - nemocnice. To archaizm językowy, oznaczający w przeszłości i szpitale i przytułki prowadzone przez zakony. Ten szpital działał aż do 1938 roku, a początkowo wypoczywali tutaj weterani wojskowi. 

Zdjęcie jest pod światło, ale oddaje jego wielkość. 
 

Skoro barok to muszą być ogromne rzeźby - wiele rzeźb! 
 
 

Współcześnie w środku działa m. in. muzeum farmacji ze starą apteką. W sezonie zapewne pełno tutaj ludzi, dziś jesteśmy sami :)
 
 

Na tyłach znajduje się niewielki barokowy ogród. 
 

Uzdrowisko, założone przez hrabiego, faktycznie zaczęło przyciągać sławnych, bogatych i dobrze urodzonych - bawił tutaj np. Beethoven. Niestety, osiem lat po otwarciu hrabia zmarł, a dwa lata później lecznice źródła zniszczyła powódź. Prosperita trwała więc dekadę. 
 

Pozostała ładna dla oka wioska, w której sporo drewnianych domów, wybudowanych głównie w 1703 roku dla służby i rzemieślników. 
 

Kiedyś po tej stronie rzeki stał też pałacyk, ale rozebrano go w 1903 roku. Pamiątką po nim jest murowana skarpa ze śladami po schodach, kryjąca zaniedbane źródło. 
 
 

Najstarszy zachowany obiekt to z kolei dawna gospoda z 1699 roku. 
 

Dobre miejsce z widokiem na hospital. 
 

W Kuksie należy uważać na niebezpieczne koty - ostrzegają przed nimi czerwone tabliczki. 
 

I faktycznie, są wszędzie - jak nie w oknach, to na ulicach! 
 
 
 

Za Kuksem zjeżdżamy na boczne, dziurawe drogi, pełne ziemi i błota... cały czas niby świeci słońce, ale zakryte jest delikatną mgiełką. 
 
 

Przed Rozběřicami (Rosberschitz) ponownie pojawiają się ślady krwawych wydarzeń z 1866 roku - to właśnie w tej okolicy rozegrała się największa z bitew - pod Sadową, czasem określaną też na Chlumie, a po niemiecku Schlacht bei Königgrätz
 

Przy niemal każdym takim miejscu znajdują się tablice informacyjne opisujące pomniki, ich historię a także mapa okolicy. Tu pochowano 40 Prusaków i 60 Austriaków. 
 

Z drugiej strony wioski, przy drodze nr 35 i pod płotem stacji benzynowej kolejne skupisko. Trzy monumenty upamiętniają oficerów, jeden żołnierzy z 38 austriackiego pułku pieszego, w którym służyli głównie Węgrzy. 
 

Nad wioską Chlum takich miejsc jest tak dużo, że z braku czasu ograniczamy się jedynie do kilku. 

Mauzoleum żołnierzy austriackich i saksońskich. Niegdyś odbywały się tutaj msze polowe w rocznice bitwy. 
 

Muzeum - oczywiście w grudniu zamknięte. Zaraz za nim las poprzecinany okopami. 
 
 

Największy pomnik - Baterie mrtvých. Spoczywają tutaj artylerzyści austriaccy łącznie z dowódcą - majorem Augustem van der Groebenem i innym oficerem. Łącznie zginęły 54 osoby i 68 koni. Konstrukcję wieńczy posąg Austrii z liściem laurowym (raczej nie symbolizującym zwycięstwa, bo przecież Cesarstwo dostało tutaj ciężkie lanie...). 
 

A na koniec samotny obelisk w polu - postawiony ku czci żołnierzy I austriackiego korpusu armijnego, którzy właśnie stąd ruszali w bój przeciwko Prusakom. Ruszali głównie po śmierć... 
 
 

Tak naprawdę po miejscach związanych z tą mocno już zapomnianą wojną można urządzić sobie osobną wycieczkę - i to jest jeden z planów na przyszłość. 

A na razie dzień powoli zacznie ciemnieć, my natomiast musimy jechać na swoje miejsce noclegowe, coby nam recepcji nie zamknęli... 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz