czwartek, 5 lipca 2018

Esztergom i Štúrovo/Párkány - nierówne rodzeństwo.

Esztergom (po polsku Ostrzyhom, lecz wolę nazwę oryginalną) to jedno z najważniejszych węgierskich miast: pierwsza stolica kraju, miejsce koronacji królewskiej księcia Vajka, który przyjął imię Stefan i potem został ogłoszony świętym, wreszcie siedziba prymasa.

Do tej naddunajskiej miejscowości zajrzeliśmy w sierpniu 2017 roku wracając z Bałkanów; wizyta była krótka z mocnym postanowieniem powrotu. Zatem pora na dokładniejsze zwiedzanie 😃.

Najważniejszym obiektem jest oczywiście monumentalna bazylika św. Wojciecha (Adalberta). Widać ją prawie z każdego zakątka, a także z wielu miejsc w okolicy.


Największy kościół Węgier (18. na świecie) to typowy przykład XIX-nego klasycyzmu. Z bliska trochę przyciężkawy i przygniatający otoczenie, z daleka bardziej lekki - przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Konsekrowano go w 1856 roku, co upamiętnia jedna z płaskorzeźb. Po lewej stronie widać mężczyzn w austriackich mundurach, może też uczestniczyli w ceremonii?


Kopuła to doskonały punkt widokowy, na który weszliśmy podczas ostatniej wizyty. Warto zapłacić więcej i wdrapać się na samą górę, panorama robi wrażenie. Łacińska sentencja (pojawiła się dopiero kilka lat temu) podkreśla znaczenie świątyni dla kościoła katolickiego na Węgrzech.


Przed wejściem stoi posąg Matki Boskiej Węgierskiej, a na kolumnach nadal dobrze widoczne są ślady po kulach z czasów ostatniej wojny.


Rzecz jasna jest to najbardziej oblegane miejsce w Esztergomie, zwłaszcza w weekendy, gdy przypływają tu statki z turystami. W niedzielę trafiamy w środku na mszę. Atmosfera chyba nie bardzo sprzyja religijnemu skupieniu, ale zbieranie datków zapewne zakończyło się sukcesem 😉.


Spod bazyliki świetny widok na graniczny Dunaj i słowacką stronę z mostem Marii Walerii.


Takie rzeczne potwory cumują czasem przy brzegach. Wysyp turystów (głównie niemieckojęzycznych), szybkie zwiedzanie i powrót na pokład.


Na słowackim horyzoncie niewysokie (250 metrów) pagórki z nadajnikiem.


A co zobaczymy wokół bazyliki? Blisko ścian leżą dwie pamiątki z, moim zdaniem, czasów rzymskich. W końcu to starożytni Rzymianie założyli tu w II wieku pierwsze miasto o nazwie Solva.


Dawny pałac/zamek królewski nie przetrwał próby czasu, mało z niego zostało. Nad ruinami urządzono muzeum, do którego jednak nie zajrzeliśmy.


Bazylika położona jest na wzgórzu zamkowym opasanym solidnymi murami. Pod kościołem biegnie tunel.



To tzw. Czarna Brama (Sötétkapu), przekuta w XIX wieku. W 1956 roku w czasie powstania węgierskiego od wystrzelonego czołgowego pocisku zginęło w niej 14 osób...

Z drugiej strony tunelu znajdują się zabudowania różnych szkół.


Przechadzając się parkiem otaczającym od południa bazylikę mija się pozostałości dawnego założenia obronnego. Raz postanowiłem pójść dalej wąską, nieoficjalną ścieżką i ta prowadziła dosłownie pod samymi murami zamkowymi, wzmocnionymi betonem.



Pod kościołem od strony Dunaju rozciąga się Víziváros - Wodne Miasto. Swą nazwę wzięło jednak nie od rzeki, a od występujących na jego terenie gorących źródeł. To najbardziej urokliwa część Esztergomu.



Obok białego kościoła parafialnego stoi pałac prymasowski.


Dalej wzdłuż brzegu prowadzą wąskie uliczki...


...które doprowadzą nas do dawnego meczetu. Turcy siedzieli w Esztergomie przez prawie 150 lat (z przerwą), w tym czasie węgierscy prymasi rezydowali z Pozsony (Bratysławie).


W 1683 roku w wyniku dwóch bitew pod Parkanymi (czyli współczesnym Štúrovem) chrześcijanie odzyskali miasto, o czym przypomina m.in. pomnik króla Sobieskiego.


Do Wodnego Miasta można dostać się np. przez most nad Małym Dunajem (Kis-Duna), skąd zabudowa wygląda najładniej.


Esztergomska starówka również cieszy oko, zwłaszcza wyremontowany rynek. W fontannach można się schłodzić w upalny dzień.




Szeroko pojęte centrum Esztergomu wolne jest blokowisk i innych szpecących produktów poprzedniej epoki. Utrzymuje się dyskretny duch z czasów cesarsko-królewskich Austro-Węgier.





Wnętrze jednej z bram.


Słońce daje się we znaki 😉.


Aby nie skończyć jak ci dwaj panowie dbamy o nawadnianie. Niestety, większość węgierskich piw trudno polecić smakoszom, choć dobre schłodzenie w czasie upału trochę poprawia ich smak.


Inną dzielnicą w pobliżu bazyliki jest położony na wschód od niej Szenttamás (Święty Tomasz). Tu również momentami jest bardzo wąsko.


Do 1895 była to osobna jednostka administracyjna. Najwyższy punkt stanowi wzgórze z kaplicą widoczną na zdjęciu zrobionym z ulicy Wodnego Miasta.


Na górę prowadzi barokowa kalwaria z pochylonymi stacjami.



Spod zamkniętej kaplicy mamy panoramę Esztergomu i bazylikę od drugiej strony.




Na skraju dzielnicy dwie ciekawostki: rzymski słup milowy i synagoga w stylu mauretańskim. Zaprojektował ją Lipót Baumhort, autor wielu żydowskich domów kultu w monarchii Habsburgów. Do II wojny światowej w mieście mieszkało pół tysiąca wyznawców judaizmu, był to więc niewielki procent ludności.



Węgrzy, podobnie jak Polacy, mają manię stawiania pomników i tablic pamiątkowych. Ich liczba jest bardzo duża (podobnie jak kościołów - tych w Esztergomie naliczyłem się co najmniej 10). Właściwie co rusz coś lub kogoś upamiętniono.
Kilka przykładów od góry:
* koronacja św. Stefana (na murach pod bazyliką),
* Ferenc Liszt,
* Ferenc Csepreghy (pisarz),
* dzieci bawiące się na klopsztandze (i zmęczony mistrz drugiego planu 😛),
* królowa Elżbieta,
* polegli w Wielkiej Wojnie w formie płaskorzeźby (wypisane miejsca walk - Lublin, Piskorowice itp.) i okazałego obelisku.








Czasem taka tabliczka daje do myślenia, np. stan wód Dunaju podczas jednej z powodzi.


Miasto ma też własny aqupark, który jednak nie powala wielkością.


Drugi najważniejszy obiekt miasta to wspomniany Most Marii Walerii (Mária Valéria híd, Most Márie Valérie, Maria-Valeria-Brücke). Długa na pół kilometra zielona konstrukcja spięła oba brzegi w 1895 roku. Dwukrotnie niszczona od początku nowego tysiąclecia ponownie pozwala suchą stopą przekroczyć Dunaj, z czego korzysta sporo osób.




Po węgierskiej stronie masa różnych pomników informujących o odbudowie. Przy wjeździe herb Królestwa Węgier sprzed rozbioru w Trianon oraz herb miejski (taki sam jak rodu Arpadów). Na kamiennych murkach tablice wstawione z okazji jego pierwotnego otwarcia, w którym uczestniczył król Franciszek Józef.




Środek mostu to świetny punkt widokowy na wzgórze z bazyliką.


Po drugiej stronie "młodsze rodzeństwo" węgierskiego Watykanu - Štúrovo (do 1948 Parkan, Parkáň, węg. Párkány). Młodsze nieznacznie, bo swoją historią także sięga co najmniej XI wieku, na pewno mniejsze (Esztergom jest trzy razy ludniejszy). Do tego brzydsze, gdyż zabytków w nim niewiele.


Zamieszkałe w większości przez Węgrów, którym nie podoba się sztuczna nazwa nadana po wojnie, zapewne najwięcej zyskało na odbudowie mostu, gdyż przedtem była to zapyziała dziura, do której żaden turysta nie zaglądał. Chyba żeby zerknąć na madziarską stronę, bo panorama stąd lepsza niż od Orbana.


Kręcimy się trochę po centrum. Klockowaty urząd miejski, kościół oraz deptak pełen ludzi. Wszystko w cieniu bazyliki, której sylwetka rzadko kryje się za innym budynkiem.




W Štúrovie/Párkánach jest taniej niż na Węgrzech, więc zagraniczni turyści trafiają także tutaj (w tym spora grupa murzyńskich śpiewaczy psalmów z naszego kempingu). W lokalach wyraźnie słychać mieszankę narodowościową: w restauracji dominował słowacki, w knajpach węgierski i takaż leciała telewizja. Z porażki Portugalii na mistrzostwach świata cieszyli się wszyscy 😛.

Także i tu postawiono Sobieskiemu pomnik. Z tego co pamiętam opisów po słowacku nie było.


Podziękowania dla Armii Czerwonej za wyzwolenie brzmią tak samo, jak np. w dawnym Breslau. Węgrów Sowieci na pewno nie wyzwalali. O okolicę toczyły się krwawe boje; czerwonoarmiści zajęli Esztergom w grudniu 1944, w styczniu Niemcy go odbili i ponownie utracili w marcu. Niedaleko stąd jest cmentarz wojenny.


W czasie naszej wizyty odbywały się akurat "Dni Dunaju" - w piątek zorganizowano festyn po węgierskiej, a w sobotę po słowackiej stronie. Same małe koncerty, żadnej gastronomii i innych atrakcji. W Štúrovie/Párkánach zespół pogrywał z przycumowanej barki.


Na koniec spaceru ujęcia nocne: najpierw zza Dunaju, potem kilka ze starówki Esztergomu.







Jeszcze dwie drobnostki: w pewnym momencie przeleciała nad nami kawaleria powietrza - co najmniej 5 śmigłowców w kierunku środka Węgier. Na ruskie to one mi nie wyglądają, a tylko takie tej wielkości posiada węgierska armia.


Zaczepił mnie też facet i chciał zdjęcie. Samochód i ubranie ozdobione herbami Wielkich Węgier. Często noszą je nacjonaliści, ale w tym przypadku ich rozumiem: Węgrzy były najbardziej skrzywdzonym narodem po Wielkiej Wojnie (a może i w XX wieku), jeśli chodzi o zmiany graniczne. Ta zadra nadal jest wyczuwalna.
Ciekawe czy jeździ tym autem do Słowaków? 😛


--------
Spaliśmy na kempingu "Gran" położonym na Wyspie Prymasowskiej (Prímás-sziget), kilkanaście metrów od Dunaju, kilka minut od słynnego mostu i niewiele dalej od bazyliki. To jedna z najtańszych opcji, choć nie znów jakoś super tania: 2 osoby + namiot + auto to koszt około 80 złotych. Kemping posiada niewielką knajpko-pizzerię oraz własny basen, otwarty w dziwnych godzinach (9-18).
Osobny kemping działa w Štúrovie obok aquaparku (tak, oba miasta mają swoje własne wodne kompleksy - na słowackim dominują baseny zewnętrzne), lecz jest droższy niż węgierski.

Ogólnie to Węgry są obecnie droższym krajem niż Polska i obiad też zazwyczaj bardziej wali po kieszeni. Na mieście mamy do wyboru co najmniej kilka restauracji, drugie tyle po słowackiej stronie - tańszych. Do tego kilka spelunek dla miłośników potłuczonego szkła i głośnej muzyki rockowej.

Zupa fasolowa i serowa :).

Niewątpliwie warto tutaj zajrzeć nawet na kilka dni. Zabytki, dookoła naddunajska przyroda i sam Dunaj. Polecam!



9 komentarzy:

  1. Piękne tam. Dziękuję za miłą wycieczkę i oprowadzenie. Budowle zachwyciły mnie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Planowałem odwiedzić te okolice w weekend majowy, ale musieliśmy plany zmienić. Widzę, że jest co zwiedzać i na czym oczy zawiesić.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie okolica warta jest odwiedzenia :) Pozdrawiam.

      Usuń
  3. A ja tam byłem przejazdem na początku maja ;P

    Zdjęcia nocne najlepsze !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się z nimi namęczyłem, bo nie chciało mi się brać statywu, więc korzystałem z jakiegoś niskiego murka :)

      Usuń
  4. Byliśmy w Esztergomie przelotem kilka lat temu, ale skupiliśmy się głównie na bazylice. Trzeba tam będzie wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba 90% turystów skupia się na bazylice, podczas pierwszych odwiedzin miałem to samo :D

      Usuń
    2. Aaaa.... czyli nie odstaję od normy. Pocieszające.

      Usuń
  5. Nie spodziewałam się, że Węgry są tak bogate w piękną architekturę.

    OdpowiedzUsuń