niedziela, 29 stycznia 2017

Wiedeń w trzy czwarte dnia

We wrześniu 2016 roku zaczęły się pojawiać promocje, dzięki którym za kilkanaście złotych można było pojechać do jednej z trzech środkowoeuropejskich stolic. Postanowiłem odwiedzić cesarsko-królewski Wiedeń, bo porachowałem, że ostatni raz w centrum tego miasta byłem aż dwanaście lat temu!

Wybrałem sobie takie połączenie, aby miejscu być przed godziną 5-tą rano. Przystanek końcowy znajduje się przy nowym Wien Hauptbahnof, który zastąpił przed kilku laty powojenny dworzec południowy. Podczas mej ostatniej wizyty nawet nie zaczęto go jeszcze budować.


W środku stoi rzeźba z oryginalnego habsburskiego dworca, która przetrwała alianckie bombardowania.


Na dworze jest jeszcze ciemno, a miasto śpi. W chłodnym powietrzu spacerowanie pustawymi ulicami staje się jeszcze bardziej przyjemne. A zwłaszcza parki, gdzie czuć klimat zupełnie z innego świata...

W Schweizer Garten nad stawem stoi zarys głowy Chopina. Nie znad pianina, ale i tak długo nie mogłem się domyślić co to naprawdę jest...


Schodzę w kierunku centrum ulicą Prinz-Eugen-Strasse. To dzielnica placówek dyplomatycznych, które jeszcze spowija ciemność. Belweder także nadal uśpiony, ogrody otwierają dopiero o godzinie 6.

Pierwsze oznaki rozpoczynającego się dnia obserwuję na placu Schwarzenberga przy fontannie tryskającej wysoko przed monumentalnym pomnikiem Armii Czerwonej.


Ostatecznie postanawiam na jasne niebo poczekać w Stadtparku. Samotnie, bo tam nie widać nawet wyprowadzających psy. Płynie tu rzeka Wien, w śródmieściu przeważnie ukryta pod ulicami. 


Wybrzeża zdobione secesyjną małą architekturą.



W Stadtparku znajduje się słynny złoty pomnik Straussa. Widziałem go już kiedyś, właściwie to centrum Wiednia poznałem na początku tego wieku dość dobrze. Dziś przyjechałem tak naprawdę do jednego konkretnego muzeum, ale o tym później.

Porzucam park i drepczę w kierunku katedry św. Szczepana. Na ulicach pojawia się więcej ludzi, przejeżdżają śmieciarki, zaczyna się krzątanie przy kawiarniach.


Pod katedrą pusto, lecz drzwi także zamknięte. Wchodzę więc na Graben - na jednej z tutejszych ławek spałem kiedyś dwukrotnie, gdy na zwiedzanie Wiednia dojeżdżałem z Bratysławy. W fontannie rano się płukałem. Było bezpiecznie i z przygodą. Dziś bym się na takie coś już chyba nie zdecydował, bo to już inne miasto, inne centrum...


Choć faktem jest, że o tej porze, to "Syryjczyków z Aleppo" tutaj prawie nie widać, niemal sami Aryjczycy...

Im bliżej Hofburga tym więcej wystaw odwołujących się do czasów cesarskich.


Najładniejsza fasada zimowej siedziby cesarskiej to, moim zdaniem, ta na Michaelerplatz. Z końca XIX wieku, z dużą kopułą pokrytą patyną. A przed nią odsłonięte resztki rzymskiego obozu Vindobona.



Odgłosy moich butów odbijają się od ścian, nic ich nie zagłusza. Wewnętrzny dziedziniec In der Burg (kiedyś Franzensplatz) z pomnikiem cesarza Franciszka II/I otoczony jest gmachami pałacowymi kryjącymi kancelarię kanclerza oraz muzea. 


Na Heldenplatzu stoi jedyna zachowana brama miejska - klasycystyczna Burgtor (Heldentor)


Na Heldenplatzu planowano postawić ogromne Kaiserforum, które byłoby przedłużeniem Hofburga w kierunku zachodnim. Z powodu wybuchu wojny i upadku monarchii nie zrealizowano tego projektu, lecz całkiem sporo powstało, m.in. jedno ze skrzydeł znane dziś jako Nowy Hofburg. Jego wykańczanie trwało wiele lat po tym, gdy Habsburgów już nie było na tronie. Z jego balkonu (tego na zdjęciu) przemawiał do tłumów w 1938 roku Adolf Hitler. 


Za Ringiem wznoszą się dwa historyzujące, neorenesansowe muzea (część planowanego Kaiserforum) - Muzeum Historii Naturalnej oraz Historii Sztuki. Obydwa swojego czasu odwiedziłem - pamiętam, że w tym pierwszym głaskałem szkielet brontozaura 😉.

Pomiędzy nimi rozciąga się Maria-Theresien-Platz, w którym zjadam śniadanie obok zadbanych klombów.


Muzea, podobnie jak cały Nowy Hofburg, ozdobione są z zewnątrz dziesiątkami rzeźb. Mało kto im się przygląda, a warto, bo np. na Muzeum Historii Naturalnej można dojrzeć sylwetki znanych odkrywców jak i personifikacje kontynentów.




Na środku placu stoi potężny pomnik cesarzowej z 1888 roku, wzniesiony z polecenia Franciszka Józefa. Jest ogromny, postać Marii Teresy góruje nad okolicą z wysokości kilku metrów. Otaczają ją sylwetki polityków oraz dowódców wojskowych z okresu jej panowania.





Po konsumpcji ponownie przekraczam Ring, na którym nadal nie ma dużego ruchu (w przeciwieństwie do równoległej drogi za muzeami).


Chciałem zajrzeć do środka Burgtor, gdzie znajduje się sala poświęcona poległym w wojnach światowych, lecz otwierają ją później.


Ograniczam się zatem do sfotografowania sąsiednich orłów z okresu III Rzeszy, pozbawionych swastyki.


Na dziedzińcach Hofburga pojawiają się pierwsi zorganizowani turyści. Zastanawiałem się, czy nie odwiedzić któregoś z pałacowych muzeów, lecz wysokość cen mnie zniechęciła, a jeszcze bardziej... CAŁKOWITY ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA. Kogoś nieźle posrało... To chyba ewenement w tej części Europy i dotyczy wszystkich placówek wiedeńskich obsługiwanych przez instytucje w dawnej siedzibie Habsburgów.

Bez łaski i za darmo wchodzę do kościoła św. Michała na Michaelerplatz. To jeden z najstarszych w mieście z XIII-XIV wieku, dziś kwintesencja baroku.


Na bocznej ścianie zauważam portret cesarza Karola I, beatyfikowanego w 2004. Karteczki z modlitwą są w większości języków jego dawnych wiernych Ludów.


Pod katedrą św. Szczepana też więcej ludzi, jednak do tłumów to jeszcze daleko. Przechodzę przez próg świątyni i... rozczarowanie. Teren przeznaczony na bezpłatną wizytę jest bardzo niewielki, a płatne oglądanie wnętrz wstrzymano z jakiegoś tam powodu.


Zerkam na zegarek - godzina 9... Mam jeszcze trochę czasu, więc zaczynam kręcić się różnymi ulicami mijając mniej lub bardziej znane miejsca.

Obok muzeum Albertina na koniu siedzi arcyksiążę Albrecht, książę cieszyński, założyciel browaru w Żywcu. Nie za to jednak postawiono mu pomnik, ale za zwycięstwo z Włochami pod Custozzą.


Na schodach dobrze widoczne są ślady po walkach w 1945 roku.


Obok w swoje zielone podwoje zaprasza Burggarten - aż do 1918 roku prywatny ogród rodziny cesarskiej. Otoczony budynkami Nowego Hofburga i secesyjną palmiarnią.


Ścieżkami suną emeryci i wycieczki szkolne. Grupy nastolatek polują na przechodniów zbierając na jakiś szczytny cel (już nie pamiętam na co). Kilka razy udało mi się uchylić, lecz w końcu dorwali mnie przy bramie i też coś wrzuciłem do puszki ;)

W parku stoi pomnik Franciszka Józefa. Jedyny na wolnym powietrzu w mieście, które tak dużo mu zawdzięcza. Właściwie to i ten postawiono tu przypadkiem, gdyż początkowo miał się znaleźć przy miejscowych koszarach piechoty. W 1904 umieszczono go jednak w parku w Wiener Neustadt i dopiero w 1957 roku z inicjatywy m. in. byłych pracowników dworu znalazł on swoje współczesne miejsce niedaleko siedziby cesarskiej i w okolicy, którą cesarz na pewno odwiedzał.


Opuszczam centrum Wiednia ograniczone Ringiem, a jeszcze dawniej murami miejskimi. Zburzenie po Wiośnie Ludów umocnień dało impuls do budowy całych nowych dzielnic pełnych reprezentacyjnych obiektów. Jednym z nich bez wątpienia jest k.k. Hof-Operntheater, słynna Opera Wiedeńska.


Gdyby ktoś chciał się przejechać na plac Fryderyka Engelsa to nadal w Wiedniu może to uczynić (tramwajem, który jeździ także w Krakowie).


Na placu Karola mijam secesyjną perełkę - stację kolejki miejskiej z końca XIX wieku, praprzodka dzisiejszego metra.


Dochodzę do miejsc, gdzie wędrowałem już rano o świcie... Wspominałem, iż Prinz-Eugen-Strasse pełna jest placówek dyplomatycznych. Szwajcarska wygląda zupełnie nieszwajcarsko - ogród pełen opadłych liści, spokój i zaduma.


Po drugiej stronie ulicy wysokie kamienice z przełomu XIX i XX wieku. Na niektórych wisi po kilka flag i to z krajów, które mają swoje przedstawiciela tylko w najważniejszych miastach świata. Widzę m.in. barwy San Marino i Kosowa (nota bene tuż pod flagą niemiecką), są z kilku krajów Ameryki Południowej. Z San Escobar nie widziałem ;)


Skręcam w rozległe ogrody Belwederu. Uznawane są za najpiękniejsze w Wiedniu, podobnie barakowe pałace - Górny i Dolny. Ich ostatnim prywatnym właścicielem był Franciszek Ferdynand, zamordowany w Sarajewie.

W dole, za ogrodami, panorama wysokich budynków starówki z katedrą św. Szczepana na czele.



Po minięciu Górnego Belwederu zderzam się z tłumem - autobusy wysadziły kilka wycieczek na raz i te zmierzają w moją stronę niczym szarańcza. Czuję się trochę jak na polowaniu.


Obok fontann Górnego Belwederu postawiono żelazną głowę świni. Nie wiem o co chodzi, lecz na miejscu muzułmanów już bym się czuł obrażony!


Moim głównym celem wizyty w Wiedniu było Muzeum Historii Wojskowości. Spędziłem w nim kilka godzin (o czym jeszcze napiszę) i zostało mi jeszcze trochę czasu do odjazdu autobusu powrotnego. Metrem wracam więc na Stephansplatz. A tam już inne klimaty - ciężko się przecisnąć w tłoku, pojawiły się niewidziane rano śniade twarze, chusty i szmaty okrywające ciało, brodaci mężczyźni krzyczący po arabsku... Mijam to wszystko pospiesznie.


Na zakończenie postanowiłem popatrzeć na Wiedeń z wysokości, z punktu widokowego na jednej z katedralnych wież. Kilkaset schodów pokonuję w miarę szybko, lecz na górze jestem zawiedziony, gdyż większość panoramy muszę podziwiać przez brudne szyby. Ale lepszy rydz niż nic...





Autobus do Krakowa mam o 17-tej. Trochę wcześnie, ale w końcu jestem w Wiedniu od świtu, więc nieco połaziłem i zobaczyłem. Stojąc w korkach mogłem jeszcze porobić kilka zdjęć.




Na ostatnim widać Gasometr - zbiorniki gazu z końca XIX wieku przebudowane na mieszkania. Bardzo praktyczne!

10 komentarzy:

  1. W Wiedniu byliśmy tylko przejazdem :( a takie piekne miasto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak daleko, więc zawsze można to zmienić :)

      Usuń
  2. O Wien, mein liebes Wien, es zieht zu dir mich hin.
    Chociaż już nie taki jak jeszcze naście lat temu.
    Jak zwykle fajna relacja,poparta trafnymi komentarzami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla uzupełnienia: nurtowała mnie ta świńska głowa bo jak się tam szwendałem w maju to było po bożemu.Ale doczytałem, że to niejaki Ai Weiwei spreparował w brązie głowy zwierząt z zodiaku chińskiego i je tam wystawiał od lipca do listopada. Teraz wszystko wróciło do normy, bracia muzułmanie mogą spać w Wiedniu spokojnie. Chociaż z drugiej strony akurat zaczął się chiński rok Świni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, dzięki za wyjaśnienie. Choć faktem jest, że ja innych zwierząt nie widziałem, a tylko tą świnię która wyglądała tam co najmniej prowokująco :D

      Usuń
    2. Nie dam sobie głowy urwać ale chyba dostrzegam jeszcze 3 podobne kształty na tle budynku po stronie lewej. Tak czy siak nijak takiej sztuki nie czuję.Może się nie znam? :D
      Relacja super, zresztą jak i wszystkie pozostałe.
      Pozdrawiam i czekam na następną.

      Usuń
    3. Faktycznie chyba coś tam jeszcze jest, ale tamtą stroną nie szedłem ;) No cóż, sztuka Ai Weiwei jest dość... specyficzna :D

      Usuń
  4. Niezle wykorzystana promocja. Lubie wracac w te same miejsca po wielu latach by zobaczyc jak sie zmienily. Udalo Ci sie uniknac tlumow to najwazniejsze :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem można się sparzyć, jesli miejsce sprzed lat już takowego nie przypomina ;) Pozdrawiam

      Usuń
  5. Podróżować lubie i mi tłumy nie przeszkadzają, ale troche zazdrosze takiego zwiedzania na spokojnie :) Miałem okazje ostatnio z żoną odwiedzić Wiedeń. Oprowadzała nas po nim pani Elwira Rudecka i choc przyznam, ze nie przepadam za zwiedzaniem to Wieden to zmienil. Poznalismy wiele ciekawostek i historycznych faktow, ktore czynia to miejsce jeszcze piekniejszym.

    OdpowiedzUsuń