piątek, 17 marca 2017

Góry Bystrzyckie. Cz. I: dziesięć lat później

Kumpel Eco wymyślił spotkanie forum sudeckiego. Zamiast bawić się w jakieś głosowania nad terminem, pasmem i miejscem to ustalił wszystko samodzielnie: połowa marca, Góry Bystrzyckie, schronisko Jagodna. Komu pasuje to się zjawi. Komu nie pasuje to... trudno. 

Tak się składa, że właśnie minęło dziesięć lat od kiedy pierwszy raz odwiedziłem z nim ten obiekt noclegowy i tę część pasma. No, prawie dziesięć lat, bo miało to miejsce w kwietniu, a nie marcu 2007 roku 😉. Kurde, jak ten czas leci...

W piątek wczesnym porankiem wyruszamy z Górnego Śląska. Zgodnie z zapowiedziami - leje. Umykają kolejne kilometry, a pogoda się nie zmienia. Dobrze, że chociaż trafiły nam się stare składy kolejowe z przedziałami bydlęcymi, więc można było usadowić się jak człowiek.

Gorzanów (Grafenort). Wychodzimy w deszczu, choć ciut mniejszym. Wszystko jednak i tak jest mokre oraz lekko przygnębiające.


Brukowana droga prowadzi nas między najbliższe zabudowania.


Kawałek dalej nowiutki chodnik - ktoś się postarał o zachowanie tego wydarzenia w pamięci potomnych 😛.


Przechodzimy przez most na Kłodzkiej Nysie. W centrum zachowało się sporo starych domów i młyn, który wystawiony jest (był) na sprzedaż za jedyne 140 tysięcy.



Najważniejszym zabytkiem jest zespół pałacowy z XVI wieku, do 1945 należący do rodziny Herberstein. Z daleka robi wrażenie.


W otaczającym go parku przetrwały ruiny kilku obiektów - strzelnicy, pawilonu ogrodowego wyglądającego jak muzeum oraz poprzewracane resztki kolumn, być może tworzące niegdyś jakiś pomnik. Park otrzymał pół miliona złotych dotacji na "ochronę i rewaloryzację", ale starczyło to chyba tylko na wykoszenie trawy.



Podchodząc bliżej pałacu widać ogrom zniszczeń - oficyny i dawna gorzelnia się sypią, główny budynek też. Na ścianach zachowały się resztki sgraffito. Kiedyś musiał być piękny.




Pałac jest prywatny i podobno ktoś go remontuje. Z bliska świadczą o tym jedynie groźne tabliczki "Teren budowy! Wstęp wzbroniony" na zamurowanych drzwiach. Z dalszej odległości można dostrzec, iż pojawiły się nowe okna, dach chyba też położono na świeżo. A więc jest nadzieja.


Przy głównym skrzyżowaniu stoją dwie duże kamienice. W przeszłości działały w niej gospody - w tej na zdjęciu Gasthaus zum Reichsgrafen (aktualnie Wiejski Dom Kultury).


Obecnie próżno szukać tu jakiegoś lokalu. Działa za to sklep "Panda". Nie wiem czy właściciel jest miłośnikiem zwierząt, czy może to nawiązanie to panów kręcących się po strategicznych miejscach z konspiracyjnym "pan da...". W każdym razie wybór pewien mają.

Siadamy pod zadaszonym budynkiem gospodarczym. Następuje burza mózgów.


Moim zdaniem padać zaczęło bardziej i planowana trasa 6-godzinna w takiej aurze nie jest najmądrzejsza. Eco z kolei stwierdził dokładnie odwrotnie: że leje mniej i pójść warto. Jak to zupełnie inaczej można postrzegać tę samą pogodę 😄.

Ostatecznie postanawiamy się rozdzielić. Andrzej wyszedł na tym lepiej, gdyż po pewnym czasie deszcz przestał padać. Ja wróciłem na dworzec, gdzie kolejny żółto-biały zug dowiózł mnie do Długopola-Zdrój (Bad Langenau). Wysiadam na charakterystycznym dworcu za którym zaczyna się tunel.


Dziesięć lat temu razem z Eco piliśmy tutaj piwo, gdyż w miejscowości nie znaleźliśmy niczego, gdzie człowiek mógłby się zatrzymać. Zapamiętałem Długopole jako senną, opustoszałą miejscowość z jednym otwartym sklepem. I po dekadzie czuję deżawi - zmieniła się tylko pogoda, gdyż wówczas świeciło słońce. 

A ta część Długopola nadal odpycha, wszystko pozamykane, chodnikami przymykają nieliczne uzdrowiczanki. I też jeden tylko sklep ma otwarte drzwi - w środku kolejka, sprzedawca prawie do wszystkich słodzi "królewno, księżniczko ty moja, co jeszcze podać?". Mnie księciuniem nie nazwał.


Chciałem posiedzieć przy rozwalonym kiosku, ale cała atmosfera działała na mnie tak depresyjnie, że już po kilku minutach zarzuciłem plecak i ruszyłem dalej. Na szczęście szybko Główny Szlak Sudecki wyprowadził na przestrzeń.


Po niecałej półgodzinie pojawiają się pierwsze domostwa kolejnej wsi i widok na pasmo Jagodnej.


Stoi nawet pokrzywiona, zatarta kapliczka.


Ponikwa (Verlorenwasser). Tu także niewiele zmian - bardzo zaniedbana miejscowość, remonty większości domów przeprowadzali zapewne jeszcze Niemcy. Ludzi też nie widać.


Odbijam w kierunku kościoła Józefa Robotnika z XVIII wieku i zachodzę na cmentarz.


To nie Czechy, więc starych nagrobków jest niewiele. Większość połamana, ustawiona pod płotem jako lapidarium. Na grobie księdza dodano tabliczkę po polsku, żeby nikt nie miał wątpliwości kto w nim leży.



Zrobiłem parę zdjęć i poszedłem dalej. Przy najbliższym domu mijam oborę urządzoną w... piwnicy. Dochodzi z niej miarowy ryk krowy.


Górna część Ponikwy nie różni się od dolnej - dominuje zabudowa mocno sfatygowana albo w kompletnej ruinie. Przeznaczenia niektórych obiektów można się tylko domyślać. Pamiętam, iż w 2007 roku na niektórych chałupach widziałem jeszcze niemieckie napisy albo tabliczki, lecz teraz nie dostrzegłem już żadnej.




Wreszcie kończy się asfalt i znów jestem na łąkach. 


Szlak robi się bardziej stromy, lecz trwa to krótko i wychodzę na słynną Autostradę Sudecką (zwaną też Autostradą Göringa), a oficjalnie drogę wojewódzką numer 389. To chyba najbardziej dziurawa szosa wojewódzka jaką widziałem.


Poruszanie się nią jest nudne jak flaki z olejem! Co jakiś czas robię pauzę, aby za szybko nie osiągnąć celu, więc może dlatego dłuży się jeszcze bardziej?

W pewnym momencie słyszę warkot silnika - z dołu nadjeżdża jedyne (jak się okazało) auto w kierunku przełęczy Spalonej. Stwierdzam, że nie będę łapał stopa, bo to przecież niedaleko. I chyba słusznie zrobiłem, gdyż samochód był golfem w kolorze... złotym 😀.


Mijam bezimienny strumyk, odbicie zielonego szlaku, jakieś murki... z prawej strony zaczyna się przejaśniać. To znak, iż się zbliżam.

Nagle fatalna droga się kończy i zaczyna elegancki asfalt. Cud za unijne pieniądze 😉.


Na polanie zachmurzone widoki w kierunku trasy, którą wędrował Eco.


Przełęcz Spaloną ze schroniskiem Jagodna osiągam przed godziną 17-tą. Dziesięć lat minęło jak jeden dzień.


Jestem pierwszy z całej ekipy, więc biorę klucz i ładuję się do pokoju. Postanawiam trochę się przespać. Śni mi się Stalin - to zapewne zasługa tego, że niedawno czytałem  tekst o Stalinie i jego zatwardzeniu 😉. Nagle słyszę wibracje telefonu... dzwoni Stalin! Odbieram półtomny, ale słyszę tylko głos Andrzeja, który właśnie podszedł pod schronisko. Pogoda mu sprzyjała, pod koniec pojawiło się nawet trochę słońca! Eh, będę musiał kiedyś zrobić jego odcinek...

A potem zaczynają zjeżdżać się pozostali ludkowie, integracja trwa do późna :).


Na sobotę planujemy zejście do Dzikiej Orlicy...

16 komentarzy:

  1. Czas płynie nieubłaganie, a niektóre rzeczy wciąż pozostają bez zmian. Mam na myśli zapyziały charakter Długopola-Zdrój, przez który przejeżdżałem latem 2005r. Szkoda że potencjał tego miejsca wciąż pozostaje niedostrzeżony, bo jak widać ta fuzja z Lądkiem, to jedynie administracyjna formalność.
    Czekam na c.d.

    P.S. Miejmy nadzieję, że pałac w Gorzanowie doczeka się lepszych dni i zalśni dawnym blaskiem:
    http://dolny-slask.org.pl/3795700,foto.html?idEntity=550769

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie wiem w czym mogłaby pomóc fuzja z Lądkiem, który jest od Długopola oddalony. Ten drugi to takie uzdrowisko na biednie i byle ja.

      A Gorzanów... cóż, kupa roboty tam, bo właściwie i zabudowania gospodarcze i park

      Usuń
    2. Sporo się w Zdroju zmieniło na lepsze. Park zdrojowy jest świeżo po remoncie i wiele budynków sanatoryjnych również. Jednak rzeczywiście potencjał niewykorzystany :(

      Usuń
    3. Park zdrojowy jest chyba dalej - nigdy tam nie zajrzałem. Ale te ulice co chodziłem... szaro, brudno i nieciekawie.

      Usuń
    4. Szlak przychodzi zaraz obok parku. Szkoda, że nie zajrzałeś do tej knajpy w kościele. Ciekawe wrażenia ;) Tylko nie wiem czy jeszcze działa, być może tylko w sezonie?

      Usuń
    5. Ja tam nie kojarzę żadnego kościoła, a już na pewno nie knajpy :P

      Usuń
    6. Idąc ze stacji kolejowej w kierunku centrum miejscowości przechodziłeś 20 m od dawnego kościoła ewangelickiego, w którym jest kawiarnia "Horus". Czy to Twoja złośliwość czy na prawdę nie zauważyłeś takiego obiektu?

      Usuń
    7. gdybym widział, to pewno bym zajrzał. To raz. Dwa - nie szukałem kawiarni.

      Usuń
  2. Jechaliśmy tą autostradą - masakra, wolalabym isc pieszo. a w schronisku Jagodna sa najlepsze racuchy z sosem jagodowym pod słońcem! pycha :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo mamy w tej Polsce pałaców do remontu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie i klimatycznie. Stacja w Gorzanowie nawet nie wygląda tak źle jak wiele innych na Górnym Sląsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, są gorsze dworce, ale jednak z bliska widać, że to jest zaniedbane. Może się nie sypie, bo Niemcy solidne cegły dawali ;)

      Usuń
  5. W Długopolu znajdują cztery lokale gastronomiczne. W parku wschodnim kawiarnia Horus w dawnym kościele ewangelickim, restauracja w luksusowym hotelu "Dwór Elizy", kawiarnia i pizzeria "Teatralna" w dawnym kino-teatrze oraz kawiarnia "Zdrojowa" mieszcząca się w Domu Zdrojowym. Ponadto funkcjonują cztery sklepy ogólnospożywcze i dwa kioski. Wszystko można wygooglować. Jeżeli chodzi o uzdrowisko to firma ta posiada sześć obiektów z czego pięć jest wyremontowanych. Polecam profil Długopola-Zdroju na facebooku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super. Może być i setka lokali gastronomicznych, cóż z tego, że żaden nie tam, gdzie szedłem. Kawiarnie mnie nie interesują, podobnie jak restauracje w luksusowych hotelach. Ta część, gdzie biegnie czerwony szlak, wygląda jak umieralnia i zdania nie zmienię.

      Usuń
    2. Jednak mam wrażenie, że szedłeś z zamkniętymi oczami. Bo ani kościoła, ani parku nie widziałeś choć kilka metrów od nich przechodziłeś. Mam nadzieję, że zaglądnąłeś na facebooka na profil Długopola-Zdroju. Choć nie mieszkam w tym uzdrowisku jednak jestem nim zauroczony bo to jest fantastyczne miejsce i czasami warto pozytywnie popatrzeć na to niż tylko krytykować. Najpierw coś poznaj, a później krytykuj. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Nie mam fejsbuka, więc na niego nie zaglądam. Jeśli nie zauważyłem kościoła albo parku, to znaczy że nie miał czym przykuć mojej uwagi, a nie jest to trudne. No cóż, Długopole mnie nie zachwyciło ani kiedyś, ani teraz i raczej nie zamierzam wybierać się ponownie, chyba, że znów przez przypadek...

      Usuń