środa, 8 kwietnia 2020

Śląskie niedaleko: Biała (Zülz).

Biała (Zülz) to niewielkie, liczące niespełna 2,5 tysiąca mieszkańców miasto, położone w powiecie prudnickim. Miejscowość raczej rzadko odwiedzana przez turystów, choć leży przy dawnym trakcie handlowym z Nysy do Krakowa, a obecnie przy drodze wojewódzkiej prowadzącej w kierunku granicy czeskiej. Kilkanaście lat temu wybudowano obwodnicę dzięki której całkowicie omija się centrum i podziwia się je głównie zza okien samochodu.




Białą zakładano dwukrotnie - już w XII wieku powstało tzw. Stare Miasto (Altstadt). W kolejnym stuleciu ponownie lokowano osadę na pobliskim wzniesieniu, przyjęła ona nazwę Bela oraz Zülz, gdyż koloniści pochodzili głównie z Rzeszy. Z taką datacją Biała jest jednym z najstarszych ośrodków na Śląsku i w Polsce (choć oficjalne nadanie praw miejskich nastąpiło dopiero w 1311 z rąk książąt opolskich). Późniejsze dzieje nie różnią się zbytnio od historii reszty Śląska: wojny husyckie, przejście pod panowanie królów czeskich, wojna trzydziestoletnia, wojny śląskie, włączenie w granice Prus i wreszcie ostatni, niszczycielski konflikt, a potem kolejna zmiana granicy. Regionalną odmianą była... wojna piwna 😛. W 1704 nastąpiło starcie pomiędzy Zülzanami a pułkownikiem o nazwisku Cebulla, który sprzedawał złoty trunek wbrew regulacjom. Niestety, o końcowym wyniku źródła milczą.

sobota, 28 marca 2020

Muzyczne Rudawy Janowickie: Ciszyca, Bukowiec i "Szwajcarka".

Z wysokich Karkonoszy przenoszę się w niskie Rudawy Janowickie, gdzie w Szwajcarce odbywa się wieczorem koncert. W tym celu wsiadam w autobus jadący z Karpacza do Kowar: trasa ma niecałe 10 kilometrów, ale ten krótki odcinek ubarwia kierowca, wystylizowany na emerytowanego zboczeńca 😛. Najpierw podrywa siedzącą z przodu młodą Ukrainkę w sposób dość wybuchowy: na przemian prawi komplementy jej i Putinowi, który zrobi porządek w Donbasie. Efekt zaleceń był raczej mizerny... Potem wdaje się w wesołą dyskusję z kolesiem, który wszedł w połowie drogi i ledwo stał na nogach.
- Pan to chyba się od dawna znieczula?
- Panie, ja to piję od wczoraj, non stop.
- A w domu to pewnie żona czeka?
- Nie, mieszkam sam i mam spokój!
- E, baba by się panu przydała.
- Żadnej baby, ja chcę mieć spokój.
- A z kim pan pił?
- Z kolegą z pracy. Tu pracuję.
- A to kowboj, z giwerami. Pewnie na ranczu...
- Na żadnym ranczu, gdzie tam. Tak sobie chlaliśmy i teraz wracam do domu.
- I pewnie do kobietki?
- Panie, ja mieszkam sam, żadnych bab!
- Ale kobieta by się panu przydała.
I tak w kółko 😛. Nie wiem, czy kierowca badał orientację chlejusa, czy raczej był zakamuflowanym alfonsem.

Wysiadam obok dworca w Kowarach (Schmiedeberg) i uderzam do marketu, wokół którego kręci się podejrzanie dużo Cyganów i żuli. Panuje między nimi doskonała komitywa... Szybkie zakupy i ruszam na północ ulicą Jeleniogórską (niegdyś Hermann-Göring-Strasse). Mijana zabudowa jest ciekawa, duże zaniedbane gmachy to dawne obiekty sanatoryjne.



piątek, 20 marca 2020

Bardzo wietrzne Karkonosze: Pec pod Sněžkou - Luční bouda - Dom Śląski - Karpacz.

Głównym celem lutego wyjazdu w Karkonosze miało być oczywiście wejście na Śnieżkę. Kilka dni przed tym planowanym wydarzeniem sprawy się trochę skomplikowały. A właściwie wszystko się spieprzyło, gdy silny wiatr uszkodził dach obserwatorium astronomicznego na szczycie. Podobno powstało tak wielkie ryzyko dla turystów (zapewne mniej więcej na poziomie szansy wygrania w totka), że Karkonoski Park Narodowy i GOPR postanowili zamknąć szlaki na górę. Poprosili o to także stronę czeską, lecz Czesi poinformowali, że "z powodów prawnych to niemożliwe". Ponieważ "powody prawne" nie przeszkadzają w czasowym wyłączaniu innych czeskich szlaków, to podejrzewam, iż po prostu nie chcieli się wygłupiać i skończyło się na ostrzeganiu turystów. Przez czeski internet przeleciała lawina drwin w stylu "latami Polacy nie remontowali i teraz wszystko się sypie" albo "w Polsce to najchętniej by wszystkie szlaki zamknęli", lecz nie zmieniło to sytuacji i szlak spod Domu Śląskiego oraz końcowy odcinek z przełęczy Okraj oficjalnie ogłoszono nieczynnymi.
Przynajmniej teoretycznie, bowiem po szybkim spojrzeniu na mapę można dostrzec, że ów zamknięty fragment od strony wschodniej leży... w całości na czeskim terytorium! Próbowałem się dowiedzieć u źródła, czy teraz polski PN i GOPR ma kompetencje do zakazywania poruszania się ludziom w Republice Czeskiej, ale doczekałem się jedynie serii wyzwisk, ironii i komentarzy nie na temat, a przodowała w tym strona od goprowców. Szanuję ich bardzo za wysiłek ponoszony podczas ratowania turystów, ale to jest kolejny już przykład dezinformacji (zarówno w internecie jak i osobistej) stosowanej przez te służby.

W konsekwencji, aby nie zostać ukamienowanym, postanowiłem zmienić plan: uznałem, iż znowu nie uda mi się wdrapać na Śnieżkę od wschodu (podobnie jak dwa lata temu), a alternatywą będzie zjazd do Pecu pod Sněžkou autobusem. Trochę się bałem, czy on w ogóle dojedzie na przełęcz Okraj, gdyż droga od strony polskiej była nieodśnieżona, ale lekko spóźniony dotarł.

Pec pod Sněžkou (Petzer) tonie w zachmurzeniu, zgodnie zresztą z prognozami.


czwartek, 12 marca 2020

Lubawka, Niedamirów oraz Karkonosze: przejście przez Grzbiet Lasocki na przełęcz Okraj.

Przez dziesięć lat nie jeździłem w Karkonosze, a jak w końcu pojawiłem się tam w 2018 roku, to od tego czasu zaliczyłem już pięć wizyt. Trzeba będzie znowu zrobić przerwę, aby się za nimi stęsknić. Na razie jednak w lutym pojechałem po raz szósty w ciągu ostatnich 24 miesięcy. Tym razem postanowiłem zacząć od wschodu, od Grzbietu Lasockiego (Pomezní hřeben, Kolbenkamm), którego w ogóle nie znam.

Wstaję o strasznej porze, aby zdążyć na odpowiednie pociągi i po kilku przesiadkach docieram do Lubawki (Liebau). Pogoda dopisuje, temperatura w okolicach zera lub lekkiego mroziku. Gdzieniegdzie widać mizerne resztki śniegu.


Lubawkę także ostatnio odwiedzałem już dwukrotnie, ale albo byłem tu już wieczorem albo nie miałem czasu na jakieś zwiedzanie. Tym razem mam godzinę do autobusu, więc mogę się po niej pokręcić.

Zaczynam od dworca reprezentującego stan nędzy i rozpaczy. W 2008 roku kupiła go pewna warszawska firma obiecując otwarcie luksusowego hotelu. Prawie im się udało.


sobota, 7 marca 2020

Jafa - port starszy niż Izrael.

Tak jak Tel-Awiw jest przeciwieństwem Jerozolimy, tak Jafa jest przeciwieństwem jego dzielnic centralnych: tam ulice są szerokie i proste, domy dopasowane i wznoszone w podobnym stylu, a czas biegnie szybko, tutaj robi się wąsko, kręto, architektura stanowi dość chaotyczną wypadkową różnych pomysłów, a ludzie zdają się nigdzie nie spieszyć, przynajmniej pozornie.


Tel-Awiw, jak już pisałem, to młode miasto liczące nieco ponad wiek. O Jafie pierwsze wzmianki pojawiają się w XV wieku, ale przed naszą erą, w dokumentach egipskich faraonów! Badania archeologiczne wskazują, że osadnictwo mogło być jeszcze starsze i sięgać epoki brązu. Z powodu usytuowania Jafa zawsze współegzystowała z morzem, mamy więc do czynienia z jednym z najstarszych portów świata. Z 4 tysięczną historią jest starsza od samego Izraela - oczywiście nie mam na myśli współczesnego państwa, ale starożytne królestwo pod rządami monarchów z rodu Dawida.

W ciągu mijających stuleci miejscowość raczej nie była w centrum ważnych wydarzeń, ale kilka razy stała się ich częścią:
* w 1099 roku podbili ją krzyżowcy i w ten sposób awansowała na główny port Królestwa Jerozolimskiego. Następnie odbił ją dla muzułmanów Saladyn, ponownie odebrał Ryszard Lwie Serce, a ostatecznie mahometanie zagarnęli miasto w 1268 roku.
*  w 1799 zajął ją Napoleon, po czym dokonał rzezi mieszkańców i tureckiego garnizonu, który wcześniej poddał się Francuzom.

W 19. stuleciu do Jafy zaczęli przypływać żydowscy imigranci, którzy ostatecznie założyli nową jednostkę osadniczą - Tel-Awiw. W okresie międzywojennym między Żydami i Arabami panowały stosunki coraz bardziej wrogie, dochodziło do zamieszek, pogromów i rozruchów (wywoływanych przez tych drugich). Plan podziału Palestyny przewidywał, że Jafa zostanie arabską enklawą w państwie żydowskim (choć mieszkali tam także liczni żydzi i chrześcijanie). Nie doszło do tego: ponieważ muzułmańskie bojówki regularnie ostrzeliwały Żydów, więc ci tuż przed wybuchem wojny zdobyli port. Część Arabów uciekła jeszcze przed tym wydarzeniem, części "pomogli" wyjechać zdobywcy, a część została (około 10% wcześniejszej populacji muzułmańskiej). W 1950 włączono ją do Tel-Awiwu, a obecnie Arabowie stanowią 1/3  mieszkańców. To widać i czuć - w ten sposób dzielnica także wyróżnia się w mieście, gdyż w całym Tel-Awiwie żydzi to ponad 90%, a muzułmanie i chrześcijanie tylko jeden procencik...

środa, 4 marca 2020

Tel-Awiw - Białe Miasto, złote plaże i niebieskie morze.

Tel-Awiw powstał w wyniku marzeń. Marzeń tej części Żydów, którzy chcieli wrócić do ziemi swoich przodków. Założono go w 1909 roku, a więc metrykę ma bardzo krótką. Miejsce wybrano nieprzypadkowo - na północ od Jafy, portu znanego już w starożytności. Jafę zamieszkiwali Arabowie, którzy z każdą kolejną falą żydowskiej migracji byli w stosunku do niej coraz bardziej wrodzy. W takiej sytuacji Żydzi postanowili na okolicznych wydmach wybudować swoje nowe osiedla, całkowicie od zera. Prawie jak zamki na piasku, tyle, że te przetrwały już ponad wiek.

W ciągu 100 lat Tel-Awiw gwałtownie się rozwinął i wchłonął Jafę w swoje granice, choć zachowała ona własny, odrębny klimat. W tym wpisie zajmę się jednak tylko samym Tel-Awiwem. Tam, gdzie ponad wieku hulał tylko wiatr i owce, stoją dzisiaj dziesiątki wieżowców.


Budynek w środku to Azrieli Sarona Tower, najwyższy w Izraelu, liczący 238 i pół metra. To o półtora metra więcej od warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. 

Tel-Awiw i Jerozolima to dwa różne światy. "Haifa pracuje, Jerozolima się modli, a Tel-Awiw bawi" - to izraelskie przysłowie czytałem wielokrotnie. W Haife jeszcze nie byłem, ale z pewnością Tel-Awiw również pracuje: działa w nim wiele międzynarodowych i krajowych korporacji oraz giełda papierów wartościowych. O ile będąc w Jerozolimie czujemy, że to na pewno Azja, Bliski Wschód, o tyle tu nad morzem mamy skojarzenia z zachodnią Europą, ewentualnie Ameryką Północną. Pomieszanie Kalifornii, Miami, londyńskiego City i Frankfurtu nad Menem.





niedziela, 1 marca 2020

Śląskie niedaleko: Ornontowice, Chudów i Przyszowice.

Czasem warto pokręcić się blisko rodzinnych stron i wtedy też można zobaczyć coś nowego, ciekawego...

Ornontowice (niem. Ornontowitz) to wieś gminna w powiecie mikołowskim, leżąca nieco na uboczu. Posiada w swoich granicach ładny pałac z przełomu XIX i XX wieku, wybudowany dla rodziny Hegenscheid.


Za komuny mieściła się w nim szkoła rolnicza. Za demokracji kupiła go firma o szumnej nazwie "Colloseum", która chciała uczyć w niej przyszłych biznesmenów. Zamiast tego zjawił się syndyk i dziś obiekt jest w innych rękach prywatnych. Właściciele mają chyba jakąś obsesję, bo co krok wiszą groźne tabliczki informujące o zakazie wstępu i fotografowania.



wtorek, 25 lutego 2020

Jawor, Grobla i Pogórze Kaczawskie.

Zima, nie zima, ale w góry chodzić trzeba. Zwłaszcza, jeśli to taka zima jak w tym roku: śniegu jak na lekarstwo albo w ogóle go brak!

Nowy rok znowu zacząłem od Sudetów, tym razem po wielu latach przerwy zajrzałem na Pogórze Kaczawskie. Niziutkie to pasmo, najwyższy szczyt osiąga ledwie 501 metrów, ale wiele ciekawych tu miejsc, podobnie jak w położonych dookoła miejscowościach.

W piątkowy poranek wychodzę w Jaworze (Jauer). Leży on co prawda poza samym Pogórzem, lecz bardzo blisko. Przy odnowionym dworcu wita mnie świeży smród z kominów. Fuj!


Jawor to miasto z bardzo długą historią, po raz pierwszy wspomniano je już na początku XI wieku. Z tego też powodu zachowało się w nim wiele zabytków, ale większość jest zaniedbana.

Najpierw podchodzę pod kościół św. Marcina, gotycko-renesansowy. Otaczają go resztki murów obronnych, a z farą spaja kamienny łącznik.




środa, 19 lutego 2020

Mury miejskie Jerozolimy - inne spojrzenie na miasto.

Na pożegnanie z Jerozolimą chciałbym zaprosić do spaceru po jej murach obronnych. To doskonała okazja, aby popatrzeć na miasto z innej perspektywy.

Jerozolimę opasano już w czasach starożytnych. Burzliwe dzieje Palestyny sprawiły, że były one wielokrotnie burzone i wznoszone na nowo przez Żydów, Babilończyków, Rzymian, Bizantyjczyków, Arabów, krzyżowców i Osmanów. Obecne obwarowania powstały po trzech wiekach przerwy, kiedy to Święte Miasto było ich pozbawione - w połowie XVI wieku kazał je odbudować sułtan Sulejman Wspaniały. Przyczynić się do tego miał koszmar, dręczący władcę - śnił mu się straszliwy lew chcący go pożreć. Zwierzę to jest symbolem Jerozolimy, więc, aby je uspokoić, Sulejman na nowo otoczył miasto solidną ochroną. Podobno pomogło i od tego czasu władca spał spokojnie 😏.


Tureckie mury są długie na ponad 4 kilometry, ich średnia wysokość to 12 metrów, a średnia grubość 2,5 metra. Uzupełniają je 34 wieże strażnicze, 9 bram (niektórzy wyróżniają tylko 8) oraz cytadela. Jako podstawy użyto resztek wcześniejszej konstrukcji, co pokazuje ta grafika na jednej z tablic informacyjnych:


Na zielono zaznaczono fragmenty z czasów Saladyna (XII wiek), na niebiesko pochodzące z okresu rzymskiego i bizantyjskiego, ciemniejszy kolor szary to mury Heroda, a pozostałe oznaczają jeszcze późniejsze wieki.

W latach 1948-1967 zachodni odcinek murów stanowił granicę między Jordanią a Izraelem (mury był w rękach arabskich). Po zajęciu Starego Miasta przez Żydów zostały one wyremontowane i udostępnione turystom. Bilet kosztuje 20 szekli i nie są to źle wydane pieniądze.

piątek, 14 lutego 2020

Görlitz i Zittau.

Görlitz miało w XX wieku jednocześnie pecha i szczęście. Pecha - ponieważ dołączyło do listy miast podzielonych sztuczną granicą, która nigdy wcześniej tam nie istniała (jak Cieszyn, Komárom, Sátoraljaújhely, Nikozja, Gorizia, Guben i jeszcze kilka innych). Szczęście, gdyż działania ostatniej wojny w dużej mierze je ominęły.

W tym przypadku granicę wyznaczono na Nysie Łużyckiej. Prawobrzeżne dzielnice (Ost-Görlitz) znalazły się w Polsce i przyjęły w 1945 roku nazwę Zgorzelice, a rok później Zgorzelec. Tam też zostawiam samochód, aby zwiedzić niemiecką część. Parkuję obok parku Andrzej Błachańca, a kiedyś Georga Snaya i Karola Świerczewskiego. Najstarszy patron był miejscowym politykiem, drugi - wiadomo, trzeci uruchomił w polskiej miejscowości pierwszy młyn i wytwórnię makaronu, a w sąsiedniej gorzelnię.

Na środku parku leży głaz narzutowy. Ustawiono go jeszcze w czasach niemieckich i przymocowano tabliczkę z napisem chwalącym powstanie nowej drogi. Za PRL-u zastąpiła ją inskrypcja ku czci "Waltera", a za demokracji "Europa-miasto".


Na skraju zieleńca niszczeje dawny klub garnizonowy.


niedziela, 9 lutego 2020

Syjon i kilka ciekawych miejsc w Jerozolimie (wątek zbiorczy).

Jerozolima leży na terenie Wyżyny Judzkiej i z tego powodu ma dość mocno pofałdowaną nawierzchnię - na przemian liczne doliny i górki. Pisałem już o najsłynniejszej (Wzgórze Świątynne), ostatnio o Górze Oliwnej, a teraz przyszła pora na Syjon.

Nazwa wzgórza jednoznacznie kojarzy się z Żydami i Ziemią Świętą. Nawiązuje do niej termin syjonizm - gdyby nie ta doktryna polityczna prawdopodobnie nie byłoby Państwa Izrael. Od syjonistów wyzywał polskich Żydów Władysław Gomułka, używają go judeo-realiści, a także docent Furman, który w "Alternatywach 4" powiedział do Abrahama Lincolna, Murzyna: - A czy to ładnie, że w pana kraju syjoniści biją murzynów?

Problem z jerozolimskim Syjonem jest taki, iż... są one dwa, a nawet trzy 😛. Oryginalny Syjon wymieniony w Biblii znajdował się na południowy-wschód od dzisiejszego Starego Miasta; stała na nim twierdza zdobyta przez króla Dawida, umieścił on w niej Arkę Przymierza. Po wybudowaniu Świątyni Syjonem określano obecne Wzgórze Świątynne, a także czasem całą Jerozolimę. Wreszcie, mniej więcej od IV wieku naszej ery, nazwę Syjon otrzymała góra na południowy-zachód od starówki i na zachód od pierwszego Syjonu. Trzecie "przenosiny" to akurat sprawka chrześcijan. Z kolei pierwotny Syjon, starożytna kolebka miasta, to dziś wzgórze Ofel.

I po tej krótkiej geograficzno-historycznej plątaninie przenosimy się do współczesności. Ze Starego Miasta najszybciej dostaniemy się na Syjon przez Bramę Dawida (lub Syjońską). Jest ona straszliwie pokiereszowana kulami.



Brama stała na linii frontu, a przez 19 lat pełniła rolę granicy: Stare Miasto było w Jordanii, a większa część Syjonu należała do Izraela (niewielki fragment stanowił strefę zdemilitaryzowaną). 

wtorek, 4 lutego 2020

Góra Oliwna w Jerozolimie.

Góra Oliwna to liczące nieco ponad 800 metrów wzgórze położone na wschód od jerozolimskiego Starego Miasta. Zjawia się na niej nieco mniej turystów niż w ścisłym centrum, ale i tak stanowi żelazny punkt na trasie większości wycieczek. Powodów, aby ją odwiedzić jest kilka - po pierwsze posiada świetne punkty widokowe na starówkę i w ogóle stolicę Izraela. Po drugie - znajduje się tam kilka interesujących świątyń. Choć zazwyczaj są one dość świeżej daty, warto je obejrzeć. 

Pod względem religijnym to teren bardzo istotny: w najdawniejszych czasach żydzi oddawali tu cześć Jahwe, a z drzew oliwnych wyrabiano olej do namaszczania kapłanów i królów. W tym miejscu zacznie się Sąd Ostateczny i pojawi się Mesjasz. Kilka istotnych wydarzeń opisanych w Nowym Testamencie też zdarzyło się na Górze Oliwnej, która - jak wykazały badania - nie była wówczas zamieszkała.

Na zdjęciach poniżej: fragment góry z murów miejskich oraz nieco szersze ujęcie ze wzgórza Syjon.



W różnych przewodnikach, forach, blogach ludzie piszą, żeby pod żadnym pozorem... nie wchodzić na nią piechotą! Bo to stromo, daleko, męcząco, lepiej dostać się arabskim autobusem. Policzyłem: od murów miejskich na jej szczyt jest w linii prostej 800 metrów. Najkrótsza trasa ulicami liczy kilometr, a zahaczając o wszystkie najważniejsze obiekty zwiększa się do półtora kilometra. Przewyższenie potrafi zabić - to mordercze 120 metrów podejścia!

piątek, 31 stycznia 2020

Górskie podsumowanie roku 2019!

Tradycyjnie na początku roku dokonuję podsumowania ubiegłego sezonu górskiego. Chociaż właściwie "sezon" jest pojęciem umownym, gdyż wychodzę na szlaki przez cały rok 😊.

1) Styczeń zacząłem tak jak kończyłem grudzień i cały 2018 rok, czyli w Sudetach. Wyskoczyliśmy z Bastkiem na kilka dni w Karkonosze, aby przejść odcinek od Śnieżki do Hali Szrenickiej. Wtedy mieliśmy tam zimę - śniegu do 3 metrów, zagrożenie lawinowe. Dzisiaj biała pokrywa sięga ledwie kilkunastu-kilkudziesięciu centymetrów...

W pierwszy dzień pogoda była jeszcze w miarę łaskawa, pokazało się trochę kolorów. W kolejne to już prawie pełne zachmurzenie, wiatr, mgła. Niewiele widzieliśmy, prawie też zgubiliśmy się przy Labskiej boudzie. Mimo wszystko było fajnie, zaliczyliśmy też dwie sympatyczne integracje w schroniskach!



2) W połowie lutego znowu ruszyłem z Bastkiem, lecz tym razem na jednodniówkę, najbliżej jak to możliwe - na Kopę Biskupią. Tam okazało się, że poza szczytem właściwie nie ma już śniegu! Faktycznie zima stulecia, jak wieścili różni debile z mediów... Dla odmiany tego dnia niebo było praktycznie bezchmurne.


sobota, 25 stycznia 2020

Pasmo Ondřejníka i Lysá hora na początek i koniec tygodnia.

Ondřejník to masyw wchodzący w skład Pogórza Morawsko-Śląskiego (Podbeskydská pahorkatina), a konkretnie jego części nazywanej przez Czechów Štramberską vrchoviną. Często, ale błędnie, uznawany jest jako fragment Beskidu Śląsko-Morawskiego, jednak oddziela go od niego dolina Ostravicy oraz Bystrej.

Wybrałem Ondřejník na cel jesiennej wyprawy z tatą. Kiedyś jeździliśmy w północno-wschodnią Republikę Czeską dość często, ostatnio trudno trafić na jakiś wolny termin, który pasowałby nam obojgu. Ponieważ w weekend kręciłem się w polskich Beskidach, zatem tu pojechaliśmy w poniedziałkowy poranek.

Dlaczego właśnie Ondřejník? Po pierwsze - tam jeszcze nie byliśmy. Po drugie - widziałem go kilka razy z okolicznych szczytów i wydał się interesujący. Po trzecie - w pierwszy dzień tygodnia większość schronisk w czeskich górach bywa zamknięta, a tu jedno miało być otwarte!

Samochód zostawiamy w mieście Frýdlant nad Ostravicí (Friedland an der Ostrawitz). Mimo, że liczy ono mniej niż 10 tysięcy mieszkańców, posiada sprawnie funkcjonujące centrum przesiadkowe łączące dworzec kolejowy i autobusowy.


Kolorowym przejściem podziemnym przekraczamy dwupasmową drogę szybkiego ruchu.


środa, 22 stycznia 2020

Beskid Śląski i Żywiecki jak za dawnych lat.

Marzył mi się wypad w góry w klimacie starych dobrych czasów z kumplami: trasa ani zdobywanie wysokich szczytów nie było najważniejsze, liczyło się towarzystwo, fajna zabawa i piwo wypite na szlaku 😀. Sądziłem, że w listopadzie uda nam się ruszyć we trójkę, w doborowym składzie; niestety, niektórzy zaczęli starzeć się szybciej niż spadają kartki z kalendarza, zatem wybrałem się tylko z Turystykonem (Radkiem).

Spotkaliśmy się w piątek w centrum Bielska-Białej, skąd autobusem podjechaliśmy do dzielnicy Wapienica (Lobnitz). Wysiadamy przystanek wcześniej niż planowaliśmy, gdyż z okien dostrzegłem odkryte stare napisy na jednej z kamienic. Język niemiecki nie jest tu przypadkiem, jeszcze w pierwszych latach okresu międzywojennego posługiwało się nim ponad 80% mieszkańców. Napisy wydobyto spod tynku niedawno podczas remontu budynku.



Zanim ruszymy w górę podchodzimy pod zaporę wodną, noszącą imię ostatniego prezydenta sanacyjnej Polski. Niedaleko zbiornika stoi drewniany domek, służący dziś jako restauracja. Na wewnętrznych belkach odkrywamy wyryte numery, a to oznacza, że mógł zostać tu przeniesiony z innego miejsca.



piątek, 17 stycznia 2020

Brama Lubawska, Kotlina Jeleniogórska i Rudawy Janowickie - wszystko w jeden weekend!

Październikowy wypad w Sudety miał być bardziej z kategorii krajoznawczych niż górskich. Wędrować z plecakiem także mieliśmy zamiar, ale nastawialiśmy się przede wszystkim na podziwianie architektury i... celebrowanie małomiasteczkowego klimatu 😏.

Ostatnia kolejowa przesiadka wypadła nam na dworcu w Sędzisławie (Ruhbank). Po wyjściu z cuga od razu zwracamy uwagę na nietypowy budynek tartaku - dawnej stacji transformatorowej.


Na bocznych torach stoi już motorový vůz serii 810, czyli mój ulubiony model i to nawet niezbyt przebudowany. Obsługuje międzynarodowe połączenie do Trutnova. Skład jest czeski, załoga też, ale kiedy spytałem się, czy mogę zapłacić za bilet w koronach, to popatrzono na mnie jak na wariata.


Z Sędzisławia (Sędzisława?) jedzie dość sporo osób. Większość wysiada w Kamiennej Górze, reszta w Lubawce. Potem zostajemy sami z dwuosobową obsługą. Po kilku minutach przekraczamy granicę, konduktora wychodzi z szynobusu, aby ręcznie opuścić szlabany na przejeździe.

czwartek, 9 stycznia 2020

Sanctum Sepulchrum - kościoły Starego Miasta w Jerozolimie.

Odwiedzanie kościołów to jeden z głównych powodów wizyty w Jerozolimie. Nawet jeśli nie przybyliśmy na pielgrzymkę lub nie należymy do osób wierzących warto to czynić, dzięki temu czeka nas ciekawa lekcja historii, architektury, sztuki i... socjologii.

Na samym początku chciałem się trochę usprawiedliwić: ciężko złapać dobre ujęcie budynków z zewnątrz, bo zazwyczaj uniemożliwia to ciasna zabudowa, czasem to w ogóle nierealne. Z kolei wnętrza są ciemne i zatłoczone, więc większość prezentowanych zdjęć może być ziarnista, nie do końca ostra i pełna jegomościów, którzy sprawiają wrażenie wciskających się specjalnie pod cudzy obiektyw. Proszę zatem nie oczekiwać cudów 😏.

Wypadałoby zacząć od Bazyliki Grobu Świętego, w końcu najważniejszej świątyni chrześcijan. Bywa, że w pierwszy kontakt z nią turysta wejdzie przypadkowo, gdyż położona jest wśród innych obiektów i przy niedużym dziedzińcu. Fasada to misz-masz różnych elementów, przeważnie w stylu późnoromańskim.


Patrzymy głównie na konstrukcję z XI i XII wieku - wtedy ze zniszczeń odbudował ją cesarz bizantyjski, a znacznie rozbudowali krzyżowcy. Jednego z nich - Anglika - nawet pochowano pod przylepioną z prawej strony kaplicą Franków. Rycerze z Europy wznieśli dwa portale wejściowe, lecz jeden z nich zamurowano już w 1187 roku z rozkazu Saladyna. Dzwonnica kiedyś była wyższa, ale w 18. stuleciu ją zmniejszono, bo groziła zawaleniem.



piątek, 3 stycznia 2020

Sancta sanctorum czyli jerozolimskie Wzgórze Świątynne: Ściana Płaczu, meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale.

Jednym z podstaw konfliktu o Palestynę jest religia. Jeśli to samo miasto lub miejsce jest uznawane za święte dla kilku wyznań i każde chciałoby je mieć na własność, to możemy być pewni, iż spotka się to z krwawą reakcją z drugiej strony. 

Jerozolima ma ten problem, że jest święta potrójnie, bo wśród Żydów i chrześcijan stanowi numer jeden, a dla muzułmanów numer trzy pod względem wagi. Z tego też powodu po II wojnie światowej ONZ przygotowała plan, który pozostawał miasto pod kontrolą międzynarodową, tak aby wszyscy wierni mogli do niej swobodnie pielgrzymować. Jak wiadomo - nie udało się tego zrealizować. Najpierw większość świętych miejsc zajęła Jordania, a w 1967 Izrael. Kiedy jedni się cieszą, drudzy rozpaczają...

Centralny punkt Jerozolimy to Wzgórze Świątynne, biblijna Moria. Na nim stała Świątynia Jerozolimska, w starożytności jedyne miejsce kultu w judaizmie. Ważna powinna być także dla chrześcijan, bo Jezus tu nauczał, a także wypędzał z niej kupców. Burzona i odbudowana, ostatecznie zniszczona przez Rzymian została kilka wieków później zastąpiona obiektami islamskimi.

Opis zacznijmy od najstarszego elementu układanki czyli Ściany Płaczu, nazywanej także Zachodnim Murem (Żydzi preferują tę drugą wersję). Często określa się ją jako jedyną pozostałość po Świątyni Jerozolimskiej.


To stwierdzenie bardzo nieścisłe. Po pierwsze, nie jest to resztka dawnej Świątyni, ale murów oporowych wielkiej platformy, na której stał świątynny kompleks. Wcześniejszy mniejszy obiekt znacznie rozbudował król Herod Wielki i właśnie taka ściana miała utrzymać nową konstrukcję. Po drugie - zachowało się kilka innych mniej znanych elementów z tamtych czasów. Jedną z nich jest krótszy odcinek tego samego muru, tzw. Mały Mur Zachodni. Tam nie dotarłem, ale na wschód od Ściany Płaczu przy odsłoniętych wykopaliskach z różnych epok możemy dojrzeć resztki tzw. łuku Robinsona. W czasach Heroda wchodziło się tu ogromnymi schodami i po kamiennym moście w kształcie łuku wchodziło się na teren Świątyni.