sobota, 1 grudnia 2018

Śląskie niedaleko: gmina Dąbrowa (1).

Gmina Dąbrowa położona graniczy od zachodu ze stolicą Górnego Śląska. Bywam na jej terenie dość często, więc wypadałoby popełnić jakiś wpis o tej jednostce administracyjnej, zwłaszcza, że można tam kilka ciekawych rzeczy zobaczyć.

Z aparatem wybrałem się na objazdówkę w październiku 2017 roku, wtedy kolorowa jesień pokazywała pełnie swoich możliwości. Z kilku miejsc dobrze widać Elektrownię Opole, oddaloną o kilkanaście kilometrów.


Sokolniki (Sokollnik, Falknerdorf). Parę domów na krzyż. W przeciwieństwie do niektórych sąsiednich gmin nazewnictwo miejscowości jest wyłącznie polskie. Wynika to z faktu, że tutaj autochtonów jest już stosunkowo niewielu.


Rudy rządzi!


Dąbrowa (Dambrau) liczy nieco ponad tysiąc mieszkańców. Ponieważ Dąbrów w Polsce występuje cała masa, to czasem dodaje się też przymiotniki: Dąbrowa Niemodlińska lub rzadko Dąbrowa Opolska. Tę pierwszą nazwę nosi przystanek kolejowy, ale wioska to po prostu "czysta" Dąbrowa.

Najciekawszym obiektem i głównym zabytkiem jest pałac z XVI wieku.


W 19. stuleciu nabyli go Hochbergowie, którzy nadali mu neorenesansowy wygląd. W okresie międzywojennym stał się z kolei własnością grafa Hermanna zu Solms-Baruth, wżenionego w ród Hochbergów. Mniej więcej w okolicach 1939 roku rezydencja została sprzedana za długi - to jedna z wersji. Inna głosi, że ostatni graf angażował się w działania polityczne przeciwko nazistom i musiał opuścić kraj. Jedno nie wyklucza drugiego. Prawdopodobne jest, że po wyjeździe Hermanna jeszcze przez kilka lat mieszkali w dobrach dąbrowskich jego krewni, ale ostatecznie i tak zajęło je państwo niemieckie.

W czasie kampanii wrześniowej we wnętrzach zorganizowano punkt etapowy dla żołnierzy XIV korpusu Wehrmachtu. W reprezentacyjnych salach urlopowali się oficerowie, następnie urządzono w nich szkołę dla nauczycielek oraz zakład szycia mundurów. Zimą 1944 w związku ze zbliżającym się frontem pałac zamieniono na punkt sanitarny.


Okres późniejszy, jak w przypadku wszystkich takich przybytków na Ziemiach Wyzyskanych, nie był dla pałacu najszczęśliwszy. Na początku splądrowali go czerwonoarmiści, potem dzieła zniszczenia dopełnili szabrownicy - zrabowano nawet... szyby. Po dawnym bogactwie i szyku nie było już śladu. W środku koszarowano przesiedleńców z Kresów, następnie Państwowy Ośrodek Maszynowy, a komnaty zamieniono na magazyny.

W 1975 przejęła go uczelnia wyższa z Opola, dzisiejszy Uniwersytet. I trzyma w swoich rękach do tej pory. Właściwie nie wiadomo w jakim celu? Od lat czytam, że ma w nim powstać "Opolskie Centrum Biznesu". Od zawsze też brakuje pieniędzy na dokładny remont. Stan techniczny jest kiepski, choć nie tragiczny. Fakt - coś tutaj zrobiono, m.in. wymieniono dachy. Woda nie leci do środka, złomiarze (chyba) niczego już nie kradną, zresztą pewnie zrobili to już dawno temu. Ale nie da się ukryć, że pałac ten mógłby stać się czymś ważniejszym, niż ciekawostką historyczną.

No, ale Uniwersytet może się pochwalić, że ma własną siedzibę arystokracji!


Warto zwrócić uwagę na szczegóły - np. na te nietypowe kominy spiralnie skręcone.


Kartusz herbowy nad wejściem przy wieży. Jest to rozbudowany herb Hochbergów.


Jego skromniejsza, za to kolorowa wersja, znajduje się nad boczną bramą od strony parku.



Elementy z większego herbu (orzeł cesarski oraz lew - być może czeski) umieszczono naprzemiennie na fasadzie.


Niewielka boczna wieża, zapewne o charakterze dekoracyjnym. Podobno w czasie wojny Niemcy mieli umieścić w niej karcer dla robotników przymusowych i jeńców radzieckich oraz jugosłowiańskich.


Drewniany, podparty wykusz.


Jakiś czas temu w pobliżu pałacu pojawiły się duże drewniane rzeźby rycerzy. Co mają symbolizować? W Dąbrowie nie było średniowiecznego zamku.



Brama wjazdowa na teren kompleksu kojarzy mi się z architekturą Dalekiego Wschodu.


Oczywiście przy pałacu nie mogło zabraknąć folwarku, którego zabudowania stoją do dzisiaj. To właśnie w nim mieli pracować robotnicy z krajów okupowanych, a także jeńcy z ZSRR i Jugosławii. W latach 80. mieściła się tu baza remontowa Wojewódzkiej Komendy Milicji.



Kilkaset metrów od dawnej siedziby Hochbergów stoi późnorenesansowy kościół św. Wawrzyńca. Data jego budowy to początek XVII wieku, później jeszcze go częściowo "poprawiano".


Dąbrowska parafia jest znacznie starsza, wzmiankowano ją już w XIII wieku. O długiej metryce świadczy także dość archaiczny patron, jakim jest Wawrzyniec z Rzymu.


Kościół, o dziwo, ma otwarte drzwi, więc można zajrzeć do środka. We wnętrzu barok łączy się z klasycyzmem. Ambona to późne rokokoko.



Spod kościoła można obejrzeć panoramę wioski. Zwraca na siebie uwagę niewielka remiza strażacka z drewnianą wieżą ćwiczeniową z przełomu XIX i XX wieku (straż pożarna pożarna w Dambrau funkcjonowała od 1896 roku).



Oczywiście jak w każdej podopolskiej miejscowości nie brakuje tutaj starych domów chylących się ku upadkowi.


Opuszczam Dąbrowę i piękną aleją kieruję się na wschód.


Przy polach stoi samotny krzyż.


Po kilku kilometrach dojeżdżam do Chróściny (Chrosczinna, Reisern). Mieszka tu więcej ludzi niż w Dąbrowie, lecz z powodu peryferyjnego położenia nie została siedzibą gminy (choć w przeszłości przez kilka lat istniała samodzielna gmina Chróścina).

Przy głównej drodze większość zabudowy ma co najmniej kilkadziesiąt lat. Sporo domów jest zamieszkałych i w przyzwoitym stanie.




Wiele najlepsze czasy ma już za sobą. Czasem można dowiedzieć się, w którym roku je wybudowano - ten bodajże posiada datę 1870 i nosił wówczas numer 10. Napis jest słabo czytelny, ale wydaje mi się, że postawił go Bauer Franz Gysa.


Inne detale chróścińskich domów: P. Wieuch 1896 i A. Bednorz 1932. Takich pamiątek jest dużo, tylko czasem ciężko je sfotografować nie wzbudzając niezdrowej reakcji u gospodarzy.



Dąbrowa posiada pałac, w Chróścinie znajdziemy pałacyk (dwór). Wybudowano go pod koniec XIX wieku dla właściciela tutejszego majątku, którym był niejaki Tadeusz Szymoński. Niestety, nie umiałem znaleźć więcej informacji o tym człowieku. Był Polakiem? Jeśli tak, to najprawdopodobniej z Wielkopolski. Posiadanie przez niego włości na Górnym Śląsku traktować należy jako ciekawostkę.

Pałacyk wyraźnie nawiązuje do architektury szwajcarskiej i alpejskiej. Dworek pełnił rolę siedziby rodowej, ale także willi wypoczynkowej.


Elementem typowo górnośląskim jest lauba. Obecnie w pałacyku mieści się Zespół Szkół.


W przypałacowym parku odkryjemy dwa stawy. Są starsze niż sam dworek, bowiem wzmiankowane jako hodowlane były już w połowie XIX wieku. Park niedawno został odnowiony i uzupełniony o "małą infrastrukturę turystyczną".




Po folwarku odziedziczono kilka budynków. Niektóre kompletnie przebudowano, z innych nadal korzysta się gospodarczo, m.in. hodując konie.



W centrum wioski musi stać kościół - tym razem pod wezwaniem Piotra i Pawła. Sama świątynia jest skromna, bezwieżowa, przypomina obiekty ewangelickie.


Znacznie ciekawsza jest dzwonnica bramna - konstrukcja gotycka z XV wieku, więc zabytek nie tak powszechny w tym rejonie. Górną część zrekonstruowano w ubiegłym stuleciu. Niestety, od dłuższego czasu wieża zapaskudzona jest religijnym banerem - czy farorz naprawdę myśli, że przyciągnie on jakieś nowe owieczki?? Ogromny krzyż także wydaje się zbędny, chyba wszyscy wiedzą, że z tyłu mają kościół.



Teren przed kościołem wypicowano i wyremontowano także ceglaste budynki, które tam stoją.


Między drzewami leży płyta z Pomnika Poległych. Kiedyś miał on formę stojącą, ale po wojnie pomnik zniszczono (znajdował się niedaleko wieży). Być może tę najważniejszą część przechowali mieszkańcy albo przeczekała złe czasy gdzieś w mniej widocznym miejscu. Na górze wyryty Krzyż Żelazny z monogramem Wilhelma II z okresu Cesarstwa Niemieckiego.



Kościół jest młodszy niż w Dąbrowie - powstał w 1792 roku po pożarze poprzednika z wykorzystaniem fragmentów ścian. Wyposażenie barokowe, nieco zubożone w porównaniu ze stanem przedwojennym (inny ołtarz główny, brak ambony).


Stacje drogi krzyżowej. Podejrzewam, że kiedyś posiadały też napisy, które usunięto lub zamalowano.


Plebania za murem, też wiekowym (możliwe, że część pochodzi z okresu stawiania dzwonnicy).


Nowy Pomnik Poległych w II wojnie światowej. Według inskrypcji złożyli się na niego obecni i dawni "chróścinianie/reisernowcy".


Na cmentarzu zachowało się kilka starych grobów. Krzyż ma dwujęzyczny napis, zadbane są nagrobki księży (to akurat norma).



W Chróścinie stały kiedyś blisko siebie dwa drewniane wiatraki typu "koźlak". Do dziś przetrwał w formie ruiny jeden, pochodzący z połowy XIX wieku. Drugi rozpadł się gdzieś w latach 70. ubiegłego stulecia. W całym województwie są tylko cztery takie wiatraki (dwa przeniesiono do skansenu, więc im zagłada nie grozi).


Wiatrak przestał spełniać swoją rolę po włączeniu Śląska w granice Polski. Położony na prywatnej posesji, odgrodzony murem. Zdaje się, że w żaden sposób nie jest obecnie chroniony, bo z rejestru zabytków go... skreślono. Tak na naszych oczach umiera historia.


Wczoraj postanowiłem zajrzeć pod pałac w Dąbrowie, aby sprawdzić, czy po ponad roku coś się tam zmieniło. To tylko pretekst, bo byłem niemal pewien, że nie i generalnie miałem rację. Choć nie do końca.

Pałac żadnych nowych prac remontowych się nie doczekał.


Te spiralne kominy to ponoć ewenement na skalę europejską, ale raczej nie jedyne na kontynencie (jak gdzieś napisano), bo chyba widziałem już takie u Czechów i chyba u Słowaków.


Co się zatem zmieniło, jeśli nie fasada? Otóż w ciepłych miesiącach pojawiła się możliwość zwiedzania pustych wnętrz, otwarto także dla wszystkich park pałacowy. Spacer po nim odpuściłem, bo pogoda do tego nie zachęcała.

Przyjrzałem się za to dokładnie tarasowi od północnej strony - to prawdopodobnie było kiedyś głównej wejście do pałacu, obecnie jest zamurowane.



15 komentarzy:

  1. A jaką funkcję pełni ten wyświetlacz na dąbrowskiej ambonie? Podaje aktualny stan "tacy"? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Licznik to ma już sam ksiądz w oczach :P

      Wyświetlacz zapewne pokazuje jaki numer piosenki ze śpiewnika teraz będzie "grany".

      Usuń
  2. Coś w pierwszym zdaniu mi nie pasuje. Chyba chodzi o stolicę Śląska Opolskiego.

    Te kominy spiralne to faktycznie rzadkość. Ciekawe, czy je zbudowano tak tylko dla ozdoby, czy czemuś to miało służyć?

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko pasuje - Opole to historyczna stolica Górnego Śląska :)

      Co do kominów to nie wiem, wszędzie piszą, że to unikat, ale nie piszą, dlaczego takie są :P

      Usuń
  3. Te spiralne kominy to chyba inspiracja z Anglii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te lauby (piękne słowo!) były też popularne na Żuławach, choć tam zapewne inaczej się nazywały. W każdym razie miały wspólną proweniencję - szwajcarską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewien, czy to rzeczywiście pochodzenie szwajcarskie. Ta lauba z Chróściny rzeczywiście kojarzy się alpejsko, jak cały budynek. Ale przecież zazwyczaj lauby były (są) znacznie bardziej archaiczne - z prostymi deskami i elementami.

      Tak na marginesie obecnie pod tą nazwą często określa się np. sień wewnętrzną w domu. Bo stare lauby są w zaniku.

      Usuń
    2. O pochodzenie lauby nie będę się sprzeczać, ale zdobienia laubzekinowe to już szwajcarska moda: http://www.zulawyimierzeja.org.pl/download/Domy_zulawskie.pdf

      Usuń
  5. Cześć! Przejrzałem po zdjęciach wszystkie wpisy na Twoim blogu, gdzieniegdzie wczytując się w treści pisane. Trafiłem tu z bloga Buby. Gratuluję wycieczek. Mam jednak dwie uwagi, polityczne. :)

    1. Dlaczego Ziemie Odzyskane nazywasz Ziemiami Wyzyskanymi? Osobiście czuję się tą nazwą urażony jako Polak, mieszkaniec tych ziem oraz prawnuk pionierów. Słowo "wyzysk" ma negatywny wydźwięk. Pojęcie "Ziemie Wyzyskane" sugeruje, że myśmy te ziemie wyzyskali, czyli zrobili coś nie tak z nimi czy źle zagospodarowali. Jest to krzywdzące uogólnienie wobec Polaków, a przede wszystkim wobec pionierów i pierwszych polskich osadników.
    Jak najbardziej, wbrew propagandzie IPN-u, prawidłowa jest nazwa Ziemie Odzyskane. Myśmy te ziemie odzyskali, po wiekach, ale jednak. Ewentualnie można też przecież nazywać je Ziemie Zachodnie i Północne.

    2. Nie rozumiem, dlaczego twierdzisz że ww. ziem Armia Radziecka nie mogła wyzwolić. Fakt wcześniejszego ich należenia do Niemiec nie ma tu nic do rzeczy. Fakt, nie można wyzwolić Niemców od Niemców, ale wyzwolenie można interpretować jeszcze na inne sposoby.
    Można wyzwolić spod faszyzmu i odnosi się to także do Niemców. Ba, sami Niemcy mówią o wyzwoleniu. Przykładowo, niedaleko Berlina jest miasto Nowa Wieś Górna (Hohen Neuendorf (bei Berlin)) i tam oficjalne uroczystości wejścia do miasta Wojska Polskiego i Armii Radzieckiej wprost nazywane są Dniem Wyzwolenia.
    W odniesieniu do ziem włączonych do Polski możemy także mówić o wyzwoleniu spod panowania niemieckiego.
    Możemy także mówić o wyzwoleniu miasta czy obszaru, jako samorzutnego organizmu, spod faszyzmu lub panowania niemieckiego.
    Niewątpliwie możemy też mówić o wyzwoleniu robotników przymusowych, jeńców wojennych i więźniów przebywających w danej miejscowości, w tym Polaków. Oni nie zostali zdobyci, tylko wyzwoleni.
    Obojętnie które ww. interpretacje przyjmiemy, jak najbardziej możemy mówić o wyzwoleniu miast i wsi które przed 1939 rokiem należały do Niemiec. Jest to prawidłowe i zgodne ze znaczeniem słowa "wyzwolenie". Oczywiście propaganda IPN-u stwierdzi, że to było "sowieckie zniewolenie" czy tam druga okupacja (nie znając znaczenia słowa okupacja), ale jak zwykle nie warto tego brać pod uwagę.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ziemie Wyzyskane" wziąłem bodajże z tekstów z "Samych Swoich" albo "Domu" - już nie pamiętam, gdzie to padło. I taka nazwa jest dla mnie prawidłowa. Większość z tych ziem "odzyskanych" przez wiele wieków prawie nie miało związków z Polską, niektóre praktycznie nigdy. Ja tu nie widzę "odzyskania", co najwyżej "przyłączenie". I tak, Polska zrobiła z nimi "coś" źle i źle zagospodarowała. Porównanie potencjału większości miejscowości przedwojennego a obecnego nie wypada korzystanie dla RP. Na dawnych niemieckich wsiach biedę widać naocznie, domy często remontowano po raz ostatni jeszcze za Adolfa, a przemysł wywieźli Rosjanie, ewentualnie zwinął się po 1989. Turystycznego zagospodarowania Sudetów nawet nie ma co porównywać z okresem niemieckim, bo to przepaść! Jeśli chodzi o infrastrukturę kolejową to jest tak samo. Z głupoty lub nienawiści niszczono dzieła sztuki, zabytki, cmentarze, kościoły i wiele innych rzeczy. Czasem trwa to do dzisiaj. Zresztą już same określenie "osadnik" czy "pionier" jest mocno naciągane, bo zazwyczaj pierwsze grupy nowej ludności to byli ludzie, których nikt nie pytał czy chcą się tam mieszkać i znaleźli się z przymusu. To żadne "osadnictwo", to po prostu wysiedlenia/wypędzenia, czyli to, co obecnie klasyfikuje się jako zbrodnie wojenne.

      I nie, Armia Czerwona nie wyzwalała Oppeln, Breslau czy Stettina. Nikt sobie jej tam nie życzył. Ci Niemcy nie zostali wyzwoleni, te tereny zostały zdobyte na wrogu. Można od biedy stwierdzić, że taki Berlin został wyzwolony z terroru faszystowskiego, bo pozostał później w Niemczech. "Wyzwolenie" terenów poniemieckich oznaczało usunięcie dotychczasowych mieszkańców. W ten sposób można napisać, że Sowieci w 1939 albo w 1945 na Kresach naprawdę te tereny wyzwalali. Bo wyzwalali tamtęjszą ludność z polskiej niewoli (także Polaków - z "pańskiej" niewoli), a potem wyzwolili te ziemie z polskiej administracji i przyłączyli do siebie. Argumentacja dokładnie taka sama jak dla terenów poniemieckich. Wilno odzyskali Litwini (to, że w państwie sowieckim nie ma znaczenia), inne ziemie Wielka Ruś. Propaganda jest fajna, jeśli służy nam, gorzej jeśli może służyć komuś innemu.

      Zatem u mnie nadal zostaną "Ziemie Wyzyskane", a tereny zamieszkałe przez Niemców nie zostały wyzwolone, ale zdobyte. Ty czujesz się urażony użytym słownictwem, ja mogę czuć się urażony sugestiami, że ktoś z czerwoną gwiazdą na hełmie miał wyzwalać moich pra i dziadków. Nigdy nie słyszałem od nich takiego określenia. To byli wrogowie, nie wyzwoliciele. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z mojego - górnośląskiego - punktu tak to właśnie wygląda.

      A to co twierdzi IPN to akurat mnie też guzik interesuje ;).

      Usuń
    2. Słabe są te argumenty, nie podważających tych przedstawionych przeze mnie.

      Oczywiście, że popełniono błędy przy zagospodarowaniu Ziem Odzyskanych. Można i trzeba o tym mówić, sam to też czynię. Niemniej ocena nie jest jednoznaczna, a stosowanie krzywdzących uogólnień wobec mieszkańców tych ziem po prostu nie przystoi.

      Co do wyzwalania, napisałem wyraźnie jak można to interpretować i niekoniecznie musi się to wiązać z wypędzaniem Niemców. Można te wydarzenia traktować oddzielnie. Szczecin został przekazany Polsce dopiero 5 lipca 1945, a nie w Dzień Wyzwolenia 26 kwietnia 1945. Jak to się ma do tego, że sami Niemcy używają określenia "wyzwolenie" u siebie? Na to nie odpowiedziałeś.

      Gdyby nie "ktoś z czerwoną gwiazdą na hełmie", to Twoi pra- i dziadkowie dalej żyliby w ustroju faszystowskim. Czy tego chcieli?
      Określenie "wyzwolenie" ma konotacje pozytywne, a te co do zasady nie urażają w przeciwieństwie do konotacji negatywnych jak "wyzysk".

      Nie interesuje Cię co twierdzi IPN, ale idziesz mu w sukurs.

      Usuń
    3. Sorry, ale ja u Ciebie nie widzę żadnych argumentów, a jedynie propagandę. Musisz przyjąć do wiadomości, że polski punkt widzenia nie jest jedyny obowiązujący na tym świecie i nie wszyscy go podzielają.

      Moja ocena gospodarowania jest jednoznaczna: tereny poniemieckie spotkał w RP regres, z którego nie podniosły się do tej pory. A prościej: Niemcy lepiej gospodarzyli na tych terenach niż Polacy. Z różnych przyczyn.

      Niemcy używali słowa "wyzwolenie" głównie w okresie NRD, bo tak chciała właśnie propaganda. Nie znalazłem np. w Muzeum Historii w Berlinie słów o tym, że Sowieci ich wyzwalali. Nie, miasta niemieckie były tam zdobywane. Nigdy w życiu nie słyszałem z ust żadnego Niemca o tym, że ZSRR ich wyzwolił!

      Masz rację, "wyzwalanie" można różnie interpretować, a ja interpretuje je tak, że z punktu widzenia ówczesnych mieszkańców żadnego wyzwalania nie było. I to stanowisko mnie interesuje.

      Nie wiem czy moi pradziadowie żyliby dalej w ustroju faszystowskich - każda dyktatura kiedyś upada. Wiem, że Armii Czerwonej nikt nie witał z otwartymi ramionami, nie traktował ich jako wyzwolicieli, a zmiany granic jako czegoś dobrego. Podejrzewam też, że wielu mieszkańców Rzeszy, nawet nie przepadających za Adolfem, wolałoby dalej jego rządy niż "wyzwolenie" i wypędzenie, ewentualnie polskie rządy. Zresztą zamiast ustroju faszystowskie dostali komunistyczny. Dla wielu Ślązaków jeszcze gorszy. Z deszczu pod rynnę.

      Określenia używane w kłamliwej tudzież propagandowej formie nie mają pozytywnych konotacji tylko obraźliwą. Spytaj się jakiegoś starego Kresowiaka czy czuł się wyzwolony w 1945 jak go pakowali do bydlęcego wagonu? Bo przecież tak mówiono, że to wyzwolenie. A skoro ktoś tak mówi ze swojego punktu widzenia i ma pozytywne konotacje to przecież musi być prawda!

      Jeśli twierdzisz, że idę w sukurs IPN-owi to widać, że nic tu jednak nie czytałeś dokładnie.

      Usuń
    4. Regres spotkał Ziemie Odzyskane głównie pod wpływem kapitalizmu. Polska Ludowa dość dobrze gospodarowała, zakłady przemysłowe działały, a gęstość linii kolejowych nie zmniejszała się.

      Przykład z Niemiec już podawałem odnośnie miasta Hohen Neuendorf, koło Berlina. Oficjalne uroczystości nazywają się tam Tag der Befreiung - Dzień Wyzwolenia.
      http://hohen-neuendorf.de/de/stadt-leben/aktuelles/gedenken-zum-tag-der-befreiung-hohen-neuendorfs

      Rozpatrywanie indywidualnych spraw nie większego znaczenia. Rozpatrujemy tu ujęcie ogólne, generalne, a nie indywidualne zapatrywania.

      Dalej nie rozumiem dlaczego wiążesz wyzwolenie z wypędzeniem. Jedno z drugim nie jest bezpośrednio powiązane. Podałem przykład Szczecina, gdzie do 5 lipca 1945 Szczecin był wyzwolonym miastem niemieckim, a dopiero 5 lipca 1945 nastąpiło przekazanie miasta Polsce.
      Moi dziadkowie byli Kresowianami, jak najbardziej określają to jako wyzwolenie.

      Jeżeli ktoś wolałby dalej rządy Adolfa, to zasługuje na potępienie, a nie na uwzględnianie jego opinii.

      Usuń
    5. Polska Ludowa Ziemie Wyzyskane rozpieprzyła. Miejscowości, które uniknęły zniszczenia w czasie przechodzenia frontu zostały często okrutnie okaleczane w okresie polskich rządów w wyniku celowej działalności lub zaniedbań. Rozbiórki, wyburzenia, sypiące się budynki, bo nikogo one nie obchodziły. To nie kapitalizm, to się zaczęło w latach 40. Koleje były zamykane już w czasach komuny - oczywiście przyspieszyło to znacznie w III RP, ale zaczęło się znacznie wcześniej. To mit, że PRL utrzymał wszystko, co zostało w transporcie kolejowym po Niemcach.
      A skoro już piszesz o słownictwie - Polska nic nie "odzyskała". Co najwyżej otrzymała od innych. A to spora różnica. Dlatego również hasło "Ziemie Odzyskane" to czysta propaganda (nawet wcześniejsza niż ostatnia wojna), na szczęście już rzadko jest ono używane.

      Piszesz o rozpatrywaniu ogólnym, a uczepiłeś się jednego miasta koło Berlina. A jak napisałem, że w samym Berlinie nikt nie wspomina o wyzwalaniu (może poza jakimiś emerytowanymi działaczami SED albo młodą, zaślepioną lewicą), to cisza...

      Nie, Szczecin do 5 lipca był miastem okupowanym, a nie wyzwolonym. Niemcy tam nie rządzili, nadal byli trzymani za mordę - przedtem przez fuhrera, którego sami sobie wybrali, a potem przez czerwonoarmistów. Ładnie mi "wyzwolenie". Zapewne mordy i gwałty na Ziemiach Wyzyskanych także były formą wyzwalania, taką trochę specyficzną.

      Skoro dziadkowie fakt, że musieli przymusowo opuścić swoje rodzinne strony, określają jako wyzwolenie, to nie mam więcej pytań. Gdyby byli z Krakowa, Warszawy itp. - to bym całkowicie zrozumiał.

      Jeśli nie potrafisz zrozumieć, że ktoś wolałby rządy Adolfa niż Józefa, aby zostać "na swoim", to nie widzę sensu dalszej dyskusji. Patrzysz tylko i wyłącznie z polskiego punktu widzenia i takie opinie chciałbyś jedynie uwzględniać. A na daremne zużywanie klawiatury nie mam czasu ani ochoty...

      Usuń
    6. Zawsze możesz używać określenia "Ziemie Zachodnie i Północne", przynajmniej nie będziesz obrażał tych, którzy coś dobrego zrobili na tych ziemiach (a są tacy, zapewniam).

      W Berlinie także spotyka się przykłady określenia zdobycia jako wyzwolenie. Jestem tam kilkukrotnie w ciągu roku i widziałem to także w wielu miejscach pamięci.

      Co do Szczecina, masz błędne wiadomości. Do 5 lipca był tam m.in. niemiecki zarząd miejski, a radzianie w sporach z Polakami często faworyzowali Niemców. Więc nie można mówić że dalej byli zniewoleni. Do 5 lipca 1945 było to więc niemieckie miasto wyzwolone (spod faszyzmu).

      Tak, nie potrafię zrozumieć jak można woleć rządy Adolfa aby tylko zostawać "na swoim", zwłaszcza wiedząc jak straszliwymi rzeczami te rządy były obłożone. Wobec takich osób nie mam litości w ocenie ich wypędzenia, mimo że co do ogółu to współczuję im wypędzenia.

      Usuń