niedziela, 16 grudnia 2018

Przez czeski Śląsk i Morawy śladami Pomników Poległych.

Większość grudnia to kalendarzowo nie jest jeszcze zima, ale w przeszłości normą było, iż klimat stawał się zimowy. Jakiś czas temu zaczęło się to zmieniać - coraz trudniej w ostatni miesiąc roku spotkać zimę. Jeżdżąc od ponad dekady na jarmarki bożonarodzeniowe zawsze miałem jednak jej namiastkę, chociażby w górach. Tym razem nie było nawet tego - okolice Jesioników żywcem przypominały wiosnę! Na mnie działa to przygnębiająco...



Wyjeżdżając w kierunku Zlina postanowiłem zwiedzanie ograniczyć do maksimum trzech postojów - jak dla mnie to wyjątkowy minimalizm. Jako motyw przewodni wybrałem jeden z moich koników, czyli Pomniki Poległych z I wojny światowej. W Republice Czeskiej to temat rzeka...

Najpierw zatrzymałem się w miasteczku Horní Benešov (Bennisch). Dawna osada górnicza, nazywana Perłą Śląska - wydobywano tu złoto, srebro, miedź i rudę żelaza.

Dzisiejszy rynek na pewno perłą nie jest. Stoi na nim kilka adwentowych straganów, ale czynne mają być dopiero... w dni powszednie (a jest sobota!).


Wchodzę w jedną z wąskich uliczek i mijam farę. W porównaniu z wypasionymi probostwami z Polski robi wrażenie prawie ruiny. Zamieszkujący ją ksiądz jest znad Wisły - czescy mężczyźni dziwnym trafem nie pchają się do zakładania czarnych kiecek.


W murze kościelnym umieszczono drogę krzyżową oraz kaplicę, która pełni funkcję Pomnika Poległych.


Niedawno została gruntownie odnowiona i cieszy oko (o ile może je cieszyć lista zmarłych).



Chłopiec zasłaniający swoje przyrodzenie dużym mieczem wygląda ciut dwuznacznie.


Obok w górę strzela kościół św. Katarzyny z XVIII-XIX wieku. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o jakieś ciekawe zabytki miasteczka.


Jedziemy dalej. Mimo zapowiedzi fatalnej pogody jak na razie słońce dzielnie świeci na niebie.



Stary i wyremontowany dom w Leskovcu nad Moravicí (Spachendorf). Zdjęcie to wynik kiepskiego oznakowania skrzyżowania - pojechałem prosto, zamiast w lewo i zawracając ujrzałem ów budynek.


Granicę między Śląskiem a Morawami wyznaczała rzeka Moravice. W latach 1987-1998 w okolicy Leskovca wybudowano zbiornik Slezská Harta. Nazwę wzięto od wioski, która częściowo została zalana, natomiast sąsiednia Moravská Harta (Mährisch Hartau) praktycznie przestała istnieć. Pod względem wielkości zbiornik to numer 9 w Republice Czeskiej.


Zdjęcia wykonałem z morawskiego brzegu - w tle widać Śląsk. Przy okazji wystraszyłem jakąś czeską parkę, która stała sobie nielegalnie przy szlabanie i chyba myślała, iż przyjechała policja 😏.


Kilka kilometrów dalej są Bílčice (Heidenpiltsch). Przy głównym skrzyżowaniu znajduje się drewniana wiata, pomnik oraz kościół. Znowu spotykam parę znad zbiornika, która zaczyna mi się podejrzliwie przyglądać 😛.



Pomnik Poległych wystawiono w 1921 i zdaje się, że poświęcono patronce gminy. Przy datach wykuto także miejsca śmierci: widać więc Francję, Rosję i Włochy. Ta pierwsza może dziwić, bowiem front zachodni Wielkiej Wojny był domeną Cesarstwa Niemieckiego, ale Austro-Węgry także posłały tam swój niewielki kontyngent, głównie jednostki artylerii.



Kościół wybudowano w XVII wieku i wydaje się mocno zaniedbany. Nosi wezwanie św. Markéty, czyli Małgorzaty z Antiochii. Dość egzotyczna postać, ale podobno w Polsce patronuje wielu parafiom.


Pod świątynią zachowało się kilka starych grobów, jest też nowszy czeski cmentarz.




Ostatnim turystycznym punktem tego dnia będzie Moravský Beroun (Bärn). Nie wiem czy z powodu podobieństwa w nazwie, ale miejscowością partnerską jest górnośląski Bieruń 😛.

Miasto (znowuż powinienem napisać miasteczko, bo to ledwie 3 tysiące mieszkańców) posiada kilka interesujących miejsc. Jednym z nich jest Křížový vrch - górka (616 metrów n.p.m.) zaliczana do szczytów Niskiego Jesionika. Niestety, chmury chwilowo zwyciężyły i atmosfera zrobiła się mroczna, a temperatura spadła.


W średniowieczu wybudowano na niej zamek, wzmiankowany po raz pierwszy w 1406 roku. Najprawdopodobniej przetrwał tylko kilkadziesiąt lat do wojen husyckich. W 1751 roku na opuszczonym wzniesieniu pojawiły się stacje Drogi Krzyżowej, a na szczycie kaplica. Sto lat później drewniane stacje zastąpiono wykonanymi z trwalszych elementów.



W XIX wieku teren przekształcono w park. W 1906 roku pojawił się modny w tamtych czasach Domek Alpejski, w którym zamieszkał ogrodnik. Do dziś pozostały po nim schody.




Niewiele więcej przetrwało z zamku, który po zniszczeniu służył jako źródło materiałów budowlanych.


Przypadkowo znajduję tu niewielki pomniczek - nagrobek. Ktoś upamiętnił kapitana Richarda Matznera, który poległ w listopadzie 1914 roku bei Buczkov. Pewnie chodzi o Buczków w powiecie bocheńskim.


Poniżej górki (na której widziałem kilka kupeczek białego, jedynej oznaki zimy tego dnia) wznosi się kościół Podwyższenia Świętego Krzyża. Podobnie jak poprzednie jego stan nie jest najlepszy, po 1945 roku kompletnie zdewastowano wnętrza. Pod drzwiami spotykam dwóch dżentelmenów raczących się piwem w towarzystwie psa Gustava.


W centrum również zaglądam tu i ówdzie. Budynek fary oraz towarzysząca mu stodoła najlepsze lata mają już za sobą. Na trawniku moją uwagę przyciąga dziwna, współczesna rzeźba o nieznanym przesłaniu. Poskręcane postacie ludzkie mogą symbolizować wiele rzeczy i może o to chodzi?



Kościół NMP to obiekt pochodzący z renesansu, z początku XVII wieku. Ufundował go książę ziębicki i oleśnicki Karl (Karel) II jako świątynię luterańską. W wyniku późniejszych przebudów miesza się w nim kilka różnych stylów.



Wchodzę na cmentarz. Przy bramie wita pomnik Armii Czerwonej, która wyzwoliła miejscowych Niemców z rąk Niemców. Żołnierzy wymieniono tylko kilku, w maju 1945 raczej nie było tu już większych walk, a niektórzy zmarli ponad miesiąc po zakończeniu wojny.



Nekropolia dzieli się na dwie części: po lewej są groby, po prawej puste pole. Możliwe, że kiedyś właśnie w tej gołej połówce była większość pochówków. Kilka pamiątek z przeszłości przylepionych jest do muru. Już pierwsza z nich wywołuje zaskoczenie: płacząca kobieta, napis "Maria" i... pentagram!


Nie przypominam sobie drugiego takiego grobu na kościelnych cmentarzach!

Kawałek wyżej coś, co zapewne kiedyś było Pomnikiem Poległych.



Przy środkowej alei rośną wysokie drzewa. Widać tu jeszcze nie dotarł szał wycinania, bo spadną komuś na głowę i ciągle lecą te liście.


Metalowa figura Chrystusa z 1868, odrestaurowana przy pomocy mieszkańca, który musiał opuścić Bärn w 1946 roku.



Po wyjściu z cmentarza idę jeszcze zerknąć za róg najbliższego budynku - zielony gmach to ratusz. Na prawo mały dworzec autobusowy - nawet w tak niedużej miejscowości mają wyświetlacz pokazujący najbliższe odjazdy.


W dalszej drodze pogoda zdecydowania się poprawia dzięki szerokiemu na kilkadziesiąt kilometrów oknu pogodowemu. Niewiele nam to jednak daje, ponieważ część kulturalna została na dzisiaj zakończona.

Zatrzymujemy się na większe zakupy w odwiedzanym kilkukrotnie centrum handlowym na obrzeżach Ołomuńca. Tłumy tak duże, że ciężko znaleźć miejsce parkingowe. A w środku niespodzianka - wszystkie kasy czynne, więc praktycznie nie było kolejek! Można? Można.


Z większych miast przecinamy Přerov (Prerau) - jego zwiedzanie zawsze odkładam na inny czas.


Wjeżdżamy do kraju zlínskiego, gdzie na horyzoncie znowu coraz więcej chmur.



Kolejny dzień w całości spędzam na jarmarku w Zlínie. Poniedziałkowa droga powrotna właściwie bez historii: poruszałem się głównie po terenach, które dobrze znam, więc prawie się nie zatrzymywałem. Pomnikowy akcent wystąpił w Valašskim Meziříčí, gdzie ze ścieżki pieszo-rowerowej sfotografowałem pomnik żołnierzy tureckich walczących po stronie Państw Centralnych w Galicji.


Na koniec władowałem się w korek-gigant na drodze 48 między Nowym Jiczynem a Frydkiem-Mistkiem. Trwa jej przebudowa na autostradę, więc długi odcinek zmienia się w ciągły zator. Przez jakiś czas należy jej unikać, jeśli nie chcemy stracić zbyt dużo czasu.


8 komentarzy:

  1. Złem i grzechem przesiąknięta kraina, w której kas otwartych obfitość, a domy parafialne małe i nieodnowione!
    A pentagram taki, jak na nagrobku, był kiedyś uważany za symbol męki Pańskiej (5 ran JCh, względnie 4 kończyny i głowa), lecz górę wzięło histeryczne i zabobonne podejście do "magii i okultyzmu" oraz wszelkiej konkurencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekaw, czy ten pentagram w tym przypadku miał mieć znaczenie magiczne czy nawiązywał do symboli chrześcijańskich? Nagrobek jest bardzo intrygujący.

      Usuń
  2. Rzeczywiście, od kilku lat śniegu w Grudniu jak na lekarstwo. Twoje zdjęcia wyglądają, jak zrobione wczesną wiosną. Na 48 już wiosną, gdy jechałem do Velehradu trwały prace drogowe, pewnie jeszcze trochę przyjdzie poczekać na ukończenie. Myślisz, że to będzie autostrada? Troszkę dziwne, bo całkiem blisko jest autostrada nr 1.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, planowane otwarcie całości D48 na tym odcinku to lata 2020-22. Autostrada 1 prowadzi na Ostrawę, a ta ma ciągnąć do Czeskiego Cieszyna, więc prawie równolegle.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Lubię te Twoje zimowe wypady na czeską prowincję, choć ostatnimi laty faktycznie bardziej przypominają przedwiośnie. Ten zbiornik Slezská Harta, trochę podobny do naszej Bukówki na Bramie Lubawskiej. Przynajmniej od strony zaprezentowanych zdjęć. A pomnik z pentagramem faktycznie ciekawy i ma to "coś"...

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas szukam czegoś na temat tego pomnika i pentagramu i nic nie umiem znaleźć.
      Pozdrowienia

      Usuń
  4. No niestety, pogoda coraz bardziej na opak się robi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trzeba będzie polecieć za rok do Skandynawii, ale tej bardziej północnej ;)

      Usuń