poniedziałek, 24 września 2018

Drewniana Galicja: świątynie w Sanoku i okolicach.

Tereny należące niegdyś do Królestwa Galicji (i Lodomerii) są bogate w architekturę drewnianą, pod tym względem jest jej tam najwięcej w całej Polsce. W tym wpisie chciałbym zaprezentować obiekty sakralne z tego budulca znajdujące się w Sanoku i okolicy.

Nie będzie zaskoczeniem, iż największe ich nagromadzenie znajduje się w Muzeum Budownictwa Ludowego, czyli w największym polskim skansenie. Co prawda takie budynki lepiej prezentowałyby się w naturalnej lokalizacji, ale często nie było już to możliwe...

Największy jest kościół św. Mikołaja z Bączala Dolnego (powiat Jasło). Stoi najbliżej wejścia i Rynku Galicyjskiego, więc zazwyczaj pełno przy nim turystów.


Ponieważ pochodzi z terenów zasiedlonych przez ludność polską, więc od początku był świątynią rzymskich katolików. Nie jest znana dokładna data jego budowy, ale podaje się, iż stanął najpóźniej w 1667 roku. W początkach swojego istnienia pełnił też funkcje obronne. Jego wysoką wartość architektoniczną zauważono już w XIX wieku, a na listę zabytków wpisano w 1956 roku.


Ponieważ mieszkańcy Bączala połakomili się na nowy, murowy kościół, więc w 1974 stary rozebrano i złożono rok później w Sanoku, gdzie stał się jedną z głównych atrakcji. 

Obiekt jest orientowany (czyli ołtarz główny skierowano w kierunku wschodnim) i otoczony podcieniami. W środku jest zawsze pełno ludzi, mam tylko jakieś stare zdjęcie sprzed lat.


Wokół zaaranżowano cmentarz przykościelny. Wśród przeniesionych nagrobków wyróżnia się należący do majora cesarsko-królewskiej armii.



Kolejna duża świątynia to cerkiew Narodzenia Bogurodzicy stojąca do 1978 w Ropkach (Рiпкы), w gminie Uście Gorlickie. Wybudowano ją w 1801 roku i służyła unitom. Po wypędzeniu Łemków była nieczynna, więc przeniesienie do skansenu uratowało ją przed rozpadem, choć na rekonstrukcję trzeba było czekać aż do 2001 roku.


To typowa cerkiew typu łemkowskiego, odmiany zachodniej (z dzwonnicą będącą integralną częścią, a nie stojącą osobno). Szczęśliwie ocalało wyposażenie z ikonostasem.



W wejściu (dzwonnica bramna z 1904 roku) umieszczono dzwon. Odlano go około 1925 roku w Przemyślu i wisiał w cerkwi w Balnicy (Бальніця). W czasie II wojny światowej parafianie zakopali go, aby ratować przed przetopieniem na cele wojenne Wehrmachtu. Potem mieszkańców wywieziono, wieś przestała istnieć i o dzwonie zapomniano na całe dziesięciolecia. Dopiero w 2006 został przypadkowo (to wersja oficjalna) odnaleziony przez człowieka z wykrywaczem metalu. Przewieziono go do skansenu, aby wszyscy mogli cieszyć nim oko - a jest czym, swojego czasu prezentowany był nawet na wystawie w Paryżu.


Cerkiew została ładnie skomponowana z sąsiednimi domami, więc mamy wrażenie, że stoi - jak kiedyś - w środku osady.


Kawałek dalej w lesie przyczaiła się skromna cerkiewka św. Onufrego Pustelnika z Rosolina (Грузьова) z gminy Czarna. To już Bieszczady i Bojkowie, nie Łemkowie. Świątynia jest naprawdę niewielka. Wybudowano ją w 1750 roku, według tradycji w podziękowaniu za uratowanie z nurtu wezbranej rzeki. Są jednak teorie, że może być nawet o wiek starsza, o czym ma świadczyć jej archaiczna konstrukcja.



Do czasów "akcji Wisła" służyła rusińskim grekokatolikom, następnie została opuszczona. Do skansenu przeniesiono ją w latach 50. lub 60. (na zewnętrznych belkach widać jeszcze numerację potrzebną w czasie rekonstrukcji). Co ciekawe - nigdy nie posiadała ikonostasu, a jedynie trzy ołtarze. Jej wyposażenie (w dużym stopniu zachowało się oryginalne) sugeruje, że w początkach mogła być przeznaczona dla rzymskich katolików.



Cerkiew numer trzy (greckokatolicka Narodzenia Najświętszej Maryi Panny) pochodzi z Grąziowej (Грузьова). Typowa świątynia bojkowska o przysadzistej sylwetce. Rok budowy to 1731, w 1968 wylądowała w Sanoku. Wyposażenie rozkradziono, zachowała się polichromia. Podobno, ponieważ drzwi były zamknięte. Sanocki skansen ma jeden podstawy minus - do większości budynków można wejść tylko z przewodnikiem. Należy go zamówić przy wejściu za grubszą kasę. Nam pozostało obejście dookoła.
Ponieważ leży ona trochę na uboczu, więc turyści zaglądają do niej rzadko. Wykorzystana została jako plan filmowy podczas kręcenia Wołynia.


Wkrótce nastąpi otwarcie piątej skansenowskiej świątyni - synagogi. Stała ona w Połańcu, czyli historycznej Małopolsce (a według obecnych podziałów w województwie świętokrzyskim, więc spoza terenów prezentowanych w muzeum) i nie ma nic wspólnego z żadną z autochtonicznych grup etnicznych podkarpackiego. Najwyraźniej jednak uznano, że bożnica będzie pasować charakterem do skansenu, a zwłaszcza Miasteczka Galicyjskiego - faktem jest, że drewniane żydowskie domy modlitwy istniały w Galicji, czego przykładem jest choćby synagoga z Gwoźdźca, której kopię sklepienia oglądałem w Muzeum POLIN w Warszawie.

W Sanoku rekonstrukcja będzie jednak znacznie bardziej zaawansowana - powstaje cały budynek. Prace trwają od trzech lat, ściany zewnętrzne już stoją. Pełne wykończenie wewnętrzne zapewne zajmie kolejne lata. Odtworzenie synagogi jest możliwe, ponieważ w okresie międzywojennym został dokładnie sfotografowana i opisana. Zniszczono ją w 1943 roku.


Poza skansenem w Sanoku można oglądać inny drewniany kościół - położony jest on w dzielnicy Olchowce (Вільхівці). Dawniej była to samodzielna miejscowość zamieszkana w dużej części przez Rusinów, którzy w 1844 wybudowali nową cerkiew greckokatolicką pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego. Bryła świątyni jest dość prosta, nie nawiązuje do tradycyjnych cerkwi łemkowskich ani bojkowskich. Nie posiada dużej głównej wieży, a trzy małe.


Została uszkodzona w czasie I wojny światowej, lecz ją wyremontowano. W 1927 postawiono obok murowaną dzwonnicę.


W 1948 przejął ją kościół rzymskokatolicki. Nie zmieniono wezwania, nie zniszczono ikonostasu, więc obecnie wyposażenie to mieszanina łacińsko-grecka.



Obok kościoła zachował się pojedynczy nagrobek w cyrylicy. Napis jest słabo czytelny, ale prawdopodobnie pochowano tu Aleksandra Witkowicia, parocha (proboszcza) zmarłego w 1921 roku.


Już poza parcelą kościelną ustawiono w latach 70. kamienny pomnik z napisem Miejsce uświęcone krwią Polaków pomordowanych przez oprawców hitlerowskich w latach 1942-1944. Nie wiem czy chodzi o jakieś konkretne wydarzenia rozgrywane akurat pod cerkwią czy raczej jest symboliczny? Na pewno w Olchowcach Niemcy zorganizowali obóz dla jeńców radzieckich, ale ich upamiętniono na cmentarzu.


Powiat sanocki posiada około 30 cerkwi (dawnych i obecnych), w tym kilkanaście drewnianych. Najbliższa znajduje się w Czerteżu (Чертеж, w latach 1977-1981 Przedmieście). To akurat typ cerkwi bojkowskiej, wybudowana w 1742 roku.


Swoją drogą to właściwie którzy Rusini mieszkali do czasów "akcji Wisła" w Sanoku? Miasto i okolica znajdują się poza tradycyjnym terenem osadnictwa zarówno Łemków, jak i Bojków. Wiadomo, że w XX wieku miejscowi grekokatolicy zwracali się najczęściej ku ukraińskiej świadomości narodowej, ale z drugiej strony to właśnie tutaj znajdowała się siedziba Apostolskiego Administratora Łemkowszczyzny (struktury kościelnej powstałej dla Łemków przeciwnych ukrainizacji), działało też Muzeum Łemkowskie. Według mapy umieszczonej w skansenie w tym rejonie przebywali Dolinianie - czyli "grupa polsko-ruska" (cokolwiek to znaczy). Widać, że wyznaczone przez etnografów granice w rzeczywistości są tylko sztucznymi kreskami na mapie, nie pokrywającymi się ze skomplikowaną i przemieszaną strukturą narodowościową.

A wracając do cerkwi - jest piękna. Chyba te bojkowskie podobają mi się najbardziej, choć według niektórych znawców to najbardziej archaiczny typ świątyń rusińskich. Pierwotnie posiadała ona trzy kopuły, po przebudowie została jedna, centralna.
Niestety, mogę ją podziwiać tylko przez płot, ponieważ bramę zamknięto na zamek i legalnie nie wejdziemy na podwórze.


Nie-polskich mieszkańców Czerteża wywieziono po ostatniej wojnie na Ukrainę. Cerkiew została porzucona, ale uniknęła zagłady. Na kilka dekad przejął ją kościół rzymsko-katolicki. Po upadku PRL-u wróciła do swoich pierwotnych właścicieli, choć nie wiem, czy odbywają się w niej regularne nabożeństwa. Z oczywistych przyczyn pozostaje mi uwierzyć na słowo, iż wystrój wnętrza jest współczesny i dość chaotyczny.

Świątynia położona jest malowniczo na wzgórzu, wśród drzew. Zaraz za płotem rozciąga się niewielki cmentarz - sądząc po nagrobkach to łaciński. Kilka starych grobów greckich znajduje się za zamkniętym ogrodzeniem.


Same dotarcie do cerkwi to osobna historia - co prawda przy drodze Sanok-Rzeszów ustawiono brązowe tabliczki, ale po skręceniu człowiek staje przed wyborem: wjechać komuś pod blok albo na jakieś rozpierdzielisko. Dostać się piechotą (bo nie autem) można obiema ścieżkami, natomiast ta druga wydaje się ciekawsza, bo prowadzi przez pozostałości po Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, czyli polskiej wersji kołchozu. W przeciwieństwie do zlikwidowanych PGR-ów część z nich nadal funkcjonuje, choć raczej nie ta 😏. Na pierwszym zdjęciu w budynku po prawej kiedyś działała OSP 😛.





Na sam koniec zamiast cerkwi będzie cerkwisko. Widziałem ich wiele, lecz te chyba najbardziej rzuciło mi się w oczy. Widać je doskonale z drogi krajowej w Besku (Босько), wsi położonej w zachodniej części powiatu sanockiego.


Drewniana świątynia greckokatolicka pod wezwaniem Narodzenia Bogurodzicy została konsekrowana w 1881 roku (wcześniej istniały starsze) na kilkumetrowym wzgórzu (o wymownej nazwie "Cerkiew"). Dach był obity blachą, ku niebu strzelały dwie wieże. Besko zamieszkiwali wówczas mniej więcej po równo Polacy i Rusini (którzy potem podzielili się na Łemków i Ukraińców). Po wypędzeniach nie miał już kto do niej uczęszczać i rozebraną ją w 1956 roku. Zostały tylko monumentalne schody z okresu międzywojennego, które robią wrażenie drogi donikąd oraz figury Chrystusa i Matki Bożej, a także kamienny krucyfiks.




Sylwetka nieistniejącej cerkwi znalazła się na nowym postumencie.


U góry ustawiono krzyż wbity w zarys fundamentów cerkwi.


Przetrwał unicki cmentarz, na nim około 40 nagrobków. Otaczają go stuletnie lipy.




Ładny stąd widok; prawie nie słychać ciągłego warkotu samochodów na krajówce biegnącej poniżej. A na horyzoncie można dojrzeć nowy kościół katolicki.



9 komentarzy:

  1. Moje ulubione drewniane klimaty, a w Sanoku mnie jeszcze nie widzieli... Widzisz, co narobiłeś Pudelku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie być w Sanoku to błąd ;) Rezerwujcie sobie czas na wizytę ;) Tak przy okazji - w niedzielę skansen jest darmowy. To podobno zasługa PiSu, który stwierdził, iż w dzień święty rodziny mają się rozwijać kulturalnie :P Jeśli to prawda, to byłaby pierwsza faktycznie "dobra zmiana" :D

      Usuń
  2. Chyba najczęściej odkładane miejsce z mojej kolekcji miejsc, które chcę zobaczyć. Pierwsze przymiarki były jeszcze w latach 80-tych. Ale w końcu tam trafię. Obiecuję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia! Bardzo ładne miejsce. Będę musiała się tam kiedyś wybrać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za kolejny świetny wpis! A zwłaszcza za zdjęcia cerkwi przeniesionej z Ropek. Byliśmy tam tydzień temu i mogliśmy sobie tylko wyobrazić świątynię, którą tak zachwalali nasi gospodarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czemu wyobrazić, skoro cerkiew istnieje? :>

      Usuń
    2. Będąc w Ropkach dowiedzieliśmy się od gospodarzy, że tamtejsza, wyjątkowo ładna cerkiew została rozebrana dawno temu i odtworzona po wielu latach w Sanoku. Zanim zobaczyliśmy ją na zdjęciach musieliśmy sobie wyobrazić jej wygląd :)

      Usuń
    3. A, i teraz wszystko jasne :) Faktycznie, cerkiew z Ropek jest jedną z ładniejszych w swoim rodzaju, zapewne też dlatego przeznaczono ją do przeniesienia.

      Usuń