poniedziałek, 19 lutego 2018

Karkonosze (2): Wang - Słonecznik - przełęcz Karkonoska.

Po nieudanej próbie zdobycia Śnieżki przy pomocy autobusu dotarliśmy do Karpacza (Krummhübel), a konkretnie do Karpacza Górnego (Brückenberg; do ubiegłego roku oficjalną polską nazwą były... Bierutowice).

O dziwo, wyszło słońce, jest nawet trochę śniegu. Podążamy za tłumem: mijamy mniej lub bardziej odrzucające przybytki gastronomiczne, galerię kiczowatych pamiątek (wielką popularnością cieszyły się tradycyjne, karkonoskie łuki) i stajemy pod płotem Kościoła Wang.


Norwesko-pruską świątynię zwiedzałem już przed laty, teraz chciałem tylko pokręcić się trochę po placu kościelnym, ale wstęp na niego kosztuje... złotówkę! To chyba jedyny w Polsce przypadek, że trzeba bulić za chodzenie PRZED kościołem! Gdybym był członkiem miejscowej gminy ewangelickiej to byłoby mi wstyd...


Kawałek dalej budka Karkonoskiego PN i pobierany haracz za wstęp... Przyroda niby należy do wszystkich, ale jednak nie do końca.

Niebieski szlak wznosi się łagodnie szeroką drogą. Ludzi masa, bo niektóre województwa mają ferie. Dzieciaki zjeżdżają w dół na dupolotach i sankach, niektóre w kaskach. Za niedługo to na huśtawkę będą włazić w ochraniaczach...



Rodzice dopingują pociechy do wędrówki. Większość latorośli jęczy, niektóre padają na kolana ze zmęczeniea. Jakiś chłopaczek widząc, że za zakrętem nie ma schroniska, zaczyna głośno wołać: "Nie, nie, nieeee"! Myślę, że jakby obiecać im nowego srajfona w nagrodę, to pędziliby jak stado jeleni!


Pierwsze widoki na wyższe partie wraz ze Śnieżką, która czasem wyłania się zza chmur.



Przed nami Polana. Nie byle jaka, bo Stara. W przeszłości stały na niej trzy schroniska, w tym największe - Schlingelbaude, po wojnie im. Bronka Czecha.



Spłonęło w 1966, według teorii spiskowych pożar miał ukryć defraudację. Bardziej prozaiczna przyczyna to niedopałek papierosa w koszu, zamiast w popielniczce. Mimo planów odbudowy nigdy do niej nie doszło. Szkoda, bo zmniejszyłoby dalszy ruch stonki Śląskim Traktem w kierunku Małego Stawu.

Wbrew często powtarzanym opiniom widoczne na zdjęciu podmurówki nie są pozostałościami po owym schronisku (te stało po drugiej stronie drogi), ale po innym budynku, towarzyszącym głównemu obiektowi.


Robimy krótką przerwę i odbijamy na prawo w żółty szlak. Od razu radykalnie spada ilość innych turystów.


Na górnej części Polany także kiedyś stało schronisko: Hasenbaude, rozebrane w 1954. Obecnie szlak ogrodzono płotkami, aby nie włazić w torfowiska.



Na przeciwległym stoku szeroka sylwetka Strzechy Akademickiej (Hampelbaude), uważanej za najstarsze schronisko w Karkonoszach.


W lesie czekają Pielgrzymy (Dreisteine, Pilgersteine).



Może coś wymodlili, gdyż na zachodzie zaczyna się przejaśniać.



Zaczynamy najbardziej męczący odcinek dzisiejszego dnia - podejście pod Główny Szlak Sudecki. Poprawiająca się pogoda sprzyja zmniejszeniu zmęczenia i uśmiech powoli wraca na gębę 😊.



Nad granicą lasu widać już panoramę. Znowu najbardziej wyróżniają się Rudawy Janowickie z Krzyżną Górą i Sokolikiem (ok. 18 kilometrów od nas). Za nimi m.in. Góry i Pogórze Kaczawskie.


Niebieska plama to zbiornik Sosnówka. Ciekawie uzupełnia krajobraz.



Śnieżka raz wychodzi z bieli, raz znów się w nią chowa. Kapryśna.



W tą stronę pójdziemy za chwilę...


...na razie odsadziłem Neskę, która cyka kolejne piękne zdjęcia, i jako pierwszy melduję się przy Słoneczniku. Zastanawiam się co kierowało osobami, która nadały im taką nazwę? Dla Niemców i Czechów, którym wskazywał południe, był znany jako Mittagstein i Polední kámen. Na krótko przemianowano go na Gerhard-Hauptmann-Stein. Ale słonecznik?


Skały są najlepiej widoczną formacją w całych Karkonoszach i pewnie jedną z najczęściej odwiedzanych. W poniedziałkowe popołudnie kręci się tutaj ledwie kilka osób, niemal wszyscy kierują się w kierunku wschodnim. Ponieważ zaczęło wiać to momentami chronię się w niewielkim zagłębieniu ubarwionym śladami moczu.




Śnieżka ładnie się odsłoniła. Miód, cud i rock'n'roll.


Jeszcze trochę zdjęć, jeszcze trochę cieszenia się... Wczoraj najwyższy szczyt Śląska i Czech dał nam kopa, dziś próbuje się zrewanżować. Aż chciałoby się na niego wdrapać tak jak dziesiątki małych ludzików podążających od Śląskiego Domu.




Z czeskiej strony znowu nadciągają chmury i to właśnie tam, gdzie i my idziemy.



Szlak prowadzi po zboczu, mocno rozdeptanym. O ile podejście pod Słonecznik było bezproblemowe - po twardym, zamarzniętym śniegu - to tutaj mocno się męczymy. Mimo, iż jesteśmy poniżej grani (którą biegnie granica), to podmuchy smagają nas po twarzy. Nie tak mocno jak wczoraj, ale nieprzyjemnie.

A w dole przyroda rozgrywa inny spektakl.



Od dawna widzimy przed sobą zabudowania. Byłem przekonany, że to Špindlerova bouda. Inez upiera się, że coś innego. Każde z nas jest przekonane, że ma rację. Im bliżej tych obiektów, tym większe mam wątpliwości co do mojej racności 😛.


Oczywiście byłem w błędzie, bo to Petrova bouda. No cóż, po dziesięciu latach człowiek może się czasem pomylić 😏. Špindlerka jest bliżej i zasłonięta przez Mały Szyszak (Malý Šišák, Kleine Sturmhaube), na którego nielegalnie właziło kilku narciarzy.


Za Tępym Szczytem (Kleines Rad) do GSS dochodzi czeski zimowy trawers z Luční boudy.


Zima potrafi być wspaniałym rzeźbiarzem - tutaj Słoń 😛.


Momentami nawierzchnia szlaku się wypłaszcza i śnieg staję się twardy; wtedy tempo wędrówki od razu wzrasta. Mija nas kilka osób idących z przeciwnej strony, głównie narciarze, przeważnie mówiący po czesku.

A gdzieś w oddali słońce nadal nie odpuszcza i próbuje się przebijać do ziemi.



Wreszcie robi się szerzej i zaczynamy schodzić do przełęcz Karkonoskiej (Slezské sedlo, Spindlerpass).


Lekko prószy śnieg. Po prawej schronisko Odrodzenie, gdzie będziemy dziś nocować. Neska od dawna ma rezerwację, ja nie, lecz znajdzie się dla mnie trochę placu 😉.


Obiekt pełen jest narciarzy spędzających tu z rodzinami urlopy. Po korytarzach i jadalniach biegają drące się dzieciaki, niektóre jeżdżą na rolkach. Słychać stuków "piłkarzyków" i ping-ponga. W recepcji trwają ustalenia odnośnie śniadania na następny dzień.
- Czy jest możliwość domówienia smażonych kiełbasek?
- A może chociaż parówki z wody?
- Dla mnie rano miseczka ciepłego mleka. Tylko miseczka, płatki mam swoje.
I tak dalej... Plecakowicze wyglądają jak z innej planety, tym bardziej, że nikt inny nie dostał się tu z buta, większość zostawiła samochód na czeskim parkingu odległym o kilkaset metrów.

Mając w kieszeni jeszcze trochę koron idę się przejść na posiłek do Czech, podczas gdy Inez wybiera ciepły prysznic 😏. Na dworze całkiem ładny wieczór.





Przełęcz Karkonoska wykorzystywana była już w średniowieczu jako punkt przekraczania gór na trakcie handlowym z miast po południowej stronie na Śląsk. W 1740 stanęła na niej pierwsza gospoda. W 1824 wybudowano Špindlerovą boudę (Spindlerbaude), która dwukrotnie padała ofiarą pożarów, ale zawsze ją podnoszono z gruzów.


Z Czech można tu dojechać samochodem i autobusem. Na parkingu dominują auta na wielkopolskich blachach, więc wiadomo, kto ma ferie. Sporo osób wyszło na mróz aby na smartfonach uwiecznić ostatnie promienie słońca.




Schodzę nieco w dół do znanego mi kompleksu należącego do wojska - VZ Malý Šišák. Kiedyś nosiło nazwę Adolf-baude, ale nie od imienia führera, tylko od nazwiska pierwszych właścicieli, którzy postawili je jeszcze przed Wielką Wojną.


Pensjonat także pełen jest miłośników narciarstwa, ale i tak spokojniej tu niż w Špidlerovej. O niższych cenach nie wspominając...


W przedsionku zwracają uwagę drewniane rzeźby podtrzymujące strop.


Wracając na Śląsk zahaczam jeszcze o Špindlerkę. Hotel ma osobliwą kategorię: trzy i pół gwiazdki. W restauracji kelnerzy w muchach i krawatach (także kobiety płci odmiennej), stoliki tematyczne, więc nawet tam nie wchodzę, tylko zamawiam piwo przy barze. Dostaję 0.4, a płacę jak za złote zboże (bez rachunku!) - wiadomo, że bogaci ludzie pół litra nie wleją w siebie... Co jakiś czas przemykają korytarzem niekompletnie ubrane osobniki, ktoś domaga się podania czterech browarów do sauny... Z ulgą opuszczam ten przybytek.

Wieczór w Odrodzeniu mija na lekturze 😏.


Dzisiaj pogoda nieco się zrehabilitowała za niedzielę, z nadzieją myślimy o jutrze.

A zamiast podsumowania wpis ze schroniskowej księgi gości:
I chwała Panu najwyższemu
naszemu najwyższemu - my
wdzięczni i pełni miłości
ku chwale ojczyzny
Amen
Niech żyje Polska Nasza
Ojczyzna umiłowana
w Chrystusie Panu
Amen
Wdzięczni (...)

Chyba ktoś rzeczywiście był bardzo wdzięczny, że dotarł aż tu 😏.

12 komentarzy:

  1. Przy przewijaniu, kiedy ukazało się zdjęcie Słonecznika, mój szybki jak błyskawica mózg podrzucił rozpoznanie: "Abraham Lincoln!". :-DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co, Lincoln był słonecznikiem czy tak mu się skały kojarzyły? :D

      Usuń
    2. A kto go tam, panie, wie - kim on naprawdę był? Jedne mówią, że kryptorasista, inne że reptilian, abo inny mason, to może i słonecznikiem mógł być... ;-))

      Myślę, że zagrało pewne podobieństwo zarysu górnej krawędzi z pomnikiem w Lincoln Memorial w Waszyngtonie.

      Usuń
  2. Uwielbiam góry! Akurat w te wakacje odwiedziłam to samo miejsce co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że Karkonosze są popularne :)

      Usuń
  3. hahha, tłumaczenie Brückenberg - az boli jak sie na to patrzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, wiele nazw miejscowosci dostało niezbyt ladne nazwy po II wojnie :( szkoda mi bo tlumaczone doslownie bylyby o wiele ladniejsze!

      Usuń
    2. Gdyby tłumaczyć dosłownie to byłoby coś w rodzaju "Mostowej Góry". "Bierutowem" uczczono Bieruta ;) Choć zaraz po wojnie używano nieoficjalnie nazwy "Korczakowo", a na sam Karpacz "Drogosławice" :P Jak się popatrzy na pierwsze polskie nazwy powojenne to aż zęby bolą ;)

      Usuń
  4. Dobrze że tym razem aura okazała się łaskawsza, bo od razu więcej ładniejszych zdjęć :) Trasa klasyk. Pokonywałem ją przynajmniej kilkukrotnie, choć tylko raz po śniegu (mimo że był początek listopada). A w "Odrodzeniu" kimałem jakoś na wiosnę 2000 roku, wraz z kumplem i grupką radosnych wrocławian. Było fajnie, choć rano trochę głowa ćmiła ;)
    Ciekawe, czy pod koniec tego roku otworzą Petrovą boudę, bo słyszałem że tak zamierzali. Do starej jakoś nigdy nie wdepnąłem, więc może teraz bym wstąpił na jakiś czeski obiad? ;)

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Petrova ma być otwarta dopiero w przyszłym roku, ale nie wiem w którym miesiącu. Starej otwartej już nie miałem okazji zastać, a szkoda, bo ona leży tak dokładnie w miejscu potencjalnego posiłku, jak się idzie od strony Kotłów, a Karkonoska jeszcze ciut daleko ;)

      Usuń
  5. Piękna zima jak w Norwegii :) mimo iż zimy nie lubię takie widoki bardzo :)

    OdpowiedzUsuń