poniedziałek, 22 stycznia 2018

Rowerowe niedaleko: Szydłów (Goldmoor). Złote bagna.

Szydłów (niem. Schiedlow, od 1936 Goldmoor) to licząca około pół tysiąca mieszkańców wioska położona w powiecie opolskim. Ze wszystkich stron otoczona jest Borami Niemodlińskimi. To dobre miejsce na wypad rowerowy, bo aby tam trafić zawsze trzeba przeciąć las 😊.

Wybraliśmy się w połowie listopada. Skorzystaliśmy z drogi, która istnieje już od dawna, ale dopiero kilka lat temu pokryto ją asfaltem.


Mijamy liczne ścieżki ciągnące w bok. W tym miejscu drzewostan jest gęsty i miły dla oka, ale ledwie kilka kilometrów dalej puszcze tną na potęgę, zostawiając wielkie połacie łysiny 😕.


W pewnym momencie odbijamy w bok - Bastek pokazuje mi swoje niedawne odkrycie: grób nieznanego niemieckiego żołnierza. Ktoś o niego dba, jakiś czas temu umieszczono na nim replikę... hełmu. Według kartki zginął on w marcu 1945 roku, wtedy ruszyła radziecka ofensywa na lewy brzeg Odry.


Gdy las się kończy pojawiają się tereny podmokłe.


Dojeżdżamy do miejscowości. Wioska wygląda na wymarłą. Przy głównej drodze sporo starych domów, część opuszczona.



Na skrzyżowaniu stoi budynek dawnej gospody z 1856 roku.



O sprawy duchowe dbają w niewielkim kościele (wyglądającym bardziej na kaplicę) wybudowanym w 1913 roku. Przedtem miejscowi katolicy uczęszczali do Tułowic (Tillowitz).


Obok świątyni niska rzeźba uśmiechniętego św. Krzysztofa z Jezusem na ramieniu. Wyryto rok i miejsce produkcji: 1903, Dometzko. A więc jeszcze przed postawieniem kościoła. Z boku umieszczono teksty modlitwy po niemiecku i polsku.


Widok na wieś spod kościelnego kibelka.


Remiza.


W 1939 roku w Szydłowie mieszkało ponad 900 osób. Działały tu 2 gospody (druga na dworcu), 3 rzeźnie, 2 piekarnie, 3 sklepy kolonialne, zakład szewski, stolarski, krawiecki, tartak parowy, punkt sprzedaży węgla oraz napraw urządzeń mechanicznych. Współcześnie funkcjonuje nieduży sklep.


Przejazd wśród domów zajmuje chwilę. Zabudowę kończy leśniczówka, na której zachował się herb Tułowic. Tułowice są siedzibą gminy, do której Szydłów należy, kiedyś było to samodzielne państwo stanowe Herrschafft Tillowitz.


Wobec takiego położenia miejscowość od zawsze związana była z lasem. Nawet nazwa jest z nim związana - szydło miało oznaczać nie byłą premier, lecz rodzaj poroża jelenia lub kozła. 

Oprócz drzewa okoliczne Bory Niemodlińskie bogate były w torf. Za stacją kolejową (do której za chwilę też zajrzymy) znajdują się dawne wybierzyska. Pozyskiwanie torfu z bagien (Torfwald) rozpoczęto w XIX wieku a zakończono około 1925 roku. Do tego czasu wyeksploatowano około 200 ha torfowisk. Widać je dobrze na mapie z 1936 roku.


Teren ten nazywano także Das Goldmoor - Złote bagno. Określeniem tym posłużono się w III Rzeszy podczas zmian nazewnictwa wielu miejscowości w latach 30. - zbyt słowiański Schiedlow zastąpiło bagno 😏. Podobne metody "przenosin" stosowano często.

"Złote bagno" przetrwało do dzisiaj jako rezerwat przyrody.


Rzeczywiście roślinność jest tu inna niż chwilę wcześniej.


Obok ścieżki pojawia się szara, masywna sylwetka - żelbetonowy schron! Jego położenie wydaje się bez sensu, bo komu miałby służyć?



Tajemnica nie była trudna do rozszyfrowania - w okresie wojny bagienne tereny używano jako poligonu szkoleniowego Luftwaffe (niedaleko stąd znajdowało się lotnisko Neudorf O/S.). Nowi piloci na Junkersach Ju 87 ćwiczyli tu celność zrzucania bomb, a w Messerschmittach Bf 109 trenowali loty koszące i używanie broni pokładowej. W schronie przebywała obsługa naziemna z radiostacją, obserwująca przebieg ćwiczeń.


W środku znajdowała się kiedyś tablica informacyjna, ale już zdążono ją ukraść.


Kilkaset metrów dalej nad kanałem ustawiono mostek i niewielką kapliczkę.


Kapliczka lotników upamiętnia ofiary katastrofy lotniczej - dwa myśliwce Bf 109 zderzyły się w powietrzu, jeden z nich spadł właśnie tu razem z pilotem-uczniem. Za szkłem kawałek metalu z owej maszyny.


Przez rezerwat wracamy do cywilizacji.


Stacja kolejowa położona jest trochę nietypowo, bo w sporym oddaleniu od wioski. Być może przyczyną była bliskość lasu, skąd wywożono drewno. Powstała w 1887 roku razem z linią Opole-Nysa. O dziwo, całość (wraz z osiedlem pracowniczym) wpisano do rejestru zabytków. Także semafory.








Czy to także zabytek? 😛


Dawna lokomotywownia, dziś skład wszystkiego.


Przejeżdżając obok zauważamy, że można zajrzeć do jej piwnic.




Szydłów w swojej historii miał też przemysłowy epizod - w 1910 roku niejaki Edward Thaller wybudował w nim zakład produkcji dachówek i cegielnię Thaler’s Tonwerke Schiedlow. Później poszerzono asortyment o inne materiały budowlane wysokiej jakości. Thaller urodził się w Szydłowie, ale karierę fabrykanta zaczynał w Lewinie Brzeskim (Löwen).

Budynki zakładowe stanęły blisko linii kolejowej. Oparły się wichrom historii, prawdopodobnie są opuszczone od kilku lat.


Znalazłem informację, że ich właściciele nadal mają koncesję na produkcję cegłówek, lecz ewidentnie nic się tutaj nie dzieje.


Od strony lasu chyba można się dostać na teren fabryki, brakło nam już na to czasu.


W sąsiedztwie kilka domów z początku XX wieku - zapewne dawne osiedle dla pracowników. Przynajmniej niektóre są zamieszkałe; jakiś dziadek wysiaduje w słońcu.


Nagle po torach przemknęła lokomotywa... z piętrusem! 😛 Nowe malowanie, nowe wagony? Niestety, to tylko kolejna awaria opolskich SZT i tabor zastępczy.


Swoją drogą to tutejsze słupy mają duże problemy z pionem 😛. Najpierw myślałem, że to złudzenie, ale w drugą stronę wygląda to identycznie.



Dzień powoli zaczyna się zbliżać ku końcowi. Pedałujemy więc raźno przy spadającej temperaturze, a zachód słońca łapie nas gdzieś przy przejeździe kolejowym 😏.


16 komentarzy:

  1. Refleksja grossmieszczucha.
    O rany! jaka fajna miejscowość, na Śląsku, wszędzie las dokoła, i te domki takie fajne, stare - odremontować taki pięknie, to byłby super klimat! No tak... ale jakby tak mieszkać w takiej miejscowości na okrągło? O rany! Przecież to dziura zabita dechami. Nie. Nie. Wszędzie trzeba by tłuc się autem, po najdrobniejszą pierdułkę. Nie, popatrzeć na fotki na blogu super, ale mieszkać tam to oj! nie.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celne przemyślenie :) Ja akurat nie należę do osób, które podniecają się zadupiami, ruinami i biedą w stylu "o kurde, ale tym się tu fajnie mieszka". Uwielbiam odwiedzać takie miejsca, nawet spędzić kilka dni (choć w takim Szydłowie nie byłoby co robić, żeby chociaż knajpa jak w Czechach była), ale broń Boże mieszkać! Moje miejsce pobytowe jest bardziej cywilizowane, ale to wciąż mała mieścina i do większości daleko. Nie przez przypadek takie Szydłowy się wyludniają - kto może, to ucieka.

      Najlepsi są ci, którzy żyją w mieście, w pełni korzystają z uroków wielkiego ośrodka, ale jęczą, że na wsi to super. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby się przeprowadzić, ceny ziemi i domów w tak odizolowanych osadach są niskie :)

      Usuń
    2. Tak, mnie też urzekają tacy ludzie. Ich skłonność do nieprzemyślanego przemeblowania sobie życia w postaci przenosin "na wieś" niemal zapiera dech. Zwykle mówi się, że to brak wyobraźni, ale w istocie to raczej niewłaściwe ustawienie wyobraźni. Zamiast idealizować sobie "miejsce gdzie nie ma nas, a więc naszych trosk, a więc musi być super!", należałoby raczej przyjrzeć się jakie tam są inne troski, a które staną się naszymi nowymi troskami, po przeprowadzce. :-)

      Usuń
    3. To jest po prostu opcja w stylu "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Mam znajomych, którzy non stop mówią, jak to kiedyś było fajnie, jak swojsko, jak postęp niszczy ludzi i więzi. No i tam gdzie jest biedne, tam jest fajnie. Oczywiście nie dają przykładu i nie mieszkają w drewnianej chałupie tylko w bloku z pełnym dostępem do cywilizacji, używają mediów społecznościowych, korzystają z laptopa, smartfona i aparatu cyfrowego, jeżdżą samochodem, a nie konno czy komunikacją publiczną :D Typowa hipokryzja.

      Usuń
    4. Bo to jest tak, że zakochujemy się w widokach ("suuuper, odludzie, zero cywilizacji") i na hurra podejmujemy decyzję. A jak przychodzi spędzić zimę w nowym miejscu, to ta miłość okazuje się dużo trudniejsza ;-)

      Usuń
    5. Zwłaszcza jak trzeba odśnieżyć drogę :D

      Usuń
  2. Niepozorna miejscowość, a tyle interesujących miejsc. Zaciekawiła mnie lista sklepów w 1939 roku. Na 900 osób było ich całkiem sporo. Podstawowe usługi i produkty można było nabyć na miejscu. To pewnie był standard w tamtych czasach. Tez czynnik sprzyjający osiedlaniu się nowych mieszkańców. Były też miejsca pracy. A dzisiaj co ma ta miejscowość do zaoferowania? Zakład mogący dać pracę nieczynny, jeden sklep. To i pustych domów będzie przybywać. Myślę, że nawet gdyby te domy dawano za darmo, niewielu było by na nie amatorów.
    Jak zwykle fajna relacja.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że wiele miejscowości (jeśli nie większość) poniemieckich zaliczyła upadek cywilizacyjny po 1945 roku, a potem jeszcze po 1989. Raz, że wyludnienie, dwa, że zmienił się też tryb życia. Mało kto teraz spędza jego większość tylko w swojej osadzie, jak kiedyś. Zresztą wsie takie jak ta (położona o jakieś 20 km od Opola) służy głównie jako sypialnia, życie i tak koncentruje się w miastach.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Ścieżki i drogi wprost wymarzone na rowerowy wypad. Malownicze tereny i ciekawa prowincja. Zapewne czeka ją los, jak tysięcy podobnych. Albo się całkowicie wyludni i po trochu rozsypie w pył, albo tak jak piszesz, stanie się weekendową "noclegownią" dla mieszczuchów, spragnionych sielskości.

    P.S. Świetna stacyjka. Mam duży sentyment do podobnych miejsc. Ta fabryczka też jeszcze nie wygląda najgorzej. Przy odrobinie przedsiębiorczości i sprawnego zarządzania, można by pomyśleć o ożywieniu tego miejsca. Bo z tego co widać, produkcja przemysłowa już raczej tam nie wróci.

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba za duże odludzie, aby coś sensownego z tym zrobić. W samym Opolu niszczeje sporo poprzemysłowych obiektów i nie ma to pomysłu, a co dopiero tutaj.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Bardzo ciekawie musiało wyglądać tu życie zanim tubylcy opuścili wioskę. Na Śląsko Opolskim sporo takich wiosek, ale ta widać wyjątkowo ciekawa. Przejażdżka kolejka tez by była atrakcja turystyczną :))))
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę autochtonów tam jeszcze zostało, ale generalnie wioska jest już za granicą śląskiego osadnictwa. A kolejką jak najbardziej można się przejechać jadąc z Opola w kierunku Nysy :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  5. przez Szydłów zazwyczaj przejeżdżałam pociągiem, jakoś nigdy mnie nie porwała ta miejscowość na tyle żeby do niej zajrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam wszystkich oczarowanych wioską Szydłów. Czytając powyższe wpisy odniosłem wrażenie, jak gdyby komentarze dotyczyły dalekiej Syberii a nie wsi oddalonej zaledwie 15 min. jazdy samochodem do granic miasta Opola. Jako mieszkaniec tej wsi z domu do pracy w Urzędzie Wojewódzkim mam 20 min. jady autem. Powrót do domu po pracy(w popołudniowych opolskich korkach) zajmuje mi od 30 do 45 min. czasu jazdy autem. Znając realia opolskie (mieszkałem 5 lat na Osiedlu AK w Opolu) przyznam, że nie zamieniłbym się na miasto. Oczywiście to jest moja osobista ocena jako mieszkańca przeuroczej "wsi na końcu świata" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ZWM-ie (czyli AK) też nie chciałbym mieszkać ;) Wiesz, osobiście wolałbym dojeżdżać do pracy komunikacją miejską, niż codziennie używać samochodu. Z takich miejsc to niemożliwe. Za to 20 minut dojazdu do UW to podziwiam, zwłaszcza przy remoncie Niemodlińskiej ;)

      Usuń
    2. Witaj. Na ZWM-ie spędziłem 5 fajnych lat, lecz jak to zwykle w życiu bywa, postanowiliśmy z żoną dokonać wyboru wykładając na stół wszelkie za i przeciw. Z myślą o budowie domu nosiliśmy się od dawna. W Szydłowie czekała na nas budowlana działka 20 ar + las który kochamy i wszystko inne, co dostaliśmy od losu "w pakiecie" przenosząc się na wieś. Co się tyczy komunikacji miejskiej, to rzeczywiście ułatwiłaby życie, ale w razie "W" zawsze jest szynobus do Opola (planowo 25 minut jazdy). Podmiejska Ósemka dociera do Ochódz, czyli tuż za borem :) Może kiedy znów nasi włodarze jeszcze raz powiększą duże Opole... :) Oczywiście żartuję. Wszystko ma swoje plusy i minusy. My odnaleźliśmy swoje miejsce na ziemi i bynajmniej nie była to "wielka ucieczka od świata w głuszę". Tutaj wbrew pozorom toczy się normalne życie; mamy prąd, wodę, kanalizację, dociera internet i sygnał GSM, odbierają śmieci które selekcjonujemy... :) Normalnie cywilizacja ;) Trochę się podśmiewam, bo rzeczywiście, tak na pierwszy rzut oka, to dla wielu czytelników z miasta taka wieś jak ta, to jest jakieś zesłanie :) Siekierezada (uwielbiam film). Zachęcam wszystkich, da się tu żyć i to całkiem komfortowo. Trzeba jedynie, jak mawia klasyk; "wstać z kanapy" i ruszyć w Bory Niemodlińskie :)

      Usuń