wtorek, 15 maja 2018

Kľak w Małej Fatrze Luczańskiej. Trzykrotnie zdobyty!

Kľak jest ostatnim wielkim szczytem w południowej części Małej Fatry Luczańskiej. Jego potężna skalna bryła już z daleka budzi respekt.


Można na niego wchodzić m.in. z Fačkova, ale to aż 900 metrów podejścia, co przy naszych plecakach nie jest najlepszym pomysłem. Korzystamy z opcji alternatywnej i autobusem pospiesznym podjeżdżamy na Fačkovské sedlo, przełęcz wyznaczającą granicę pomiędzy Fatrą a Górami Strażowskimi.

Stąd różnica wysokości to "jedynie" 500 metrów i góra nie wygląda już tak strasznie.


sobota, 12 maja 2018

Strážovské vrchy (2): chatka z horroru, najwyższa góra i dupki kurczaka.

Najkrótsze podejście na Strážov prowadzi ze Zliechova i jako takie wybiera chyba większość turystów. Również i my z niego skorzystamy, zwłaszcza, że właśnie w tej wiosce jesteśmy 😏.

Opuszczając centrum mijamy pomnik Słowackiego Powstania Narodowego upiększony armatą, a także kilka drewnianych domów, które uchowały się na obrzeżach. Pod jednym z gospodarstw zaparkował niezdzieralny maluch.




środa, 9 maja 2018

Strážovské vrchy (1): maraton przesiadek, widokowy Vápeč i martwe owce.

Góry Strażowskie (Strážovské vrchy) na majówkę - oto co wymyśliłem w tym roku. Tradycyjnie miała być Słowacja, więc tym razem wybrałem pasmo położone w jej zachodniej części. Dlaczego?

Powinienem napisać, że po pierwsze dlatego, iż tam jeszcze nie byłem, lecz byłaby to nieprawda: kilka lat temu podczas pobytu nad jednym z okolicznych zbiorników wodnych wyskoczyłem na pobliski szczyt. Trudno to jednak nazwać dokładnym zwiedzaniem, więc nadal te góry były dla mnie terenem do odkrycia.

Po drugie bardzo podoba mi się ich charakter - są niemal w całości zalesione, natomiast wiele szczytów to doskonałe punkty widokowe.


Po trzecie liczyłem, iż znowu nie będzie w nich zbyt tłoczno - oczywiście nie zakładałem niemal kompletnego braku turystów jak rok temu w Wołowskich albo jeszcze wcześniej w Weporskich, ale wiedziałem, że zalew z Polski nam nie grozi.

Po czwarte - w ten rejon mogliśmy w miarę sprawnie dotrzeć komunikacją publiczną także w polski dzień świąteczny.

środa, 2 maja 2018

Jesenicko czyli śląsko-czeska prowincja.

Pod koniec zimy z racji uprawiania narciarstwa kręciłem się trochę po powiecie Jeseník. Nie byłbym sobą, gdyby nie wykorzystał okazji do zajrzenia w kilka nowych miejsc lub wybrania jakiejś drogi, którą przedtem jeszcze nie jechałem 😊.

Rejon ten, położony między górami Opawskimi a Rychlebskimi, to szereg niewielkich miejscowości: zaniedbanych, wyludnionych, tkwiących trochę w cieniu przeszłości, kiedy tereny te były znacznie gęściej zamieszkałe.

W szarówce krótkiego, lutowego dnia zatrzymuję się przy cmentarzu sporo oddalonym od najbliższej wioski, u stóp górki Kostelní vrch.


Kościoła na nim nie ma, jest niewielka kaplica. I sporo starych grobów, najczęściej mocno nadgryzionych zębem czasu.




niedziela, 29 kwietnia 2018

Muzeum Śląskie - Katowice z wysokości szybu górniczego.

Ciepła, słoneczna niedziela wydaje się idealna do odwiedzenia Muzeum Śląskiego w Katowicach. Wystawy oglądałem już rok temu (o czym pisałem w stosownym wpisie), natomiast teraz chciałem wejść na wieżę szybową dawnej KWK "Katowice" (a wcześniej "Ferdinandgrube"), która obecnie służy jako punkt widokowy.


Do stolicy województwa śląskiego (z nieznanych powodów często określanej jako stolica Górnego Śląska lub wręcz całego Śląska 😮) dotarłem późnym popołudniem, blisko wieczoru. Miało to swoje plusy i minusy - z jednej strony niebo nabrało już ładnego koloru, z drugiej cień zaczął obejmować coraz większy obszar...

Po drodze mijam Spodek, który zawsze mnie urzeka swoją konstrukcją. W środku trwa koncert Golec Orkiestry. Ktoś ich jeszcze słucha?


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Bieszczady - pogranicze polsko-słowacko-ukraińskie.

Górskim celem wyjazdu w Bieszczady było pasmo graniczne w okolicach trójstyku polsko-słowacko-ukraińskiego. Tamtejsze szlaki są znacznie rzadziej uczęszczane niż połonińskie, a dodatkową atrakcją miał być nocleg we wiacie po słowackiej stronie granicy. W przeciwieństwie do polskiej - całkowicie legalny!

Z Wetliny zamierzamy ruszyć zielonym szlakiem, a tu już na samym początku wisi kartka, że skorzystać należy z żółtego! Chyba ich po...ało! Z naprzeciwka schodzi jakiś facet, pytam się go o trasę...
- U góry pełno śniegu - informuje. - A na dole wycinka, ale nie na samej ścieżce.
No to ruszamy!
Lasy są jeszcze gołe, wyglądają bardziej jesiennie niż wiosennie.


Męczymy się mocno podchodząc pod Jawornik (zwany też Sękową). Postanawiamy zrobić sobie tutaj dłuższy postój, podczas którego zapadamy w drzemkę. Wybudza nas z nich spora grupa zorganizowanych turystów z jakiegoś koła. Na wieść o tym, iż zamierzamy dotrzeć do granicy, prawie zaczynają się żegnać.
- Przecież tam śniegu od groma!
Co prawda widzieliśmy z doliny plamy białego na szczytach, ale chyba trochę przesadzają! Zresztą nie mamy wyboru.

środa, 18 kwietnia 2018

Autostopem i autobusem z Zagórza do Wetliny.

Godzina 1 w nocy. Paskudny dworzec autobusowy w Katowicach. Co można tam robić o tej porze w piątek trzynastego? Wiele mniej lub bardziej ciekawych czynności, ale przede wszystkim wsiadać w autobus jadący w Beskidy Wschodnie, a konkretnie w okolice Bieszczad(ów) 😊.

Z plecakiem odkryłem je dość późno, bo dopiero ponad dwa lata temu. Od tego czasu staram się tam bywać przynajmniej raz w roku, choć w ubiegłym uczyniłem to jedynie symbolicznie odwiedzając mroźny Łupków. Tej wiosny plan był ambitniejszy, zatem w piątkową noc mkniemy razem z Ecowarriorem na wschód...

Za Rzeszowem następuje tradycyjna przesiadka do innego pojazdu, co zawsze jest koszmarem dla rozbudzonych pasażerów. Wchodząc w próg drugiego busa słyszymy okrzyk:
- Eco, tutaj!
Z fotela cieszy się gęba Tomka, który akurat ma przerwę od pracy na Islandii i także wybiera się w Biesy.

Ostatnia godzina zlatuje bardzo szybko. Mimo, że Tomek miał wychodzić w Sanoku, to czyni to razem z nami dopiero w Zagórzu. Jest po 6-rano, mieliśmy piękny początek dnia, a przed nami cały weekend!


czwartek, 12 kwietnia 2018

Przez Górny Śląsk w Wielki Piątek.

Wybierając się do rodziców na Wielkanoc zawsze staram się gdzieś zatrzymać po drodze i zobaczyć coś nowego na górnośląskiej ziemi. Tym razem wsiadłem do samochodu w wielkopiątkowe popołudnie. Bez żadnego planu. Otworzyłem atlas, spojrzałem i stwierdziłem: "Pojadę tędy, zobaczymy co zobaczymy". Zupełny spontan 😉.

Po raz pierwszy na chwilę zatrzymuję się na obrzeżach Krapkowic (Krappitz), gdzie z parkingu mam widok na ciekawą wieżę wodną wybudowaną w okresie Wielkiej Wojny. Trochę przypomina budynki kopalniane z Czarnego Śląska.


Obok, na terenie parku miejskiego, w tym samym czasie wzniesiono sztuczne ruiny. Fakt, wyglądają zbyt ładnie jak na pozostałość po jakimś oryginalnym zamczysku.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Mniejszość w Górach Izerskich.

Skład Českých dráh dowozi nas do Jakuszyc (Jakobsthal). Jest to najwyżej położony przystanek kolejowy w Polsce, a nawet i na Śląsku, bowiem Ramzová leży około stu metrów niżej. Wychodzimy tylko my, cała reszta jedzie dalej w kierunku centrum Szklarskiej Poręby.


Jakuszyce uznawane są za zimową stolicę polskiego narciarstwa biegowego i faktycznie ktoś jeszcze tam sobie biega pętelki.


wtorek, 3 kwietnia 2018

Ze Śląska do Czech przez grań Karkonoszy (2)

Od schroniska "Szrenica" do granicy jest ledwie kilkaset metrów. Pokonujemy ten odcinek sycąc oczy promieniami słońca, bo widać, że okno pogodowe zaczyna się zamykać.



Na lewo Śnieżne Kotły (Schneegruben). Stacja przekaźnikowa wydaje się strażnicą oddzielającą jasność od ciemności.

piątek, 30 marca 2018

Ze Śląska do Czech przez grań Karkonoszy (1)

Po miesiącu udało mi się wrócić w Sudety i to od razu w najwyższe ich pasmo! W końcu po co się ograniczać? 😊

Tym razem ruszyłem razem z Bastkiem w piątkowy poranek. Po cichu liczyłem na taką pogodę...


...ale u podnóża gór przywitało nas coś takiego:


Wszystko zgodnie z prognozą, niestety. To ostatnio u mnie norma, że w dniu wyjazdu nigdy nie dane jest mi ujrzeć słońca...

poniedziałek, 26 marca 2018

Śląskie niedaleko: Skorogoszcz, Grodków i Kopice.

Dolnośląską część zaglądania w zakamarki województwa opolskiego zaczynamy w Skorogoszczy (Schurgast). Zawsze intrygowała mnie ta nazwa, bo można połamać sobie na niej język...

Wizyta będzie krótka, zatrzymujemy się na rynku. Opustoszały, pełen opadłych liści, jakby wspominał dawną przeszłość (do 1945 miejscowość posiadała prawa miejskie).


Dostrzegam bryłę niewielkiego pomnika. Z tyłu podziurawiony jest kulami, z przodu dwujęzyczna tablica. "Pomnik pamięci", a oryginalnie ustawiony po wojnie prusko-francuskiej 1870-71.

niedziela, 18 marca 2018

Gdzie (nie) na narty? Ramzová i Zlaté Hory.

Sezon narciarski zbliża się ku końcowi i nie zmieni tego nawet mroźny powrót zimy w ten weekend. W ramach podsumowania pozwolę sobie przedstawić dwa ośrodki narciarskie, z których korzystałem w tym roku.

Ramzová to popularne miejsce wśród mieszkańców województwa opolskiego i bywa, że samochodów na polskich blachach jest więcej niż czeskich. W niektóre dni można spodziewać się tłoku, dlatego najlepiej przyjechać tutaj jak najwcześniej.

Na miłośników dwóch lub jednej deski czekają w ośrodku Ramzová - Bonera dwie kolejki: czteroosobowa dowożąca nas na wysokość 1050 metrów oraz jej dwuosobowa kontynuacja w kierunku szczytu Šerák. Przynajmniej tak to wygląda teoretycznie, ponieważ w rzeczywistości druga kolejka w zimie jest dostępna jedynie do swej połowy! Oprócz nich działają (lub nie) trzy krótkie wyciągi orczykowe.


Słowo "niestety" w przypadku tego miejsca będzie pojawiało się częściej: niestety, nie zdarzyło mi się jeszcze tutaj trafić na dobrze przygotowane trasy. Ostatnio w lutym straszyły całe połacie lodu a teraz dla odmiany ogromne przetarcia. Ja wiem, że pogoda rządzi się swoimi prawami, ale odnoszę wrażenie, że zarządcy kompleksu już dawno spoczęli na laurach i się nie starają.

środa, 14 marca 2018

Śląskie niedaleko: Niemodlin, Dobrzeń i Popielów.

Jesienią jeździłem trochę po województwie opolskim z aparatem fotograficznym, odwiedzając zarówno miejsca mi znane, jak i te dotychczas obce.

Niemodlin (Falkenberg) przyciągnął głównie remontowanym zamkiem, ale samo miasto ma również kilka ciekawych obiektów. Jego centrum jest wrzecionowaty rynek o długości około 400 metrów wokół którego stoją kamienice.


Niestety, przez jego środek biegnie bardzo ruchliwa krajówka. Mieszkańcy od lat domagali się budowy obwodnicy, ale zawsze słyszeli, że "są bardziej potrzebujący". Mówił to nawet pewien wiceminister związany z regionem, skutkiem czego w wyborach samorządowych odpadł już w pierwszej turze, mimo, iż niby był faworytem 😛.

Od wschodniej strony rynek zamyka wspomniany zamek, od zachodniej gotycki kościół Wniebowzięcia NMP.


środa, 7 marca 2018

Śląskie niedaleko: powiat kluczborski.

Z terenów województwa opolskiego stosunkowo najsłabiej znam jego północne rejony. Nigdy nie były mi po drodze, więc rzadko się tam zapuszczałem. Zmieniło się to w grudniu ubiegłego roku przy okazji smutnego wydarzenia w postaci pogrzebu w rodzinie znajomych. Ponieważ i tak cały dzień miałem wolny, więc postanowiłem też zerknąć w kilka miejsc.

Jadąc na północ przez przypadek widzę cmentarz żołnierzy radzieckich w Kluczborku (Kreuzburg). Powstał on w miejscu dawnej nekropolii żydowskiej zniszczonej przez hitlerowców.



wtorek, 27 lutego 2018

Zdążyć przed "dekomunizacją": nieprawomyślne pomniki na południe od Opola i nie tylko.

Wojna rządu z niewłaściwymi pomnikami weszła w końcową fazę: ich usuwanie ma się zakończyć do końca marca. Oczywiście i od tego będą wyjątki, ale generalnie taki jest nakaz wojewodów podpierających się ustawą.

Zostało zatem naprawdę niewiele czasu oby obejrzeć te złe obiekty na żywo, więc podobnie jak jesienią ruszyłem w teren. Tym razem w mroźną niedzielę na południe województwa opolskiego. Gdzie szukać takich miejsc podpowiedziała mi pewna prawacka strona, której intencje były dokładnie odwrotne: miała piętnować czerwone plamy, ale mi posłużyła jako znakomity przewodnik 😉.

Najpierw zatrzymałem się w Głogówku (Oberglogau). Wiedziałem, że pomnik znajduje się gdzieś w parku zamkowym, lecz nigdzie nie podano dokładnej lokalizacji. Przemierzałem kolejne ścieżki wypatrując swojego celu i potrząsając grabiejącymi rękami. Na parkowych mapach nic takiego nie zostało zaznaczone.

Stwierdziłem, że nie dam za wygraną i wreszcie go zobaczyłem! Okazało się, iż stoi w pobliżu zamku Oppersdorffów, a raczej tego, co z niego zostało.


czwartek, 22 lutego 2018

Karkonosze (3): Odrodzenie - Petrovka - Śnieżne Kotły.

Poranek na przełęczy Karkonoskiej. Wreszcie pogoda taka, jaką każdy wędrowiec chciałby mieć w górach!


Chciałoby się od razu zarzucić plecaki i ruszyć w śnieg, ale spokojnie... najpierw pakowanie i śniadanie. Na jadalni zjawiamy się zaraz po otwarciu, aby wyprzedzić tłumy narciarzy. 

Po konsumpcji tradycyjnej jajecznicy fotografuję wnętrza Odrodzenia, bo to dość ciekawy obiekt. Wybudowane jako wzorcowe schronisko dla niemieckiej młodzieży - Jugendkammhaus „Rübezahl”. Wbrew często przytaczanym plotkom nie stanęło dla Hitlerjugend, bowiem rok otwarcia to 1928. Nigdy też nie nazywało się Adolf-baude (te leżało po czeskiej stronie, o czym już wspominałem).


poniedziałek, 19 lutego 2018

Karkonosze (2): Wang - Słonecznik - przełęcz Karkonoska.

Po nieudanej próbie zdobycia Śnieżki przy pomocy autobusu dotarliśmy do Karpacza (Krummhübel), a konkretnie do Karpacza Górnego (Brückenberg; do ubiegłego roku oficjalną polską nazwą były... Bierutowice).

O dziwo, wyszło słońce, jest nawet trochę śniegu. Podążamy za tłumem: mijamy mniej lub bardziej odrzucające przybytki gastronomiczne, galerię kiczowatych pamiątek (wielką popularnością cieszyły się tradycyjne, karkonoskie łuki) i stajemy pod płotem Kościoła Wang.


Norwesko-pruską świątynię zwiedzałem już przed laty, teraz chciałem tylko pokręcić się trochę po placu kościelnym, ale wstęp na niego kosztuje... złotówkę! To chyba jedyny w Polsce przypadek, że trzeba bulić za chodzenie PRZED kościołem! Gdybym był członkiem miejscowej gminy ewangelickiej to byłoby mi wstyd...


Kawałek dalej budka Karkonoskiego PN i pobierany haracz za wstęp... Przyroda niby należy do wszystkich, ale jednak nie do końca.

czwartek, 15 lutego 2018

Karkonosze (1): Kowary - Okraj - Czarna Kopa, czyli jak nie weszliśmy na Śnieżkę!

W Karkonoszach nie byłem prawie od dekady! Jakoś tak ciągle wychodziło, że były mi nie po drodze. Co prawda poprzedniego lata miałem je w całości jak na dłoni ze skałek Rudaw Janowickich, ale to jednak nie to samo... Kiedy więc nadarzyła się okazja dołączyć do wyjazdu i wrócić, to trzeba było wykorzystać tą okazję.

Pobudka o wściekłej godzinie jaką jest 4.30. Kolejne środki transportu i przesiadki... W Kolejach Dolnośląskich dostaję informację od Neski, że jej pociąg złapał opóźnienie z powodu jakiegoś zdarzenia na torach. A to właśnie ona postanowiła odwiedzić Góry Olbrzymie, ja tylko wcisnąłem się jako towarzystwo do szlaku... No i plany zaczęły się sypać.

Busikiem docieram do Kowar (Schmiedeberg). Miasteczko wita mnie smrodem z kominów i zachmurzonymi lasami w tle. Zimy brak.


Okolica dworca kolejowego sprawia przygnębiające wrażenie. Ostatni pociąg osobowy odjechał stąd bodajże w 2000 roku, są niby jakieś plany reaktywacji, lecz na razie to raczej pobożne życzenia...

piątek, 9 lutego 2018

Góry Opawskie na spontanie: Velké mechové jezírko i Biskupská kupa

Wyjazd w Góry Opawskie był z gatunku tych zupełnie nieplanowanych. Miałem jechać w Beskidy, ale przed 7-mą rano dostaję smsa: "Nie dam rady, choroba"! W pierwszej chwili chciałem obrócić się na drugi bok i dalej spać, ale gwałtowne myśli nie dawały mi spokoju. Wczesna godzina, cały piątek stracony? Szybko piszę do Bastka: "Może Biskupia Kopa?". Może... 😊

Zbieraliśmy się wolno, jeszcze po drodze szukanie kantoru, kontrola czeskich celników na granicy, ale w końcu pojawia się znajomy kształt.


Najpierw jedziemy jednak za Rejvíz i zostawiamy samochód na leśnym parkingu. Tu przynajmniej jest śnieg.


środa, 7 lutego 2018

Styczniowe Gorce czyli namiastka zimy.

Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno, tak? Pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury!

Prawo natury ostatnio słabo działa: tegoroczna zima mało przypomina tę porę roku. Coś, co w styczniu byłoby normą teraz traktowane jest jako coś niezwykłego - np. śnieg i mróz. I to tylko w górach!


W drugi weekend 2018 roku wybraliśmy się z Ecowarriorem w Gorce. Ja odwiedziłem je niedawno (w listopadzie), ale Eco przed dobrymi kilkoma laty.

Ruszyliśmy już w piątek. Busik do Nowego Targu tradycyjnie wpada w kolejne zatory i w stolicy Podhala jesteśmy z prawie godzinnym opóźnieniem. Andrzej wyczaił jakąś knajpkę na blokowisku, ale nie wyglądała zbyt interesująco, więc pokręciliśmy się trochę po centrum. Osobiście uważam Nowy Targ za wyjątkowo brzydkie miasto, choć ratusz mają ładny.


piątek, 2 lutego 2018

Ost-Berlin: Karlshorst i Mitte

Karlshorst to niewielka dzielnica we wschodniej części Berlina. Powstała jako miasto-ogród pod koniec XIX wieku, a w 1920 znalazła się w granicach powiększonej stolicy. Zapewne nikt się nie spodziewał, że przez chwilę znajdzie się na kartach wielkiej historii: to właśnie tutaj w maju 1945 roku podpisano "ostateczną" kapitulację III Rzeszy.

Wydarzenie to miało miejsce w dawnym kasynie oficerskim Wehrmachtu (konkretnie szkoły pionierów), które po przejściu frontu nie uległo zniszczeniu i nadawało się na taką uroczystości. Stoi ono do dziś i funkcjonuje jako placówka muzealna - Muzeum Niemiecko-Rosyjskie (Deutsch-Russische Museum Berlin-Karlshorst, Германо-российский музей «Берлин-Карлсхорст»).


Była to druga kapitulacja Niemiec - pod pierwszą złożono podpis 7 maja we francuskim Reims. Na żądanie Stalina powtórzono ją dzień później na przedmieściach Berlina. Zegarek wskazywał, iż jest przed godziną 23-cią, ale według czasu moskiewskiego (którym posługiwano się na froncie wschodnim) już po północy. Stąd przez kolejne dziesięciolecia dwa bloki polityczne świętowały zakończenie wojny w różne dni...

Ostatnio data 9 maja jest opluwana i "dekomunizowana", a przecież większość polski żołnierzy walczących z Wielką Rzeszą Niemiecką fetowała zakończenie wojny właśnie wtedy!

W głównej sali zrekonstruowano stan z 1945 roku.


piątek, 26 stycznia 2018

Ost-Berlin: Treptower Park i Volkspark Friedrichshain

Berlin. Haupstadt der DDR. Taką oficjalną nazwę nosiła wschodnia część stolicy Niemiec w latach 1949-1990.

W październiku udało mi się kupić bilety w promocyjnej cenie do miasta w Brandenburgii i tak jakoś wyszło, że niemal cały dzień spędziłem w dawnym radzieckim sektorze. W Berlinie Zachodnim tylko wysiadałem i wsiadałem do autobusu.

Pochmurnym porankiem docieram koleją miejską do Treptower Park. To jeden z większych parków Berlina.


Nieopodal stacji znajduje się przystań statków kursujących po Szprewie. W taką pogodę raczej nie będą mieli tłumów chętnych.


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Rowerowe niedaleko: Szydłów (Goldmoor). Złote bagna.

Szydłów (niem. Schiedlow, od 1936 Goldmoor) to licząca około pół tysiąca mieszkańców wioska położona w powiecie opolskim. Ze wszystkich stron otoczona jest Borami Niemodlińskimi. To dobre miejsce na wypad rowerowy, bo aby tam trafić zawsze trzeba przeciąć las 😊.

Wybraliśmy się w połowie listopada. Skorzystaliśmy z drogi, która istnieje już od dawna, ale dopiero kilka lat temu pokryto ją asfaltem.


Mijamy liczne ścieżki ciągnące w bok. W tym miejscu drzewostan jest gęsty i miły dla oka, ale ledwie kilka kilometrów dalej puszcze tną na potęgę, zostawiając wielkie połacie łysiny 😕.


czwartek, 18 stycznia 2018

Góry Orlickie - z Náchodu do Piekła

W drugi dzień świąt bożonarodzeniowych znudziło mi się siedzenie w domu i postanowiłem znów ruszyć w Sudety. Podobnie jak w listopadzie wybrałem Góry Orlickie i wziąłem ze sobą Bastka, tyle, że tym razem ja siadłem za kółkiem.

Początek wyjazdu jest identyczny: przed Nysą obserwujemy pierwsze widoki na góry przy rozpoczynającym się dniu.


Kopulasty szczyt po lewej to oczywiście Kopa Biskupia oddalona o jakieś 35 kilometrów. W środku Příčný vrch, potem dalej w prawo Medvědí vrch i Orlik, a na samym końcu zachmurzony Pradziad, z którego wystaje tylko szczyt wieży.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Urwanie głowy na Pilsku!

Na początku grudnia zimy na nizinach i wyżynach nikt nie widział, natomiast obecna była już w górach. W dodatku była to zima złośliwa i mało przewidywalna, bowiem warunki turystyczne zmieniały się z dnia na dzień, zazwyczaj na niekorzyść. To wszystko spowodowało, że pierwotny plan weekendu w Beskidzie Żywieckim nie doszedł do skutku. Ponieważ jednak i tak miałem zarezerwowany nocleg na Hali Miziowej, to zmolestowałem kumpla i razem ruszyliśmy w sobotę rano w kierunku Beskidów.

Jeszcze w Żywcu nie było ani grama białego... Śnieg pojawił się dopiero w okolicach Korbielowa, a na przełęczy Glinne było już bardzo zimowo.


Po wyjściu z samochodu czuć nieprzyjemny chłód, wdzierający się pod ubranie. Brrr! Niebo, zgodnie z prognozą, całkowicie zaciągnięte. Na zegarku nie ma jeszcze nawet południa, więc po założeniu plecaków przechodzimy przez dawne przejście graniczne. W letnim okresie działa tam sklepo-bar, w którym się już kilkukrotnie stołowałem.

wtorek, 9 stycznia 2018

Górskie podsumowanie 2017 roku!

Górski nowy rok najlepiej zacząć w Nowy Rok w górach. I tak było w 2017 roku: Beskid Sądecki, sylwester w Chatce Magóry. Główne wędrowanie uskutecznialiśmy jeszcze w starym roku, 1 stycznia trzeba było tylko wrócić do cywilizacji. Był lekki mrozik i smog.


Już niecały tydzień później teleportowaliśmy się jeszcze bardziej na wschód - na kraniec Bieszczad, do legendarnej Chatki na Końcu Świata! To był zdecydowanie najmroźniejszy wypad 2017 roku - zaczęło się od niewinnego -10, potem stopniowo spadało, aż osiągnęło okolice -24. Policzki aż paliło od mrozu, a wyjście do wychodka oznaczało dokonanie czynu bohaterskiego! W takich warunkach ograniczaliśmy się tylko do włóczenia się po najbliższej okolicy.