czwartek, 11 lutego 2016

Spacerownik katowicki: boczne ulice Załęża

W dwóch poprzednich odcinkach opisałem katowicką dzielnicę Załęże wzdłuż głównej ulicy - Gliwickiej: część wschodnią oraz część zachodnią. Teraz zatem Załęże nie tyle od kuchni, co od bocznych ulic... Tym razem w kolejności alfabetycznej, a nie geograficznej. 

Bocheńskiego Feliksa (do 1922 Bernhardtstraße, w latach 1939−1945 Danziger Straße): jak już wspominałem przecina Załęże na dwie części - wschodnie i zachodnie. Jest to też najbardziej ruchliwa szosa w dzielnicy, łącząca Drogową Trasę Średnicową z autostradą A4. 
 


Po wschodniej stronie znajduje się ciąg familoków z lat 1900-1914 - to osiedle robotnicze kopalni Kleofas. Obraz raczej ponury. 
 
 

Można by pomyśleć, że to z powodu swej dzisiejszej brzydoty (zwłaszcza ciemnego od brudu tynku) zasłonięto je reklamami - jednak to tylko typowy polski chaos reklamowy, który widać wszędzie. 
 

A propos jeszcze familoków - kiedyś był zwyczaj, że górnicy malowali obramowania okien na kolor czerwony, a hutnicy na zielony. Dziś również można zobaczyć takie kolorowe przekładańce, tylko czy one nadal mają związek z tradycją czy po prostu ktoś urozmaicał sobie widok z okna? 

Po zachodniej stronie zbrodnia na starym obiekcie - budynek z cegły oblepiono... sztuczną cegłą, została tylko data 1883. Wygląda to tragicznie! 
 

Obok niego Zespół Szkół Specjalnych - typowa dla Prus konstrukcja szkolna. 
 

* Bogusławskiego i Narutowicza (Karo Hegenscheidt Straße, następnie Beka i Eisenbahnstraße): opisuję je razem, gdyż w przeszłości tworzyły jedną ulicę. 
 

W 1870 roku powstała tutaj pierwsza kolonia robotnicza - tzw. Kolonia Hegenscheidta. Właściciel huty Baildon Wilhelm Hegenscheidt udzielił pożyczki każdemu pracownikowi na zakup działki i budowę domu, pod warunkiem, że później odpracuje długi. W efekcie powstało całe osiedle, rozbudowywane jeszcze w okresie międzywojennym. 
 
 

Janasa (Freiheitsstraße, po 1922 krótko Wolności): oczywiście nie chodzi o trenera Pawła, ale Wincentego, działacza w okresie plebiscytu. Według mnie najciekawsza we wschodnim Załężu - długi ciąg zwartej zabudowy, praktycznie brak współczesnych dodatków. 
 
 

Jeden budynek wyróżnia się - to prawdopodobnie dawny obiekt techniczny, teraz Klub Wysoki Zamek. Myślałem, że to knajpa, lecz okazał się Wspólnotą Dobrego Pasterza :( ... 
 

Dalej tradycyjnie - cegła. Czasem nadbudówka, lecz nawiązująca do stylu. 
 
 
 

Niektóre kamienice nie są zamieszkałe, za innymi przejście do blokowiska. 
 

Szalet publiczny? 
 

Dziecko same bawi się na ulicy?? Skandal :! Za winklem widzę już pedofila albo co najmniej cyklistę! 
 

Nietypowe duże drzwi. Być może kiedyś funkcjonowała tutaj po prostu brama. 
 

Lisa (Querstraße): jedna z najkrótszych nazw w Katowicach. Bruk, familoki i drugi świat za pierwszą linią domów. 
 
 
 
 
 
 

Marcina (Martinstrasse): kiedyś stanowiła całość z ulicą Zarębskiego. Dziś po dwóch stronach Gliwickiej ma inną nazwę. Oryginalna Marcina jest krótka, liczy ledwie kilkaset metrów. 
 

Kończy ją płot dawnej huty Baildon i jakaś przepompownia, będąca jednym z ulubionych miejsc libacji miejscowych pijaczków. Obok starych kamienic budują nowy budynek, gabarytowo zbliżony. Stawiam na mieszkania socjalne, gdyż jako "normalne" miałyby chyba problem z nabywcami. 
 

Ondraszka: podobnie jak sąsiednia Klimczoka upamiętnia beskidzkich zbójników. Zbóje widać zawsze byli popularni. Nowe osiedle z wielkiej płyty, jakimś cudem przetrwał tylko jeden budynek z 1905 roku. Widać zresztą, że niedawno wyremontowany. 
 

Pod nogami zamiast kostki trylinka. 
 

Pośpiecha (Nikoleistrasse): część dawnej średniowiecznej drogi via magna, biegnącej z Bytomia do Krakowa. Swą funkcję pełniła do połowy XIX wieku, kiedy przecięły ją tory. 
 

Zapewne z tego powodu przemianowano ją na Wassermannweg, gdyż Nikoleistrasse przejęła dzisiejsza ulica Mikołowska, która rzeczywiście nadal biegnie na Mikołów. Obecnie droga ciągnie się wzdłuż nasypu kolejowego linii Wrocław-Katowice. 
 

Niektóre domy są charakterystyczne dla terenów przykolejowych. 
 

Zarośnięta bocznica do Katowickich Zakładów Chemii Gospodarczej Pollena-Savona. Powstały na bazie pierwszej górnośląskiej fabryki mydła, od lat 20. działają w tym miejscu. Przeżyły sanację, Hitlera, komunistów, może przeżyje i III Rzeczpospolitą albo i IV... 
 

Ulica Pośpiecha w części niezabudowanej - po prawej nasyp kolejowy, po lewej jakieś ogrodzone nieużytki. 
 

Ślusarska (Berggeistraße, ks. Skrzybnego): całkowicie schowana między sąsiednimi. Głównie współczesne bloki, ale moją uwagę przyciągnęła ta tablica :) 
 

Wiśniowa (kiedyś Wilsona): ostatnia zabytkowa ulica zachodniego Załęża. Podobnie jak na Bocheńskiego powstało tu osiedle robotnicze kopalni Kleofas - wybudowano wtedy kilkanaście familoków. Są nieco starsze niż te z Bocheńskiego, bo pochodzą z końca XIX wieku i będąc nieotynkowane prezentują się lepiej. 
 
 

Z tyłu widać już bloki osiedla Witosa, które powstało na terenach dawnego większego Załęża. 
 

Do familoków w latach 60. dostawiono wielką płytę. Dopasowanie idealne. 
 

Między nimi przebija się siedziba Śląsko-Dąbrowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, dawne schronisko kopalni Kleofas; wspominałem ją przy okazji ulicy Gliwickiej. Od zaplecza cieszy oko jeszcze bardziej. 
 
 

Wolnego Józefa: nie wiem czym dla Katowic zasłużył się też galicyjski poseł i handlarz, ale patroni ulic to temat na zupełnie inną bajkę. Może rzeczywiście był wolny? Poniemiecka zabudowa jest tu w mniejszości, generalnie w tym miejscu we wschodnim Załężu zaczyna się "współczesność". 
 

Zastanowił mnie ten blok - wygląda jakby chciano go postawić z rozmachem w socrealistycznym stylu, ale po wybudowaniu wejścia do klatki schodowej dokończono minimalistycznie. 
 

* Wyplera (Limanowskiego). Niektóre kamienice są okazałe, z wykuszami. 
 
 

Zarębskiego (Martinstraße): Zaczyna swój bieg przy placu zabaw, który zasłynął swojego czasu informacją, że nie można się na nim bawić ;) . 
 

Między wysokimi kamienicami widać stojące z tyłu bloki. 
 
 


I jeszcze dwa rejony, już nie alfabetycznie: 
kolonia Mościckiego. Ostatnie osiedle przed granicą z Chorzowem. Powstało w drugiej połowie lat 20. XX wieku dla osób zasłużonych w walce o polskość Górnego Śląska. Domy stawiano według jednego projektu - piętrowe, każdy miał wodę i prąd, niektóre gaz, a kanalizację uruchomiono jeszcze przed wojną. Wówczas luksusowe, choć dla niektórych może i nadal. Krytykowano budowę drogich, dwurodzinnych domków dla wybranych, ale co tam... ;) 
 

Osiedle zaprojektowano na nieużytkach kopalni Kleofas wzdłuż nowych ulic przecinających się pod kątem prostym, jak w Ameryce. Patronami zostali górnicy, którzy zginęli podczas katastrofy kopalni w 1896 roku (jeszcze o niej wspomnę w późniejszym tekście). Zapewne wybrano tych o odpowiednio polskich nazwiskach. 

W okresie II wojny światowej na mapach widniało Rudolf Hess Kolonie, a od 1952 do 2000 przyjęło nazwę Nikosa Belojannisa, greckiego komunisty. 

Niestety, dzisiaj dawne miasto-ogród jest zupełnie nieciekawe - nie wpisane na listę zabytków, więc każdy z właścicieli robi co chce, niewiele się zatem różni od większości osiedli jednorodzinnych. 
 

* przystanek Katowice-Załęże jest stosunkowo młody, powstał w latach 50. XX wieku. 
 

Za przystankiem i nasypem nadal ciągnie się Załęże, tyle że nie ma tam już budynków mieszkalnych, lecz różne firmy, ogródki działkowe i syf. Z okien pociągu widać za to doskonale potworek architektoniczny: hotel stylizujący się na góralszczyznę. 
 

Jak dla mnie ścisła czołówka brzydoty katowickiej, feeee! :nie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz