poniedziałek, 22 grudnia 2014

Morawy, Czechy i trochę Śląska w grudniu

Grudzień to okres, kiedy tradycyjnie wyjeżdżam gdzieś na weekend pod pozorem jarmarku adwentowego - bo głównym celem jest jednak zobaczenie nowych miejsc :) W tym roku za cel wybrałem sobie Kraj Vysočina w Rep. Czeskiej (jakoś polska nazwa mi nie leży).

Najpierw trzeba tam jednak dojechać, a, jak wiadomo, droga też jest celem ;) Ruszamy zatem w piątek przy ładnej pogodzie (to akurat wyjątek, bo praktycznie co roku jest ona mniej lub bardziej paskudna) i pierwszy postój wypada w Linhartovach (Geppersdorf), na czeskim Śląsku, gdzie znajduje się ładnie odnowiony pałac.


Linhartovy (formalnie to część Města Albrechtice) leżą tuż nad granicą, za Opavicą już polski Śląsk.

...i polska wioska Lenarcice, które do wojen śląskich tworzyły z Linhartovami jedną miejscowość. Później, w 1740 roku, przecięła je granica. Co ciekawe - po polskiej stronie, zaraz za mostem, jest mały kompleks sportowy. Ciekawe komu służy, bo najbliższe polskie domy są sporo oddalone, a te czeskie tuż tuż...

To był jedyny śląski akcent podczas tego weekendu - wkrótce wjeżdżamy na Morawy, gdzie w okolicach Rýmařova (Römerstadt) na chwilę spotykamy zimę.

Nie trwa ona jednak długo - ledwo wyjechało się z Niskiego Jesionika, to widoki pojawiły się iście wiosenne lub pełno jesienne...

Bocznymi, krętymi drogami mijamy różne miejscowości, gdzie prawie co chwilę jest coś ciekawego... ponieważ jednak zobaczenie wszystkiego zajęłoby pewnie cały tydzień, to trzeba się na coś zdecydować.

W Uničovie (Mährisch Neustadt) dominantą rynku jest potężny ratusz.

W nieodległym Úsovie (Mährisch Aussee) z kolei wita zamek, należący do 1945 roku do Liechtensteinów (ta rodzina często przewija się przez moje wyjazdy w tym roku).

Úsov miał niegdyś również prężną społeczność żydowską, która zaczęła się w nim osiedlać pod koniec XV wieku. Po 1648 przybyła tu też grupa Żydów z Rzeczpospolitej Obojga Narodów, którzy uciekali z terenów objętych Powstaniem Chmielnickiego. W 1783 roku powstała murowana synagoga (wcześniejsze były drewniane), która stoi do dnia dzisiejszego.

W XIX wieku 30% mieszkańców wyznawało judaizm, potem ta liczba zaczęła spadać wskutek emigracji ekonomicznej. Koniec społeczności starozakonnych był taki jak wszędzie - w 1938, dzień po Nocy Kryształowej, nazistowskie bojówki wkroczyły do dzielnicy i zdemolowały oraz podpaliły synagogę. Na swoje szczęście większość Żydów opuściła miasto już wcześniej, tuż przed wkroczeniem Wehrmachtu... Synagoga okazała się jednak dobrze zbudowana i wojnę przetrwała, służyła potem jako kościół husycki, a od 1993 znowu jest w rękach gminy żydowskiej.

Ocalał też nieodległy kirkut z XIX-czną neorenesansową bramą.

Na cmentarzu z XVII wieku zachowało się ponad 800 macew.

A dawna dzielnica żydowska jest chyba najbardziej zaniedbaną częścią miasteczka.

Pora jechać dalej.
Niektóre mijane drogi wyglądają jak klepisko, a asfaltu nie ma albo jest pod grubą warstwą ziemi. Samochód jawi się jak uczestnik jakiegoś rajdu ;)

Krótkie spojrzenie przez płot na pałac w Žádlovicach (Schadlowitz)...
...i krętą szosą parkujemy w pobliżu głównego celu dzisiejszego dnia - zamku Bouzov (Busau).
Zamek pochodzi ze średniowiecza i tak średniowiecznie wygląda, jest to jednak efekt przebudowy z XIX/XX wieku (przedtem był głównie renesansowy).

Od 1696 zamek należał do Zakonu Krzyżackiego. Najpierw ukradła im go III Rzesza w 1939 roku (Hitler lubił się do Zakonu odwoływać, jako krzewiciela niemczyzny na wschodzie, ale nie przeszkodziło to mu go skasować). Następnie po raz drugi zrobiła to po wojnie Czechosłowacja (Zakon uzyskał unieważnienie konfiskaty od czechosłowackiego Sądu Administracyjnego, ale w skutek objęcia władzy przez komunistów pozostało to martwą literą). Od 1989 zakonnicy ponownie próbują odzyskać swój majątek - w większości bezskutecznie...

Bouzov bardzo spodobał się Himmlerowi, który postanowił uczynić go jedną z siedzib swojego specjalnego "czarnego zakonu SS".

Dzisiaj jest tu muzeum, oczywiście nieczynne poza sezonem :| To mnie zawsze irytuje w Rep. Czeskiej - od listopada, nie licząc nielicznych muzeów miejskich, wszystko zamknięte na głucho...

Kolejny postój to Moravská Třebová (Mährisch Trübau) - główne miasto regionu Hřebečsko (Schönhengstgau). Od XIII stulecia do 1945 była to niemiecka wyspa językowa, największa na ziemiach czeskich. W Mährisch Trübau było ich na początku ubiegłego wieku 90% Niemców i "od zawsze" zajmowali się głównie włókiennictwem.

Pamiątką po tamtych czasach jest renesansowy pałac, też dawniej należący do Liechtensteinów.

Szczególnie cenny jest wczesnorenesansowy portal z 1492 roku.

Przekraczamy granicę morawsko-czeską (która w wielu miejscach jest bardzo pokręcona) i zatrzymujemy się w czeskiej Poličce (Politschka) - jednak tym razem nie na zwiedzanie, ale w celach handlowych :) Działa tutaj regionalny browar - z zewnątrz może nie prezentuje się jakoś specjalnie...

...ale piwo mają bardzo dobre, oznaczone zresztą jako Chronione Oznaczenie Geograficzne (chráněné zeměpisné označení). Miejscowi podjeżdża pod zakupy ze skrzynkami, więc i my nie możemy być gorsi :)

Do Polički wrócimy jeszcze za 2 dni, a teraz trzeba dojechać do dzisiejszego miejsca noclegowego, co na niezbyt dobrze oznaczonych drogach nie jest szybkie.

Na granicy kraju Vysočina dzień żegna się z nami zachodem słońca...

...

3 komentarze:

  1. Świetnie. Wreszcie jakaś relacja z ziem naszych południowych sąsiadów.
    Pozdrawiam i czekam na dalsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. będą dalsze :) grudzień tradycyjnie u mnie jest albo czeski albo słowacki :)

    OdpowiedzUsuń